wtorek, 10 kwietnia 2018

Schody do nieba czy donikąd?


Ileż to już żartów powstało z pomnika smoleńskiego? Wyśmiewano przede wszystkim mało odkrywczą bryłę, która kojarzyła się z czym popadnie i co chwila odnajdywano obiekt pozwalający wszystkim radośnie krzyczeć: plagiat! To prawda, podobne bryły wielu z nas rysowało już zapewne w przedszkolu, więc ewentualne procesy o skopiowanie pomysłu skończą się z dość oczywistym skutkiem. Niemniej sam pomnik jest potrzebny i choć jego realizacja, jak wielu godnych uwagi pomysłów PiS-u, wyszła „jak zawsze”, to dobrze, że w końcu stanął, mimo iż jego lokalizacja daleka jest od ideału.

Jakoż mając wolne popołudnie postanowiłem przyjrzeć się z bliska odsłonięciu rzeczonego pomnika. Spodziewałem się komplikacji w dotarciu na miejsce, a i co do dotarcia w jego bezpośrednią bliskość nie łudziłem się, że będzie łatwo, więc nie zaskoczyło mnie, że teren wielkości kilku, a może nawet kilkunastu tysięcy metrów kwadratowych otoczony został barierkami i kordonem policji. Wstęp za ten swoisty społeczny firewall mieli tylko uprzywilejowani, którym na piersiach dyndały stosowne przepustki. Ja oczywiście takowej nie miałem, więc jako obywatel gorszego sortu musiałem zadowolić się podglądaniem uroczystości z odległości kilkudziesięciu, a chwilami kilkuset metrów. Na szczęście zamontowany w aparacie teleobiektyw wydajnie wspomagał moje nadwerężone ślęczeniem nad książkami oczy i nawet dość wyraźnie pozwolił przypatrzeć się pomnikowi.

Oto garść fotowrażeń z uroczystości, jakimi pragnę się z Wami podzielić. Gdybym miał przepustkę zapewne wepchałbym się pod samą scenę i relacjonował uroczystości z sumiennością Dziennika. Niestety, byłem skazany na włóczenie się po obrzeżach i podglądanie tych, którzy skazani byli na to samo. Gdzieś hen, w oddali, znajduje się plac Piłsudskiego, na którym stanął pomnik. Ale firewall postawiono już tutaj:


Po zewnętrznej stronie barierek my, za nimi żandarmeria wojskowa.


Typowy przedstawiciel żandarmerii wojskowej:


Pomnik smoleński, jeszcze pod nakryciem. Na drugi planie zdjęcia ofiar. Nazwiska niektórych napisano z błędami, na szczęście do czasu uroczystości poprawionymi, być może tylko dlatego, że zostały wytropione przez dziennikarzy.


Gorszy sort niekiedy nie miał wyjścia, i chcąc zobaczyć cośkolwiek z tego, co się dzieje na placu, zmuszony był okupować nieliczne drzewa.


Wzruszona twarz uczestnika uroczystości:



Zresztą, bądźmy precyzyjni, nie tylko gorszy sort musiał zadowolić się koczowaniem poza obrębem placu.


Selfie z flagą:


Były też stoiska handlowe. Zainteresowani mogli kupić plakietki, flagi i napoje chłodzące. Od tego sprzedawcy, którego jeden z gapiów porównał do któregoś z apostołów (którego?) kupiłem niezwykle ciekawą wzorniczo plakietkę z Antonim. Apostoł za pozowanie zażyczył sobie, żebym kupił jeszcze jedną, zdecydowanie brzydszą, więc odmówiłem. Takoż i zdjęcie wyszło brzydsze, niż mogłoby.


A oto rzeczona plakietka, zapewne prosto z gimpa. Proszę darować uszczypliwość: wstyd nosić, wstyd nie kupić. Zdobyłem także polską flagę, nosiłem ją z dumą, ale aktualnie wymaga prasowania, więc chwilowo jej nie pokażę.



Nieliczni wybrańcy, którym trafiły się najlepsze miejsca. Niestety, jest to duże powiększenie fragmentu zdjęcia, więc jakość nie zwala z nóg. Ci na górze oczywiście służbowo:


Jedna pani błagała o pomoc:


Mateusz Kijowski, najsłynniejszy alimenciarz w Polsce, był jednocześnie najbardziej hałaśliwy. Wraz ze swoimi poplecznikami, kordonem policji szczelnie odizolowani od wszystkich i wszystkiego, wznosili wywrotowe hasła w rodzaju: tu-jest-Polska. Tłum wyczuwał poetykę sytuacji i dodawał do rymu: Ja-rosław. Swoją drogą bardzo słabe to było, bo sugerowało, że tam, na placu, jest jakaś zagranica. Zresztą, tłum nie był lepszy i wysyłał Kijowskiego do Moskwy, więc wet za wet. Najwyraźniej tak działa logika masowych zgromadzeń, że wszyscy skandują głupoty, a te zaraz potem urastają do rangi manifestu.


Ten punkcik, dokładnie pośrodku kadru, to prezydent Andrzej Duda. Gdybym nie zabrał ze sobą długiego obiektywu moje oczy nie zarejestrowałyby nawet punkciku:



Smutny, albo po prostu znudzony lepszy sort, w dodatku nieletni. Bez takiego glejtu na piersiach nie było co marzyć o wejściu na plac:


Pomnik smoleński po odsłonięciu:


Jeszcze raz pomnik smoleński, z innej perspektywy:


Pierwszy raz słyszę o takiej policji, ale jestem pod wrażeniem:


I na koniec może najprawdziwsze zdjęcie ze wszystkich, bo przecież kto nie przyszedł nacieszyć oczu, palec pod budkę:


1 komentarz:

  1. plagiaty w wykonaniu uznanych artystów, takich jak Jerzy Kalina, to już nie tylko skandal, ale nowy trend w sztuce. smutne. a tu link do działa z 1950 roku, zatytułowanego "schody" : https://krollermuller.nl/en/page/4374

    OdpowiedzUsuń