<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-3104947404696430804</id><updated>2012-02-27T00:07:33.179-08:00</updated><title type='text'>wstęp do wątpienia</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Jacek Zalewski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16241706285054663748</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TF6APcm8_uI/AAAAAAAAAKw/1FH8VkOl8lk/S220/1.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>41</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3104947404696430804.post-2046368055855185334</id><published>2012-02-26T14:43:00.002-08:00</published><updated>2012-02-27T00:07:33.192-08:00</updated><title type='text'>Medyczny firewall</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-DYdVAwrh9_s/T0qxcLo0ypI/AAAAAAAAAVI/mT09885GqXw/s1600/film+44+-+5.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://1.bp.blogspot.com/-DYdVAwrh9_s/T0qxcLo0ypI/AAAAAAAAAVI/mT09885GqXw/s400/film+44+-+5.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Złamałem rękę. W nadgarstku. To się zdarza, kiedy pokryta topniejącym śniegiem, śliska powierzchnia chytrze wykorzysta naszą nieuwagę. Z początku nawet nie wiedziałem, że złamałem rękę. To mogło być jedynie zwichnięcie, w najgorszym razie pęknięta kość. Jak przystało na rozsądnego człowieka, który czasem wręcz przesadnie dba o swoje zdrowie (a czasem nie), postanowiłem skorzystać z pomocy medycznej. Pełny dobrej woli i wiary w dobrą wolę, a przede wszystkim w kompetencje i fachowość polskiej służby zdrowia, udałem się na pogotowie. Całe lata nie byłem na pogotowiu, więc moje wyobrażenie o ruchliwych korytarzach, nerwowym pośpiechu i opatrywanych na bieżąco, zakrwawionych ofiarach różnych wypadków zostało gwałtownie zweryfikowane. Po wejściu na pogotowie trafiłem na ciemny i pusty korytarz. Nikt nie biegał i nie krzyczał, ani śladu żywego lub martwego ducha. Błądząc w półmroku trafiłem wreszcie na zasłonięte żaluzjami okienko za którym majaczyły się jakieś ludzkie postacie. Zapukałem w okienko. „prooooszzzzz!” – usłyszałem z pakamery nieprzyjemne zaproszenie. Pchnąłem drzwi. Wewnątrz okazało się, że autorem antypatycznego zaproszenia jest niezwykle skądinąd sympatyczny typ w stroju pielęgniarza. Dowiedziawszy się na czym polega mój ból zerwał się gwałtownie ze stołka, nakazał na nim usiąść (żebym przypadkiem nie zemdlał) i gruntownie obmacał mój sponiewierany okolicznościami losu nadgarstek. Cały czas nawijając (że oni to wprawdzie tylko wyjazdówka, ale opatrzy mi rękę, bo to nie ma żartów, rękę trzeba prześwietlić, oni nie mają jak, &lt;i&gt;etc&lt;/i&gt;.), wycyganił od kolegi opatrunek uciskowy i raz dwa unieruchomił stosowną część mojej lewej górnej kończyny.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Prześwietlenie od początku było moim zamiarem i naprawdę wierzyłem święcie i naiwnie, że wystarczy pokazać spuchnięty i czerwony nadgarstek, a ofiarne łapiduchy wykorzystają całą swoją dobrą wolę, kompetencje i dostępny sprzęt, żeby zdiagnozować uraz i wskazać właściwą ścieżkę leczenia. Tymczasem musiałem się zadowolić dobrą wolą sympatycznego pielęgniarza. Zadawszy mu dramatyczne pytanie „co dalej?”, zostałem błyskawicznie zaciągnięty przed budynek, gdzie pokazano mi wiszącą na drzwiach kartkę z adresami szpitali. „Gdzie pan mieszka?” – zapytał pielęgniarz. „Tu i tu” – odparłem. „Zatem najbliższy szpital będzie pan miał tam i tam. Tam panu wykonają prześwietlenie” – powiedział, po czym udzieliwszy mi jeszcze kilku praktycznych wskazówek odnośnie postępowania w przypadku urazu nadgarstka, zniknął z mojego życia, zanim zdążyłem zadać to jedno kluczowe pytanie.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Cisnące mi się na usta kluczowe pytanie brzmiało: dlaczego, żeby wykonać prześwietlenie muszę jechać na drugi koniec miasta, skoro potrzebny do tego sprzęt znajduje się w przychodni obok?&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Pojechałem. Ponad pół godziny błądziłem po szpitalu-gigancie, szpitalu-molochu („ach, gmach!”). Ze strefy pierwszej trafiłem do strefy piątej. Ze strefy piątej do kaplicy. Z kaplicy do szklanego tunelu. Ze szklanego tunelu z powrotem do strefy pierwszej. Koniec języka okazał się kiepskim przewodnikiem, przydałaby się nawigacja. Strategia referowania swojej sprawy w każdym napotkanym punkcie rejestracyjnym okazała się jednak skuteczna. Wreszcie trafiłem na właściwą „rejestrację”. „Kiedy się pan przewrócił? O której godzinie? Gdzie?” – z widocznym samoprzezwyciężeniem wyrzucał z siebie kolejne pytania młodzieniec w fartuchu. „Co to ma kurwa do rzeczy?” – miałem ochotę po trzykroć zapytać, chyba jednak nie doceniając bohaterstwa z jakim osobnik płci medycznej za wszelką cenę próbował się wykazać profesjonalnym podejściem do natręta. „Czy to ma jakieś znaczenie?” – zapytałem grzecznie i jeszcze grzeczniej udzieliłem żądanych informacji. Rzeczony osobnik zignorował moje pytanie. Wznosząc się na szczyty profesjonalizmu, wyciągnął komórkę: „panie doktorze, jest tu &lt;i&gt;taki człowiek&lt;/i&gt;, który… odesłać po skierowanie? Dobrze, przekażę”. Skierowanie! „Taki człowiek” (czyli ja) usłyszał wreszcie to magiczne słowo. Na zdrowy rozum skierowanie przy złamaniu, a nawet tylko podejrzeniu złamania nie powinno być potrzebne, ponieważ potrzebę pomocy specjalisty widać gołym okiem. Ale w polskiej służbie zdrowia chyba nic nie jest zdrowe. „Jak już nadmieniłem, doktor pana nie przyjmie. Musi pan udać się po skierowanie… najlepiej tu i tu (adres placówki na jeszcze innym końcu miasta) i jutro przyjść do nas ze skierowaniem”.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Nie udałem się. Nie miałem już siły, zresztą zapadał już wieczór. Przypomniałem sobie za to skecz Monty Pythona o człowieku, który przychodzi do lekarza z nożem w brzuchu, a lekarz mu każe wypełnić ankietę.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Następnego dnia rano udałem się do lekarza ogólnego i dostałem skierowanie na prześwietlenie i drugie, do chirurga, żeby mi to prześwietlenie obejrzał. Szybko, prosto i bez problemów. Ten level zaliczony, przechodzimy do następnej rundy.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Mając magiczny papierek, bez problemów dostałem się do pracowni rentgenowskiej (nawiasem mówiąc, znajdującej się w budynku tuż obok pogotowia na którym miły, aczkolwiek cierpiący na ADHD pielęgniarz dzień wcześniej założył mi opaskę uciskową). W pracowni od ręki (że tak powiem) wykonano mi stosowny zabieg. W czasie, kiedy schodziłem na parter zapytać w „rejestracji”, czy jest na sali chirurg (nie było), „mój” film już się wywoływał i suszył. Odebrawszy go (zaliczony kolejny level), pomedytowałem chwilę i w efekcie rzeczonej medytacji skierowałem się ku najbliższej placówce, którą posądziłem o posiadanie na stanie jakiegoś chirurga. Jakoż okazało się, że w rzeczonej placówce (szpitalu wojskowym, gwoli ścisłości) – jak głosiła kartka na drzwiach – złamaniami i urazami kończyn zajmuje się ortopeda, ale niestety, ortopedy brak. Najbliższy… (tu adres). Postanowiłem zignorować ten ewidentny „bareizm” i podbiwszy do „rejestracji”, z głupia frant zapytałem o chirurga. „Chodzi pan o ortopedę?” – zapytała pani rejestratorka. „O chirurga. Zwichnąłem rękę, mam prześwietlenie i chciałbym, żeby jakiś specjalista przynajmniej zerknął na nie”. „Do chirurga trzeba mieć skierowanie” – odparła rezolutnie pani rejestratorka”. „Mam skierowanie!” – wyrzuciłem z siebie triumfalnie. „Do ortopedy?”. „Nie, do chirurga”. „Niestety, u nas przyjmuje ortopeda”.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Nie poddałem się. Powtórzyłem, że ja naprawdę nie pragnę wiele ani od życia ani od państwa ani od policji, a już w szczególności nie pragnę wiele od służby zdrowia; pragnę tylko, by ktoś rzucił okiem na to cholerne prześwietlenie i chociaż powiedział, czy to złamanie, czy tylko zwichnięcie. „Pokój numer 20” – poddała się pani rejestratorka.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Z głupia frant, bo bez skierowania (moje okazało się nic nie warte) stanąłem w kolejce i już po 20 minutach (!) siedziałem przed ortopedą w koszulce Nike (poznałem po znaczku). Krótka, rzeczowa rozmowa i lekarz sięga po telefon nakazując komuś po drugiej stronie drutu wypisać mi prawidłowe skierowanie („panu przez pomyłkę wystawiono do chirurga”) i założyć kartę. Następnie z kartą i magicznym papierkiem miałem do niego wrócić; tymczasem kopertę z prześwietleniem mogłem u niego spokojnie zostawić.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Spokojnie zostawiwszy kopertę z prześwietleniem, udałem się najpierw do izby przyjęć po skierowanie, a potem do „rejestracji” w celu założenia karty. Ściskając w ręku kartę i papierek najbardziej magiczny ze wszystkich, udałem się z powrotem do lekarza najbardziej właściwego ze wszystkich, czyli do ortopedy. Po drodze minąłem kaplicę, widać oprócz rentgena standardowe wyposażenie polskich szpitali. „Złamanie kości łódeczkowatej” – brzmiała błyskawiczna diagnoza. „Proszę mi pokazać gdzie” – poprosiłem, bo moje wcześniejsze oględziny kliszy (zupełnie jakbym się na tym znał) nie sugerowały mi jakiegokolwiek złamania. „O, tutaj”. „Aha” – odparłem, choć nadal nic nie widziałem. Za to z wyjaśnień ortopedy zrozumiałem, że takie złamanie to paskudna sprawa i niezbyt łatwa do zagojenia. „Jak się nazywa ta kość?” – zapytałem, bo z przejęcia już zdążyłem zapomnieć. „Łódeczkowata. W odróżnieniu od kości łódkowatej”. „Łódkowata jest pewnie większa?” – popisałem się przed ortopedą inteligencją. „Tak. Znajduje się w nodze” – ortopeda popisał się przede mną wiedzą. Następnie zaprosił mnie do pokoju obok, gdzie założył tak zwany stabilizator, czyli usztywniony gipsem opatrunek, który przez najbliższe dwa tygodnie będzie mi utrudniał obsługę klawiatury, nie mówiąc o obsłudze reszty życia. Dla kogoś, kto pisze wszystkimi palcami, to jednak dramat. W dodatku moja stara i wysłużona klawiatura jest powycierana do tego stopnia, że już dawno straciła swoje oznaczenia. Dotąd mi to nie przeszkadzało, bo i tak piszę bezwzrokowo. Teraz jednak chyba będę musiał poszukać jakiegoś kolorowego flamastra, bo mozolnie stukając prawą ręką w pozbawioną oznaczeń klawiaturę ni cholery nie mogę znaleźć „y” i „i”, „t” mi się myli z „e” a „a” z „z”.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Na szczęście, stabilizator mi zdejmą już za dwa tygodnie. Niestety, już za dwa tygodnie założą mi gips. Na przynajmniej dwa miesiące. Najbardziej z tego wszystkiego mnie cieszy nadzieja, że przez dwa miesiące nie będę miał do czynienia z polską służbą zdrowia. Jak już wspomniałem, jestem naiwny.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3104947404696430804-2046368055855185334?l=wstepdowatpienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/feeds/2046368055855185334/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2012/02/medyczny-firewall.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/2046368055855185334'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/2046368055855185334'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2012/02/medyczny-firewall.html' title='Medyczny firewall'/><author><name>Jacek Zalewski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16241706285054663748</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TF6APcm8_uI/AAAAAAAAAKw/1FH8VkOl8lk/S220/1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-DYdVAwrh9_s/T0qxcLo0ypI/AAAAAAAAAVI/mT09885GqXw/s72-c/film+44+-+5.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3104947404696430804.post-6561531886293916126</id><published>2012-02-02T13:27:00.000-08:00</published><updated>2012-02-02T13:27:29.082-08:00</updated><title type='text'>Szymborska z perspektywy kota</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-bBZRM5AwVPk/Tyr-M5uOFqI/AAAAAAAAAU8/pDL8d6zftDk/s1600/D%C5%82ugi+K%C4%85t.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="392" src="http://1.bp.blogspot.com/-bBZRM5AwVPk/Tyr-M5uOFqI/AAAAAAAAAU8/pDL8d6zftDk/s400/D%C5%82ugi+K%C4%85t.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;&amp;nbsp;Należę do pokolenia, które jeszcze pamięta żywych poetów: Herberta, Brodskiego, Miłosza… Szymborską. Żyjący klasyk to figura o tyle przedziwna (i w jakiś sposób skandaliczna), że będąc częścią tego literackiego uniwersum, które zdaje się istnieć „od zawsze”, zarazem immanentnie przynależy przemianie świata, jest człowiekiem, &lt;i&gt;starzeje się&lt;/i&gt;. Dopiero jego śmierć likwiduje ten paradoks i umieszcza go tam, gdzie nasza intuicja umieściła go już dawno, czyli w literaturze. Miłosz stał „Miłoszem” na długo przedtem zanim umarł, więc w pewnym sensie jego śmierć była nieszczęściem osobistym bliskich mu osób, bez wpływu na literaturę. Nigdy nie zapomnę owego żartu, który usłyszałem jeszcze na studiach. Na korytarzu Wydziału Filozofii wisiał portret wspaniałego logika, Rudolfa Carnapa jako dwudziestokilkuletniego młodzieniaszka. Jedna z profesorek spojrzała na niego i powiedziała: „taki młody, &lt;i&gt;a już&lt;/i&gt; Carnap”. Nazwisko to przekleństwo, nagrobek za życia.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Doprawdy, trudno dociec czy autor, który za życia trafił do encyklopedii wciąż ma poczucie, że jest istotą żywą, skoro dla wielu czytelników jego obecność na tym świecie od dawna jawi się jako nieporozumienie. Karą za twórczość powinna być dla klasyka świadomość, że wielu odbiorców jego twórczości nawet nie wie czy jest on żywy czy martwy. I że co gorsza, jest im to najzupełniej obojętne.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Wczoraj zmarła we śnie Wisława Szymborska, mająca pecha już za życia stać się „uznaną poetką”. Jako osoba o pogodnym usposobieniu zapewne lekceważyła wynikające stąd komplikacje i uciążliwości, ignorowała dramat „Szymborskiej”, za życia pogrzebanej w podręcznikach szkolnych, naukowych opracowaniach, &lt;i&gt;recenzjach&lt;/i&gt;. Jako osoba „z krwi i kości” być może dostrzegała tu jakieś wymierne profity i korzystała z nich, jednak sława, a zwłaszcza Nobel przekreślił jej szanse na bycie poetką trudną, niezrozumiałą, a więc interesującą. Wbrew pozorom to poważny problem, którego charakter celnie oddał Cioran na przykładzie Borgesa: „Po co składać hołd Borgesowi, skoro robią to już Uniwersytety? Zwaliło się nań nieszczęście bycia kimś &lt;i&gt;uznanym&lt;/i&gt;. A zasłużył na lepszy los”. Szymborska również zasłużyła na lepszy los, zasłużyła na krytycyzm, na dialog, na &lt;i&gt;ironię&lt;/i&gt;, a doczekała się jedynie chwały.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Publikowała mało, co sama tłumaczyła pojemnością swojego kosza na śmieci. Całe życie i – jak ktoś obliczył – niewiele ponad 350 wierszy. W pierwszym odruchu stajemy zdumieni, a może nawet zszokowani lenistwem poetki – jak to? Średnio kilka wierszy rocznie? Trudno w to uwierzyć, wielki poeta z małym dorobkiem zdaje się nam &lt;i&gt;contradictio in terminis&lt;/i&gt;. Przyzwyczajeni, że „dzieła wszystkie”, jeżeli mają świadczyć o chwale autora, zajmują metry bieżące ścian nie możemy uwierzyć, że dorobek wystarczający do otrzymania literackiej nagrody Nobla zmieści się w średniej wielkości książce. „Jeden dobry wiersz na rok to bardzo dużo” – napisał kiedyś ktoś, kto prawdopodobnie nie zdawał sobie sprawy z trafności swoich słów. A przecież nawet po najbardziej płodnym autorze pozostaje raptem kilka sentencji, ewentualnie inwektyw. Reszta to tylko ciężka praca o której i tak nikt nie będzie pamiętał, nie licząc badaczy akademickich, mających obowiązek pamiętać &lt;i&gt;wszystko&lt;/i&gt;. Straciłem do nich zaufanie w dniu, kiedy w jednym z akademickich opracowań natrafiłem na informację o dokładnej liczbie przymiotników w &lt;i&gt;Dziennikach&lt;/i&gt; Gombrowicza.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Zdrowy rozsądek odwodzi od pisania. Ale my, mocą nierozumnego pędu, omroczeni wizją sławy lub po prostu upiornie nieszczęśliwi, nie potrafimy się oprzeć i ryzykując zasłużone wyrzuty sumienia, &lt;i&gt;piszemy&lt;/i&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Szymborska, jak się zdaje, była wolna od tego rodzaju przesądów. Dobrze wiedziała, że literatura to zaledwie substytut życia, wybierała tedy życie. O urządzanych w jej krakowskim mieszkaniu spotkaniach towarzyskich krążyły legendy i powstawała literatura, często z ochoczym udziałem samej gospodyni. „Tu Pilch z kieliszkiem pustym w ręce. Malarz dał wyraz jego męce” (&lt;i&gt;Szymboriana&lt;/i&gt;). Nawet Nobel był dla niej wydarzeniem bardziej towarzyskim, niż literackim. Po otrzymaniu go cieszyła się, że pozna jeszcze więcej ciekawych osób.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Literatura to głównie umiejętność szyfrowania swoich lęków, inteligentny sposób na radzenie sobie z nimi. Wszelako eksploatując ją i bezlitośnie wyzyskując jej terapeutyczny charakter, mimowolnie zaczynamy jej ufać. Jednak literatura to marna powiernica, zdradza nas w najmniej oczekiwanym momencie i z najmniej oczekiwanej strony wyjawiając jeżeli nie nasze wstydliwe sekrety, to przynajmniej pomniejsze słabostki lub w ostateczności dostarczając zainteresowanym nasz profil psychologiczny. Cokolwiek zatem Szymborska usiłowała schować w swoich wierszach, to przecież jednocześnie ujawniła – w dużej mierze nieświadomie – swój stosunek do świata. Dystans, ironia, poczucie humoru nie były w jej przypadku zabiegiem literackim, ale &lt;i&gt;par excellence&lt;/i&gt; manifestacją &lt;i&gt;charakteru&lt;/i&gt; poetki. O trafności tej diagnozy &lt;i&gt;a rebours&lt;/i&gt; świadczy choćby wiersz „11 września”, jeden z niewielu jakie poetka napisała z przejęciem, z pełnym emocjonalnym zaangażowaniem i który właśnie z tego powodu okazał się całkowitą klapą. „Skoczyli z płonących pięter w dół… Tylko dwie rzeczy mogę dla nich zrobić – opisać ten lot i nie dodawać ostatniego zdania”. Zbyt późno zrozumiała, że nic nie może dla nich zrobić, owszem – wierszem może jedynie pocieszyć &lt;i&gt;siebie&lt;/i&gt;. To być może jedyny wiersz Szymborskiej w której szyfr zawiódł. Lęk okazał się za duży.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Moja wrażliwość poetycka jest znikoma, a przecież potrafiłbym oddać „cały świat i całego Szekspira” za jeden wiersz Emily Dickinson czy kilka głębokich wierszy Herberta. A mimo to nigdy nie potrafiłem się do końca przekonać do wierszy Wisławy Szymborskiej. Być może zgubiło mnie moje filozoficzne wykształcenie. Zlekceważyłem to, co jest największym atutem tej poezji: dostrzeżenie konkretu. Filozof mówi: śmierć; Szymborska mówi: kot. Śmierć z perspektywy kota? „Umrzeć – tego nie robi się kotu. Bo co ma począć kot w pustym mieszkaniu”. To, co dla filozofa jest dyshonorem, stanowi punkt wyjścia dla poezji Szymborskiej. I może to jest powód dla którego żałuję w życiu dwóch rzeczy: filozoficznego wykształcenia i niechęci do poezji Szymborskiej.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3104947404696430804-6561531886293916126?l=wstepdowatpienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/feeds/6561531886293916126/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2012/02/szymborska-z-perspektywy-kota.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/6561531886293916126'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/6561531886293916126'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2012/02/szymborska-z-perspektywy-kota.html' title='Szymborska z perspektywy kota'/><author><name>Jacek Zalewski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16241706285054663748</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TF6APcm8_uI/AAAAAAAAAKw/1FH8VkOl8lk/S220/1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-bBZRM5AwVPk/Tyr-M5uOFqI/AAAAAAAAAU8/pDL8d6zftDk/s72-c/D%C5%82ugi+K%C4%85t.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3104947404696430804.post-2735215908448860261</id><published>2012-01-12T09:55:00.000-08:00</published><updated>2012-01-12T09:55:32.606-08:00</updated><title type='text'>Wieniawski i smutek</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-A7tCv46fiG4/Tw8dPbi7KsI/AAAAAAAAAUs/HjA7QWK0ayo/s1600/film+26+-+15.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-A7tCv46fiG4/Tw8dPbi7KsI/AAAAAAAAAUs/HjA7QWK0ayo/s320/film+26+-+15.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Muzyka Wieniawskiego, tak silnie przecież związana z polską tradycją, nawet w wariacjach i fantazjach objawia mi smutek jakiego Polska nie umiała wynaleźć i na jaki prawdę mówiąc, nie zasługuje. To smutek wzięty z angielskiej poezji metafizycznej, z dekadenckich rozczarowań, z obłędnego, pijanego nihilizmu i odrobinę – tak! – również z romantycznego, samobójczego szaleństwa Młodej Polski. Ale nie zniżę się do tego, by się zająć smutkiem &lt;i&gt;w teorii&lt;/i&gt;, wolę słuchać Wieniawskiego. Mówię Wieniawski, myślę smutek, &lt;i&gt;mój&lt;/i&gt; smutek.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3104947404696430804-2735215908448860261?l=wstepdowatpienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/feeds/2735215908448860261/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2012/01/wieniawski-i-smutek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/2735215908448860261'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/2735215908448860261'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2012/01/wieniawski-i-smutek.html' title='Wieniawski i smutek'/><author><name>Jacek Zalewski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16241706285054663748</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TF6APcm8_uI/AAAAAAAAAKw/1FH8VkOl8lk/S220/1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-A7tCv46fiG4/Tw8dPbi7KsI/AAAAAAAAAUs/HjA7QWK0ayo/s72-c/film+26+-+15.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3104947404696430804.post-3877088690354255773</id><published>2011-11-24T13:49:00.000-08:00</published><updated>2011-11-24T13:49:13.665-08:00</updated><title type='text'>Zakaz pieprzenia dla członków NOP</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-5YKXJpF1mL0/Ts66P-V0xiI/AAAAAAAAAUg/x3CmZ-IJQYI/s1600/film+4+-+18.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="266" src="http://1.bp.blogspot.com/-5YKXJpF1mL0/Ts66P-V0xiI/AAAAAAAAAUg/x3CmZ-IJQYI/s400/film+4+-+18.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Zawsze się znajdzie lekarz, który ci usunie ciążę i zawsze się znajdzie ksiądz, który cię z tego wyspowiada. Na świecie jest wystarczająco dużo lekarzy i księży.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyText" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Jest też wystarczająco dużo ekspertów, którzy wykażą prawdziwość dowolnej tezy i zasadność dowolnych założeń. Chcesz seksistowski, wulgarny w wymowie i prymitywny przez swoją treść znak uczynić swoim symbolem? Ułatwią ci to mgr Robert Kamiński i dr Paweł Nowak z Lublina. To ich opinia umożliwiła Sądowi Okręgowemu w Warszawie uznać znak „zakaz pedałowania” za oficjalny symbol Narodowego Odrodzenia Polski. Pełne uzasadnienie lubelskich biegłych można przeczytać &lt;a href="http://www.nop.org.pl/wp-content/uploads/2011/11/ekspertyza-sadowa-dot-znakow-NOP.pdf?6949c1"&gt;tutaj&lt;/a&gt;. Oznacza to, że jeżeli zamalujesz nielegalne skądinąd graffiti albo zakleisz plakat ze znakiem „zakaz pedałowania”, NOP może cię pozwać za „próbę znieważenia” ich symbolu. Czujesz to?&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyText"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyText" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;Oprócz zakazu NOP zarejestrował jeszcze: Krzyż Celtycki, Krzyż i Miecz oraz Orła w Koronie z Rózgami Liktorskimi. Godne uwagi, że przy każdym z nich zaszła konieczność odrębnego uzasadnienia, że owe symbole &lt;i&gt;nie są&lt;/i&gt; symbolami faszystowskimi.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Nie ma żartów. NOP na swojej oficjalnej stronie pisze: „Każda napaść na te symbole, w czym mieści się również napaść i pomówienie słowne, stanowi podstawę do działań prawnych, wzmacnianych ustawowo”. Oraz: „Narodowe Odrodzenie Polski przygotowuje się także do postępowań przeciwko instytucjom publicznym oraz prywatnym, które znieważają lub będą znieważać nasze symbole – ‘falangę’, Zakaz Pedałowania, Krzyż Celtycki i inne”. Wygląda więc na to, że NOP się wybiera na wojnę. Być może tylko po to rejestrowało rzeczone znaki, żeby uzasadnić potrzebę walki. Nie wierzysz? Zajrzyj &lt;a href="http://www.nop.org.pl/old_www/?artykul_id=769"&gt;tutaj&lt;/a&gt;. „Zwiad”, „Dzień Szakala”, „Komandosi z Nawarony”, „Godzina W”, „Szturmowcy”, „17 mgnień wiosny” i… „Spotkanie z balladą”. Narodowcy się bawią w wojsko… Infantylne zabawy chłopców, którym z racji niedojrzałości bardziej przystoją krótkie spodenki niż karabin mogą śmieszyć, ale nie śmieszą. &lt;i&gt;Właśnie zarejestrowali znak dzięki któremu mogą bezkarnie poniżać osoby homoseksualne&lt;/i&gt;. A za sprzeciw można mieć sprawę w sądzie.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Czytajmy jednak uzasadnienie lubelskich ekspertów: „Z treści znaku, który wykorzystuje strukturę i schemat znaku drogowego wynika jedynie zakaz kontaktów homoseksualnych w miejscach publicznych, co jest zgodne z powszechnie przyjętą obyczajowością, a wszelkie próby doszukiwania się drugiego dna są dowodem przeczulenia. Sądzimy, choć nie możemy mieć takiej pewności, że działacze i sympatycy NOP nie mieliby nic przeciwko umieszczeniu na podobnym znaku pary heteroseksualnej”. Nie wiem doprawdy, czy bardziej mnie razi grafomański styl uzasadnienia czy granicząca z głupotą naiwność biegłych. Naprawdę wierzą, że narodowcy z NOP walczą o uwolnienie przestrzeni publicznej od spółkujących w niej homoseksualistów? Order z kartofla temu, komu się trafił taki widok. Nawet widok całującej się na ulicy pary gejów lub lesbijek to niesłychana rzadkość. Oczywiście przy założeniu, że pocałunek to czynność &lt;i&gt;par excellence&lt;/i&gt; seksualna. Faktycznie, NOP ma z czym walczyć! A może dobroduszna wiara w szlachetne intencje NOP-u panów Kamińskiego i Nowaka ma swoje uzasadnienie? Może faktycznie im chodzi o wyrugowanie z naszych ulic, chodników, skwerów i parków osób uprawiających czynności seksualne? Należałoby wtedy zadać logiczne pytanie: dlaczego się ograniczają w swojej krucjacie do homoseksualistów? Czyżby NOP-owi nie przeszkadzali heteroseksualni wyuzdańcy wykonujący na naszych oczach rzeczy sprzeczne z „powszechnie przyjętą obyczajowością”?&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;Oczywiście nie jestem tak naiwny jak panowie mgr Robert Kamiński i dr Paweł Nowak. I nie uważam, że narodowcom chodzi wyłącznie o zakaz czynności seksualnych w miejscach publicznych. &lt;i&gt;Znak „zakaz pedałowania” jest wymierzony przeciwko parom homoseksualnym w ogóle, a nie przeciwko niektórym ich zachowaniom&lt;/i&gt;. Wygląda jednak na to, że tytuły naukowe oraz status biegłych nie wystarczają do wypracowania sobie minimum przenikliwości.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; (Można by też, gdyby to nie był dyshonor, zastosować tutaj prawicową retorykę, funkcjonującą na bazie teorii spiskowych i zapytać: ile „eksperci” dostali za wydanie tak kuriozalnej ekspertyzy? Oraz nieśmiertelne: kto za tym stoi? – Prawda, jakie to typowe dla prawicowej retoryki? Zasugerować, że ci, którzy głoszą poglądy sprzeczne z naszymi są przez kogoś sowicie opłacani i że są marionetkami na usługach potężnych mocodawców – układu, grupy trzymającej coś tam, &lt;i&gt;etc&lt;/i&gt;.)&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; W sumie to dobrze, że NOP tak się troszczy o specyficznie rozumianą czystość naszych miast. Szkoda tylko, że wybiórczo. Okażmy jednak dobrą wolę i przyłączmy się do akcji. NOP nie chce nieobyczajnych zachowań homoseksualistów w przestrzeni publicznej? Pójdźmy tedy krok dalej i domagajmy się zakazu nieobyczajnych zachowań członków NOP. Przydałby się zatem jakiś symbol w stylu „Zakaz pieprzenia się członków NOP”. Oczywiście chodzi wyłącznie o przestrzeń publiczną. Żaden porządny człowiek nie życzy sobie, żeby członek NOP-u uprawiał seks na ulicy.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3104947404696430804-3877088690354255773?l=wstepdowatpienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/feeds/3877088690354255773/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2011/11/zakaz-pieprzenia-dla-czonkow-nop.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/3877088690354255773'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/3877088690354255773'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2011/11/zakaz-pieprzenia-dla-czonkow-nop.html' title='Zakaz pieprzenia dla członków NOP'/><author><name>Jacek Zalewski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16241706285054663748</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TF6APcm8_uI/AAAAAAAAAKw/1FH8VkOl8lk/S220/1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-5YKXJpF1mL0/Ts66P-V0xiI/AAAAAAAAAUg/x3CmZ-IJQYI/s72-c/film+4+-+18.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3104947404696430804.post-2018566469109446643</id><published>2011-11-20T12:55:00.000-08:00</published><updated>2011-11-20T12:55:27.762-08:00</updated><title type='text'>11 listopada oglądany przez dziurkę od klucza</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-8lI6WjK7tw0/Tslna1te6EI/AAAAAAAAAUI/6E1bMXqs6WU/s1600/23A.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://2.bp.blogspot.com/-8lI6WjK7tw0/Tslna1te6EI/AAAAAAAAAUI/6E1bMXqs6WU/s400/23A.jpg" width="266" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyText" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Spotkanie na ulicach Warszawy Marszu Niepodległości i przygotowanej przez Koalicję 11 Listopada blokady skończyło się tym, czym się miało skończyć: konfrontacją ideologiczną. Sama wiara w idee jest rzeczą naturalną i pożyteczną,&amp;nbsp; ponieważ to właśnie dzięki nim &lt;i&gt;chcemy&lt;/i&gt;. Kiedy jednak idee stają się &lt;i&gt;idee fixe&lt;/i&gt;, wówczas deformują ogląd rzeczywistości w sposób, jaki niegdyś w jednym ze swoich fenomenologicznych tekstów celnie i obrazowo ujął Tischner: „jeżeli patrzysz na świat przez dziurkę od klucza, świat przybiera kształt dziurki od klucza”. Mówiąc inaczej idee, zamiast inspirować myślenie, zamiast &lt;i&gt;rosnąć&lt;/i&gt;, zastygają w jeden nieruchomy kształt, stają się ideologią, która owe myślenie zastępuje. I wtedy już każde wydarzenie przybierze kształt dziurki, do której zresztą żadnego klucza nie potrzeba. Sama ideologia okazuje się uniwersalnym wytrychem do rzeczywistości.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyText" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Lewicowość i prawicowość nie są złe same w sobie, bo to tylko &lt;i&gt;wstępne&lt;/i&gt; określenie się wobec człowieka i jego problemów. Są wręcz pożądane. Choćby po to, by istniał wybór. Ideologia odmawia tego wyboru swoją wizję świata kreując jako jedyną słuszną.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyText" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyText" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;O ile organizatorzy Marszu byli od początku doskonale znani: Obóz Narodowo-Radykalny i Młodzież Wszechpolska, to zrzeszająca kilkadziesiąt organizacji i ugrupowań Koalicja mogła wprawiać w konfuzję: kim są ludzie, którzy ją tworzą? Jakie reprezentują idee?&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Jakoż najbardziej rozpoznawalną „marką” Koalicji okazała się Krytyka Polityczna i chcąc nie chcąc, stała się by tak rzec, „twarzą kampanii”. W Polskę poszedł wyraźny i jednocześnie niedokładny przekaz: blokadę „patriotycznego” marszu organizuje KP wespół z innymi ugrupowaniami. Owe „inne ugrupowania” nikły w cieniu Krytyki, która najzupełniej wbrew swoim intencjom stała się kimś na kształt medialnego lidera Koalicji. Rychło też poznała blaski i cienie związanej z tym sławy.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Bodaj najczęstszym zarzutem, jaki stawiano całej Koalicji jeszcze przed 11 listopada było to, że zalicza wszystkich uczestników Marszu Niepodległości w szeregi faszystów. Wbrew faktom, prawicowi publicyści z ogromnym upodobaniem i jeszcze większym cynizmem sugerowali niedoinformowanemu społeczeństwu, że dla lewicy każdy uczestnik marszu to faszysta. Manipulacja okazała się skuteczna, do dzisiaj przekonanie to z tępym uporem powtarza spora część zdezorientowanego społeczeństwa jako fakt nie podlegający dyskusji.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Tymczasem określenia „faszyści” użyto jedynie wobec organizatorów Marszu: ONR i MW, a nie na przykład wobec rodzin z dziećmi, które wskutek ignorancji w tak szemranym towarzystwie postanowiły uczcić dzień 11 listopada.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;A przecież natrętne przypominanie o faszystowskiej genealogii rzeczonych ugrupowań powinno być czytelnym i dającym do myślenia sygnałem: zastanów się człowieku, z kim świętujesz Dzień Niepodległości! Z &lt;i&gt;brunatną&lt;/i&gt; niepodległą, choć obok masz organizowany przez Krytykę Polityczną festyn Kolorowa Niepodległa?&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Do końca wierzyłem, że konfrontacja Marszu Niepodległości i zorganizowanej przez Koalicję blokady – choć dokonująca się na ulicy – będzie miała charakter symboliczny, a nie fizyczny. Że najsilniejszą bronią Marszu okaże się dyscyplina, a blokady – &lt;i&gt;przekaz&lt;/i&gt;. Tymczasem osią konfrontacji, a właściwie jej centrum okazało się to, co w cywilizowanych społeczeństwach jest &lt;i&gt;marginesem&lt;/i&gt;: chuligańskie wybryki, bicie niewinnych ludzi, niszczenie mienia. Ot, przejawy skrajnego patriotyzmu. Nic dziwnego, że „patrioci” musieli się w końcu pogodzić z tym, że Marsz w wyniku towarzyszących mu awantur został przez ratusz zdelegalizowany. Kolorowa bawiła się dalej…&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/--ZwGJ3e1TgA/TslnhVUa1cI/AAAAAAAAAUQ/3fl3FgY8Y5M/s1600/25A.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="266" src="http://1.bp.blogspot.com/--ZwGJ3e1TgA/TslnhVUa1cI/AAAAAAAAAUQ/3fl3FgY8Y5M/s400/25A.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Sms od przyjaciółki: „TVN Warszawa: grupa osób zabarykadowała się w kawiarni Nowy Wspaniały Świat. Ulica Nowy Świat jest zamknięta. Maciej Karczyński, rzecznik KSP informuje zaś, że grupa około 100 osób zaatakowała tam policjantów. Sytuacja została już opanowana”.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;„Jesteśmy kurwa na Białorusi?!” – odpisuję zszokowany, bo jeszcze nie znam kontekstu. Niemieccy antyfaszyści, otoczeni przez policję, chronią się w kawiarni należącej do Krytyki Politycznej. Znaleziono przy nich białą broń. Po kilkudziesięciu minutach policja wyprowadza Niemców „nie zgłaszając wobec KP żadnych zastrzeżeń”.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Teraz już wiemy, że ten w gruncie rzeczy mało widowiskowy i jeszcze mniej istotny incydent okazał się być jednym z najbardziej znanych i kojarzonych z tym dniem wydarzeń. Dla niektórych zgoła kluczowy: Krytyka zaprosiła niemieckie bojówki, które biły Polaków…&amp;nbsp; Teza, pomimo swojego prostactwa i ewidentnej sprzeczności z faktami, od razu odniosła medialny, całkowicie niezasłużony sukces. Sukces, w którego cieniu skryły się przynajmniej dwie rzeczy godne uwagi. Pierwsza: zarówno Marsz jak i Kolorowa Niepodległa były wydarzeniami &lt;i&gt;względnie&lt;/i&gt; spokojnymi. Druga: za przemoc i bałagan w Warszawie tego dnia odpowiadają osoby związane ze skrajną prawicą, która zorganizowała Marsz Niepodległości. Nie lewicowcy ani cudownie apolityczni i neutralni światopoglądowo „zwodowi chuligani”, jak mnie usiłował przekonać znajomy narodowiec. Tacy przecież nie skandują haseł „bić lewaków” albo „raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę”.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Symultanicznie do ekscesów na ulicach Warszawy tworzy się, najpierw w internecie, potem już „wszędzie”, dyskurs ideologiczny. Ten dyskurs trwa do dzisiaj, choć od sprofanowania Dnia Niepodległości przez „patriotów” minął tydzień z okładem. Pojawia się niezliczona ilość „dziurek od klucza” przez które jesteśmy zachęcani do oglądania rzeczywistości.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Jak wygląda przefiltrowana przez dziurkę od klucza rzeczywistość? Różnie, w zależności od &lt;i&gt;klucza&lt;/i&gt;. Dominuje „obiektywny” pogląd o takim samym udziale w zamieszkach lewicowych i prawicowych warchołów. Strony zaangażowane mają z kolei skłonność do pomniejszania swoich występków a uwypuklaniu występków strony znajdującej się po przeciwnej stronie blokady.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Skatalogowane incydenty z warszawskich obchodów Dnia Niepodległości wyglądają &lt;i&gt;mniej więcej&lt;/i&gt; tak: spalenie samochodu TVN i zniszczenie kilku innych, zdewastowanie placu Konstytucji, rzucanie kamieniami w Kolorową, regularne napieprzanie się z policją – to idzie na konto organizatorów Marszu Niepodległości. Zgarnięcie grupy niemieckich antyfaszystów w kawiarni Krytyki Politycznej – to zaś na konto… myślicie, że na konto Koalicji 11 Listopada? Oczywiście, że nie. Twarzą kampanii antyfaszystowskiej, jak zostało wspomniane, jest Krytyka Polityczna. I dlatego tutaj jej przyszło występować w podwójnie negatywnej roli: organizatorów blokady i zarazem „gospodarzy” niemieckich antyfaszystów.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Dostrzegacie tutaj równowagę, &lt;i&gt;resp.&lt;/i&gt; znak równości? Jeżeli tak, to znaczy, że patrzycie przez &lt;i&gt;niewłaściwą&lt;/i&gt; dziurkę od klucza. W tym konkretnym przypadku „prawda nie leży pośrodku”.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Nawiasem mówiąc, podwójna negacja daje afirmację. Być może najrozsądniejszą rzeczą jaką teraz może zrobić Krytyka Polityczna, to &lt;i&gt;wykorzystać&lt;/i&gt; swoją kłopotliwą sytuację. Policja zwinęła Niemców zanim zaczęli rozrabiać. Idiotyczną tezę o ich ekscesach można tedy sprowadzić do absurdu i podpierając się danymi z policji wykazać, że jeżeli rozrabiali, to chyba zdalnie z ciupy.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Gdyby skrajna prawica potrafiła w tak względnie łatwy sposób wykazać absurdalność zarzutów, które ich dotyczą! Nie kompromitowałaby się wtedy dzieleniem włosa na czworo. Nie rozdymała drobnego w gruncie rzeczy incydentu z niemieckimi antyfaszystami do rangi naczelnego i najgroźniejszego wydarzenia obchodów Dnia Niepodległości. Nie mogąc wykazać rzeczywistych incydentów z udziałem lewicowych zadymiarzy, czepiają się wyimaginowanch wiedząc dobrze, że w dyskusji nie chodzi o przekonanie interlokutora, ale tych, którzy się dyskusji przysłuchują.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Gdyby policja nie zapędziła Niemców do kawiarni KP, prawdopodobnie podążyliby dalej. Cokolwiek by uczynili, uczyniliby na własne konto. Tymczasem w KP pojawiają się teraz media z zupełnie idiotycznymi pytaniami o składowaną tam broń. Zaraz się będą pytać o narkotyki i środki masowego rażenia. Podczas gdy jedynymi środkami masowego rażenia w siedzibie KP są książki.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Radni PiS zgłosili postulat, żeby za to, czego &lt;i&gt;nie zrobili&lt;/i&gt; Niemcy, odebrać KP lokal. Doskonale! Zachowajmy tedy proporcje i żeby było sprawiedliwie, zakażmy prawicy maszerowania na najbliższe dwieście lat. A organizatorów zakończonego awanturą Marszu Niepodległości wyślijmy na Wenus do kopalni uranu. Wtedy i proporcje będą zachowane i prawda będzie wreszcie „pośrodku”.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-DvxFh4PtNqU/Tslnnscy3zI/AAAAAAAAAUY/hkwfnD7XeYA/s1600/28A.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="266" src="http://2.bp.blogspot.com/-DvxFh4PtNqU/Tslnnscy3zI/AAAAAAAAAUY/hkwfnD7XeYA/s400/28A.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3104947404696430804-2018566469109446643?l=wstepdowatpienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/feeds/2018566469109446643/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2011/11/11-listopada-ogladany-przez-dziurke-od.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/2018566469109446643'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/2018566469109446643'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2011/11/11-listopada-ogladany-przez-dziurke-od.html' title='11 listopada oglądany przez dziurkę od klucza'/><author><name>Jacek Zalewski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16241706285054663748</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TF6APcm8_uI/AAAAAAAAAKw/1FH8VkOl8lk/S220/1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-8lI6WjK7tw0/Tslna1te6EI/AAAAAAAAAUI/6E1bMXqs6WU/s72-c/23A.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3104947404696430804.post-5090924102427775199</id><published>2011-10-29T13:22:00.000-07:00</published><updated>2011-11-02T14:23:40.643-07:00</updated><title type='text'>Wieczór autorski Jadwigi Mizińskiej i Stefana Symotiuka</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-t5LZRBl6iVc/Tqxca6EStqI/AAAAAAAAAS4/y_8FF1sICuY/s1600/film+27+-+18.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="260" src="http://4.bp.blogspot.com/-t5LZRBl6iVc/Tqxca6EStqI/AAAAAAAAAS4/y_8FF1sICuY/s400/film+27+-+18.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Patio Sztuki. Nowe miejsce w ACK UMCS Chatka Żaka. Miejsce skądinąd doskonale znane studentem, ponieważ&amp;nbsp;&lt;span style="font-size: 12pt;"&gt;„od zawsze”&lt;/span&gt;&amp;nbsp;mieściła się tam knajpa. Z jakiegoś powodu władze uczelni uznały, że umieszczenie wyszynku w budynku w którym się znajduje centrum kultury studenckiej będzie doskonałym pomysłem. I oczywiście w całym tym centrum najbardziej popularnym miejscem stała się rzeczona knajpa. Prawdziwe studenckie centrum. Szczęśliwie, skończyło się to. Choć nie ma pewności, czy definitywnie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-ljIe5fvIF4g/Tqxg-egN6CI/AAAAAAAAATI/fGgLj9sjAY0/s1600/film+29+-+Stefan+Symotiuk.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="253" src="http://3.bp.blogspot.com/-ljIe5fvIF4g/Tqxg-egN6CI/AAAAAAAAATI/fGgLj9sjAY0/s400/film+29+-+Stefan+Symotiuk.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Lubię piwo, ale pomysł, żeby je sprzedawać w takim miejscu i w takich ilościach (dużych) przekracza mój poziom tolerancji.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Od kilku tygodni miejscem opiekuje się wieloletnia animatorka kultury Mieczysława Goś - dla przyjaciół Misia, dla pozostałych pani Misia. I jeżeli władze uniwersytetu w swojej mądrości nie odbiorą jej tego miejsca uważając, że lokal z komercyjnym potencjałem jest skarbem dla bankrutującej Chatki Żaka, to Misia ma szansę urządzić tam prawdziwe centrum kultury i sztuki. Miejsce debat, spotkań z artystami, pisarzami, myślicielami, a na co dzień miejsce w którym student może przy kawie spędzić okienko między wykładami w wysmakowanym, szlachetnie urządzonym wnętrzu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W piątek 28 października w Patio Sztuki odbyło się spotkanie z prof. Jadwigą Mizińską, autorką książki &lt;i&gt;Od cudu&lt;/i&gt;&amp;nbsp;i prof. Stefanem Symotiukiem, autorem &lt;i&gt;Stanów ducha&lt;/i&gt;. Przed najmilszą częścią takich spotkań, a więc przed bezpośrednimi rozmowami z Autorami, kiedy można zadać mądre pytanie i dostać autograf, odbyła się nudna część oficjalna. Książkę prof. Mizińskiej zrecenzował dr Jacek Breczko z Białegostoku, a książkę prof. Symotiuka piszący niniejsze słowa, mgr Jacek Zalewski z Lublina. Spotkanie uświetnił występ zespołu Międzynarodowej Szkoły Muzyki Tradycyjnej przy Fundacji&amp;nbsp;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: 16px;"&gt;„Muzyka Kresów”.&lt;/span&gt;&amp;nbsp;Poniżej pozwalam sobie zaprezentować wstępne słowa mojej recenzji tej naprawdę bardzo dobrej książki Stefana Symotiuka, &lt;i&gt;Stany ducha.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Książka profesora Stefana Symotiuka, &lt;/i&gt;Stany ducha &lt;i&gt;jest wydarzeniem. Nie tylko dlatego, że jest dobra. Ale również dlatego, że JEST. Profesor Symotiuk rzadko ogłasza książki. Należy do tych myślicieli, którzy dużo myślą, ale mało wydają. O tym, że profesor Symotiuk myśli, wie niewielka grupa wybrańców. Studenci, którzy przychodzą na jego wykłady. Uczestnicy debat i konferencji na których profesor wygłasza referaty. Ale żeby taki szary człowiek jak ja mógł sobie wejść do księgarni i kupić książkę profesora Symotiuka, to się nie da. Nie da, bo nie ma. Minęła już ponad dekada odkąd została wydana legendarna już książka &lt;/i&gt;Filozofia i genius loci&lt;i&gt; – zbiór „ejdetycznych” tekstów profesora; dzisiaj właściwie nie do dostania. Nawet na &lt;/i&gt;Allegro&lt;i&gt;. Wiem, bo sprawdzałem. Dlatego wydaje mi się, że chyba należałoby wprowadzić jakieś środki przymusu wobec niektórych myślicieli. A przynajmniej ich zawstydzać. Bo wprawdzie wiemy, że są, ale nie wiemy co myślą. To znaczy wiemy, bo ich słuchamy, ale chciałoby się to mieć na piśmie. I to zdecydowanie częściej, niż raz na dekadę. Oczywiście, są myśliciele akademiccy, którzy hołdują zasadzie:&amp;nbsp;&lt;/i&gt;„&lt;i&gt;co rok prorok&lt;/i&gt;”&lt;i&gt;. Rocznie czytają sto książek, żeby napisać sto pierwszą. Profesor Symotiuk szczęśliwie do nich nie należy, ale z jakiegoś powodu sytuuje się po drugiej stronie ekstremum. Raz na dekadę napisze jedną dobrą książkę, która zainspiruje stu autorów. Więc kiedy wreszcie coś wyda, należałoby bić w dzwony – jak z okazji wielkich świąt lub zwycięstw. Albo z okazji wielkich kataklizmów. Gdyż – jak uważał Emil Cioran – dobra książka powinna być niebezpieczna. Powinna stwarzać zagrożenie.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Czy książka profesora Symotiuka okaże się zagrożeniem? Miejmy nadzieję. Niezbadane są losy książek.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I na koniec fragment posłowia Jacka Breczki do książki Jadwigi Mizińskiej &lt;i&gt;Od cudu&lt;/i&gt;:&lt;i&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt;„&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: 16px;"&gt;Jest to świetny przykład prozy filozoficznej, a dokładniej filozoficznej biografii. Należy ona - z jednym zastrzeżeniem – do owego pierwszego pakietu. Zawarta w niej postawa filozoficzna jest zdecydowanie zdziwieniowa. Jest również zdecydowanie egzoteryczna. Autorka najtrudniejsze nawet myśli, czy subtelne odczucia, próbuje zawrzeć w formie prostej. Jest to więc niejako odwrotność owych skomplikowanych, „uczonych” tekstów filozoficznych skrywających banał. Mizińska chętnie posługuje się alegorią, puentuje zazwyczaj teoretyczne rozważania jakimś rozjaśniającym obrazem i odwrotnie, fabularne historie wieńczy często niespodziewanym, odkrywczym uogólnieniem.&lt;/span&gt;”&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-1tqkPJcFDQw/TqxYFBOGqHI/AAAAAAAAAQY/pW1_Cf9qNYw/s1600/IMG_6469.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="http://3.bp.blogspot.com/-1tqkPJcFDQw/TqxYFBOGqHI/AAAAAAAAAQY/pW1_Cf9qNYw/s640/IMG_6469.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-CsGuZJvxOfg/TqxX-JYzLuI/AAAAAAAAAQQ/Tgig5eA_CFo/s1600/IMG_6461.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="http://2.bp.blogspot.com/-CsGuZJvxOfg/TqxX-JYzLuI/AAAAAAAAAQQ/Tgig5eA_CFo/s640/IMG_6461.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-XXUV-7mieZ4/TqxYLd8zFcI/AAAAAAAAAQg/WfJCPa6_idA/s1600/IMG_6472.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="http://3.bp.blogspot.com/-XXUV-7mieZ4/TqxYLd8zFcI/AAAAAAAAAQg/WfJCPa6_idA/s640/IMG_6472.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-sNDBue1pI70/TqxYTEfGbbI/AAAAAAAAAQo/LJqptHTvG-g/s1600/IMG_6481.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="http://2.bp.blogspot.com/-sNDBue1pI70/TqxYTEfGbbI/AAAAAAAAAQo/LJqptHTvG-g/s640/IMG_6481.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-ypN80VIwN4A/TqxYZfvgLcI/AAAAAAAAAQw/61gpblMzI7g/s1600/IMG_6486.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="http://4.bp.blogspot.com/-ypN80VIwN4A/TqxYZfvgLcI/AAAAAAAAAQw/61gpblMzI7g/s640/IMG_6486.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-ruFt1uagW6E/TqxYhMqwvBI/AAAAAAAAAQ4/BqjjXQcJK2k/s1600/IMG_6490.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="http://2.bp.blogspot.com/-ruFt1uagW6E/TqxYhMqwvBI/AAAAAAAAAQ4/BqjjXQcJK2k/s640/IMG_6490.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-e0Gg8UusptM/TqxYuC3vuSI/AAAAAAAAARI/nkSiOlh2qAU/s1600/IMG_6497.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="http://2.bp.blogspot.com/-e0Gg8UusptM/TqxYuC3vuSI/AAAAAAAAARI/nkSiOlh2qAU/s640/IMG_6497.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-t3ROhZwDbJg/TqxY2tu94eI/AAAAAAAAARQ/AqScCEcH_mw/s1600/IMG_6501.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="http://2.bp.blogspot.com/-t3ROhZwDbJg/TqxY2tu94eI/AAAAAAAAARQ/AqScCEcH_mw/s640/IMG_6501.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-EZiwah5b4_s/TqxY-L5vOGI/AAAAAAAAARY/Xar1Vo4aefQ/s1600/IMG_6503.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="http://4.bp.blogspot.com/-EZiwah5b4_s/TqxY-L5vOGI/AAAAAAAAARY/Xar1Vo4aefQ/s640/IMG_6503.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-swNWXkZRk-c/TqxZEpwWMwI/AAAAAAAAARg/4Ct5pG-OOZE/s1600/IMG_6506.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="http://1.bp.blogspot.com/-swNWXkZRk-c/TqxZEpwWMwI/AAAAAAAAARg/4Ct5pG-OOZE/s640/IMG_6506.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-uLOLuKZ4qKg/TqxZME-VeTI/AAAAAAAAARo/_mtmqpdmaOk/s1600/IMG_6529.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="http://1.bp.blogspot.com/-uLOLuKZ4qKg/TqxZME-VeTI/AAAAAAAAARo/_mtmqpdmaOk/s640/IMG_6529.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-7qnEAVOINd8/TqxZS_G1DWI/AAAAAAAAARw/gu1kRgi2rvk/s1600/IMG_6531.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="http://4.bp.blogspot.com/-7qnEAVOINd8/TqxZS_G1DWI/AAAAAAAAARw/gu1kRgi2rvk/s640/IMG_6531.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-HMFbT_F6q00/TqxZbTbLHmI/AAAAAAAAAR4/QCyY6AQInGo/s1600/IMG_6543.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="http://1.bp.blogspot.com/-HMFbT_F6q00/TqxZbTbLHmI/AAAAAAAAAR4/QCyY6AQInGo/s640/IMG_6543.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-HrvAQqMjw2U/TqxZiMJTgLI/AAAAAAAAASA/rps3SsIzqQc/s1600/IMG_6545.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="http://2.bp.blogspot.com/-HrvAQqMjw2U/TqxZiMJTgLI/AAAAAAAAASA/rps3SsIzqQc/s640/IMG_6545.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-J64G9qGJA0s/TqxZp3Cv-mI/AAAAAAAAASI/ryFRPZLpWTA/s1600/IMG_6549.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="http://3.bp.blogspot.com/-J64G9qGJA0s/TqxZp3Cv-mI/AAAAAAAAASI/ryFRPZLpWTA/s640/IMG_6549.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-lGvfy7KbI6Y/TqxZwleJHgI/AAAAAAAAASQ/99xle5dYnqc/s1600/IMG_6553.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="http://2.bp.blogspot.com/-lGvfy7KbI6Y/TqxZwleJHgI/AAAAAAAAASQ/99xle5dYnqc/s640/IMG_6553.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-TuYlP4QmzKE/TqxZ5q-dO4I/AAAAAAAAASY/KMYeRA69yvY/s1600/IMG_6556.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="http://3.bp.blogspot.com/-TuYlP4QmzKE/TqxZ5q-dO4I/AAAAAAAAASY/KMYeRA69yvY/s640/IMG_6556.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-UjODBEZGun0/TqxaCA7xbaI/AAAAAAAAASg/nA_QrJPN82A/s1600/IMG_6557.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="http://4.bp.blogspot.com/-UjODBEZGun0/TqxaCA7xbaI/AAAAAAAAASg/nA_QrJPN82A/s640/IMG_6557.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-ODD5FTmMxfM/TqxaJHAYjOI/AAAAAAAAASo/Ybh3_4q5QNg/s1600/IMG_6562.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="http://3.bp.blogspot.com/-ODD5FTmMxfM/TqxaJHAYjOI/AAAAAAAAASo/Ybh3_4q5QNg/s640/IMG_6562.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-DQ_qfeGzGoA/TqxaS64pc8I/AAAAAAAAASw/NjDWe40fx8w/s1600/IMG_6566.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="http://1.bp.blogspot.com/-DQ_qfeGzGoA/TqxaS64pc8I/AAAAAAAAASw/NjDWe40fx8w/s640/IMG_6566.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-3x11itusDj4/TqxX2IGX7kI/AAAAAAAAAQI/Icd1G6F-fAU/s1600/IMG_6443.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="http://3.bp.blogspot.com/-3x11itusDj4/TqxX2IGX7kI/AAAAAAAAAQI/Icd1G6F-fAU/s640/IMG_6443.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-j43o174Fwes/Tq1yD3v-1bI/AAAAAAAAAT8/Ija8unGQiNM/s1600/Obraz+506.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="480" src="http://3.bp.blogspot.com/-j43o174Fwes/Tq1yD3v-1bI/AAAAAAAAAT8/Ija8unGQiNM/s640/Obraz+506.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-7Ng9XoIXe_M/Tq1wnF45SxI/AAAAAAAAATc/8eAADpo9UBc/s1600/Obraz+1029.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="402" src="http://1.bp.blogspot.com/-7Ng9XoIXe_M/Tq1wnF45SxI/AAAAAAAAATc/8eAADpo9UBc/s640/Obraz+1029.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-0YvkWPFjSFI/Tq1xEWCPIOI/AAAAAAAAATk/i8jrgmqHRq0/s1600/Obraz+1057.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="358" src="http://2.bp.blogspot.com/-0YvkWPFjSFI/Tq1xEWCPIOI/AAAAAAAAATk/i8jrgmqHRq0/s640/Obraz+1057.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-hTuGfDGy1v4/Tq1xkeaeaKI/AAAAAAAAAT0/TCdalJN2rOE/s1600/Obraz+490.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="480" src="http://4.bp.blogspot.com/-hTuGfDGy1v4/Tq1xkeaeaKI/AAAAAAAAAT0/TCdalJN2rOE/s640/Obraz+490.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-IKfjdoB7KPg/TqxXu29-rzI/AAAAAAAAAQA/b2qgUfhXEm8/s1600/IMG_6572.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="http://3.bp.blogspot.com/-IKfjdoB7KPg/TqxXu29-rzI/AAAAAAAAAQA/b2qgUfhXEm8/s640/IMG_6572.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3104947404696430804-5090924102427775199?l=wstepdowatpienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/feeds/5090924102427775199/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2011/10/wieczor-autorski-jadwigi-mizinskiej-i.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/5090924102427775199'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/5090924102427775199'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2011/10/wieczor-autorski-jadwigi-mizinskiej-i.html' title='Wieczór autorski Jadwigi Mizińskiej i Stefana Symotiuka'/><author><name>Jacek Zalewski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16241706285054663748</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TF6APcm8_uI/AAAAAAAAAKw/1FH8VkOl8lk/S220/1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-t5LZRBl6iVc/Tqxca6EStqI/AAAAAAAAAS4/y_8FF1sICuY/s72-c/film+27+-+18.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3104947404696430804.post-3759145152648787688</id><published>2011-10-15T12:25:00.000-07:00</published><updated>2011-10-15T12:25:57.970-07:00</updated><title type='text'>Huun Huur Tu, czyli Inny w Lublinie</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-U_eV8iNJ3Xs/TpnaRx1rD5I/AAAAAAAAAPI/SNp8okZ9wwQ/s1600/film+4+-+6A.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="265" src="http://4.bp.blogspot.com/-U_eV8iNJ3Xs/TpnaRx1rD5I/AAAAAAAAAPI/SNp8okZ9wwQ/s400/film+4+-+6A.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyText"&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;Absolutnie genialny koncert &lt;a href="http://www.hhtmusic.com/index.html"&gt;Huun Huur Tu&lt;/a&gt;&amp;nbsp;na rozpoczęcie 16 edycji &lt;a href="http://www.konfrontacje.pl/"&gt;Konfrontacji Teatralnych&lt;/a&gt;. Ponad siedemdziesięciominutowa suita, dla nie wprawionego ucha momentami trudna w odbiorze, ale przecież finalnie porywająca i pozostawiająca po sobie niezatarte wrażenie.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;W roku 2008 Vladimir Oboronko i Alexander Cheparukhin z GreenVawe Music zaproponowali rosyjskiemu kompozytorowi Vladimirowi Martinowith stworzenie utworu w którym by połączono starożytną instrumentację i śpiew gardłowy z brzmieniem współczesnej orkiestry kameralnej.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;Rok później suita „&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=bEhJ_umtgSw"&gt;The Children Of The Otter&lt;/a&gt;” była już prawie gotowa. Składała się z oryginalnej muzyki Huun Huur Tu i muzyki napisanej specjalnie do projektu przez pana Martinowitha. Do kompozycji wprowadzono chór akademicki Mlada z Permu, śpiewający poezję rosyjskiego poety awangardowego, Velimira Chlebnikowa (1885-1922). Suitę nazwano tytułem jednego z wierszy poety.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;Tego wieczoru senny Lublin nie miał żadnego pojęcia (prawdopodobnie nie interesowało go to), że w podziemiach Teatru w Budowie w zlokalizowanym tam Teatrze Muzycznym ma miejsce arcyciekawe wydarzenie artystyczne. Piętnastoosobowy zespół Huun Huur Tu i dwudziestosześcioosobowy chór plus dyrygentka (jeśli dobrze policzyłem) dali koncert, jakiego w mieście nie było i zapewne długo nie będzie. Medytacyjne śpiewy starożytnej Azji, egzotyczne instrumentarium z jednej strony i z drugiej doskonale znana kameralistyka z odwołaniami choćby do Philipa Glassa. Ani chwili nudy, choć niekiedy niemały wysiłek intelektualny. I przez cały czas dostojny marsz – z rzadka nieokiełznana galopada – doskonale wyważonych dźwięków. Emocje? – Podane oszczędnie, wręcz dyskretnie. To nie artyści mieli się „podniecać”, zresztą widzowie również nie. Ascetyczny charakter suity sugerował refleksję, a nie emocjonalne fajerwerki. To muzyka, która wnika powoli, ale konsekwentnie i demontuje nasz spokój. Pozwala przeczuwać bliskość czegoś, czego niepodobna uchwycić, choć z drugiej strony doskonale wiemy, że nie chodzi tu o żaden radykalnie inny świat. W tej muzyce jest bowiem tyle transcendencji, ile odnajdziemy w sobie samych. Przeczuwana inność odnosi się raczej do świadomości, że oto obcujemy z muzyką egzotyczną, dotąd nam nieznaną, a jednak w jakiś sposób dostępną. To, co inne wydarza się tutaj, w Lublinie. Pomimo ogromnego ładunku melancholii, który burzy samozadowolenie widza, na pewnym poziomie refleksji można zatem czerpać z tej muzyki otuchę. Skoro bowiem muzycy Huun Huur Tu dokonali tej sztuki, skoro &lt;i&gt;przywieźli&lt;/i&gt; inność do Lublina i ją zaprezentowali, to może odległe światy nie są wcale tak daleko?&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;; font-size: 12.0pt; mso-ansi-language: PL; mso-bidi-language: AR-SA; mso-fareast-font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;; mso-fareast-language: PL;"&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;Czy to nie Derrida porównał filozofię Lévinasa do fali, która wciąż powraca, podmywa i niezauważalnie rzeźbi nadmorski brzeg? Uważny czytelnik Lévinasa dostrzeże bowiem, że filozof wciąż pisze o tym samym – czyżby się &lt;i&gt;powtarzał&lt;/i&gt;? Tak, powtarza się jak morska fala – nieubłaganie i konsekwentnie. I za każdym razem &lt;i&gt;inaczej&lt;/i&gt;. Słuchając koncertu Huun Huur Tu, dźwięków chwilami monotonnych, wydłużonych do granic, przypominałem sobie ową metaforę fali, idealnie pasującą do tej muzyki. Z koncertu wyszedłem oszołomiony, pobudzony i refleksyjny. Piorunująca mieszanka! Teraz wciąż wracam do tej muzyki, szczęśliwie dostępnej przez interne&lt;/span&gt;t i&amp;nbsp;wciąż&amp;nbsp;słucham tych samych dźwięków. I za każdym razem inaczej.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3104947404696430804-3759145152648787688?l=wstepdowatpienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/feeds/3759145152648787688/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2011/10/huun-huur-tu-czyli-inny-w-lublinie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/3759145152648787688'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/3759145152648787688'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2011/10/huun-huur-tu-czyli-inny-w-lublinie.html' title='Huun Huur Tu, czyli Inny w Lublinie'/><author><name>Jacek Zalewski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16241706285054663748</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TF6APcm8_uI/AAAAAAAAAKw/1FH8VkOl8lk/S220/1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-U_eV8iNJ3Xs/TpnaRx1rD5I/AAAAAAAAAPI/SNp8okZ9wwQ/s72-c/film+4+-+6A.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3104947404696430804.post-8880653176187020253</id><published>2011-09-22T09:21:00.000-07:00</published><updated>2011-09-22T09:24:56.772-07:00</updated><title type='text'>Czytanie miasta, czyli Lublin po ESK</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;&lt;a href="http://www.krytykapolityczna.pl/Lublin/HoldaLublinpoESK/menuid-257.html"&gt;Lublin po ESK - link&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/--HNpp0yJ7xU/Tntf9Ai6FYI/AAAAAAAAAPE/A1-pqqfahxQ/s1600/aparaty+t.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/--HNpp0yJ7xU/Tntf9Ai6FYI/AAAAAAAAAPE/A1-pqqfahxQ/s320/aparaty+t.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3104947404696430804-8880653176187020253?l=wstepdowatpienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/feeds/8880653176187020253/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2011/09/czytanie-miasta-czyli-lublin-po-esk.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/8880653176187020253'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/8880653176187020253'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2011/09/czytanie-miasta-czyli-lublin-po-esk.html' title='Czytanie miasta, czyli Lublin po ESK'/><author><name>Jacek Zalewski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16241706285054663748</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TF6APcm8_uI/AAAAAAAAAKw/1FH8VkOl8lk/S220/1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/--HNpp0yJ7xU/Tntf9Ai6FYI/AAAAAAAAAPE/A1-pqqfahxQ/s72-c/aparaty+t.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3104947404696430804.post-4408505183955097975</id><published>2011-09-11T04:28:00.000-07:00</published><updated>2011-09-24T02:41:27.542-07:00</updated><title type='text'>Rymkiewicz jak Baudrillard</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-h5ldmtmPwuE/TmyZLFYeS0I/AAAAAAAAAPA/1xhEooHYpo0/s1600/1.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-h5ldmtmPwuE/TmyZLFYeS0I/AAAAAAAAAPA/1xhEooHYpo0/s320/1.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyText" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;I kto by pomyślał, że ukazanie się na rynku nowej gazety będzie dla mnie takim wydarzeniem? A mimo to od piątku, kiedy zadebiutowała „&lt;a href="http://media2.pl/media/83374-Gazeta-Polska-Codziennie-w-kioskach-wideo.html"&gt;Gazeta Polska Codziennie&lt;/a&gt;” nie potrafię przestać o niej myśleć. Przeczytawszy ją od deski do deski, rozważam w sercu każde przeczytane tam słowo, obracam je na wszystkie strony&amp;nbsp; nie mogąc się nadziwić precyzji, jasności i spójności zawartego przekazu. Niby nic nowego, znana i mielona na wszystkie sposoby wciąż ta sama śpiewka o zagrożonych „wartościach” z polskością na czele, ale forma! „GPC” jak żadna inna gazeta w Polsce pokazuje potęgę formy. Subtelne połączenie tabloidu z gazetą publicystyczną, komiksu z Ewangelią, kiczu z patosem.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Na okładce zdjęcie prezydenta, który wygląda jak pacjent Tworek; doprawdy, nie trzeba nie lubić prezydenta, żeby sięgnąć po gazetę choćby w celu pamiątkowym. Koniec końców nie zawsze się zdarza okazja znaleźć w prasie codziennej zdjęcie prezydenta z miną kretyna. W sam raz do obowiązkowego archiwum każdego szanującego się obywatela RP.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;W środku równie ciekawie. Na ulicach Warszawy zainstalowano broń akustyczną. Pogróżki Episkopatu wobec Nergala &lt;i&gt;vel.&lt;/i&gt; Holocausto. Geje molestują mapetów. Europejski Kongres Kultury we Wrocławiu został otwarty przez funkcjonariusza Informacji Wojskowej Zygmunta Baumana. Ambasador Irlandii w Polsce, Eugene Hutchinson, po zjedzeniu lodów „przyciął komara” na ławce.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Na samą myśl, że te wszystkie rewelacje pozostałyby mi nieznane gdyby nie nowa gazeta, drętwieją mi stopy.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Na samą myśl, że będący ozdobą numeru wywiad z Rymkiewiczem będę czytał z zapartym tchem i w dodatku w dużej mierze zgodzę się z tezami poety, stopy drętwieją mi jeszcze bardziej.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Jako amator dobrych konceptów nie mogłem przecież przejść obojętnie wobec śmiałka, który nie waha się wziąć za bary z rzeczywistością (a właściwie z jej symulacją) i ujawnić leżącą u podstaw iluzję: „Wystarczy nacisnąć przycisk pilota i oto ukazuje się nam NIERZECZYWISTOŚĆ, czyli Polska podstępnie i nikczemnie zmyślona: nierzeczywiste państwo, nierzeczywista jego gospodarka, nierzeczywiste jego problemy, nierzeczywista armia, nierzeczywiste finanse, nierzeczywiści (to bardzo ważne) Polacy i nad tym wszystkim nierzeczywisty rząd. W tle jeszcze bardziej nierzeczywista Europa”. Chwilowo darujmy poecie pomieszanie porządku epistemologicznego i etycznego. Dla poety zawsze każde zafałszowanie rzeczywistości będzie „nikczemne”. Gorzej, że w swojej wyliczance, bardzo efektownej zresztą, nieco się pogubił. Bo przecież nierzeczywiste problemy w nierzeczywistym państwie nie powinny spędzać snu z powiek obywatelom tym bardziej, że oni sami są nierzeczywiści.&amp;nbsp;&lt;i&gt;Status quo&lt;/i&gt; zostaje zachowane, nierzeczywisty porządek rzeczy okazuje się być rzeczywistością totalną, która nie pozostawia miejsca na jakąkolwiek możliwość dystynkcji. A brak rozróżnienia na rzeczywistość i nierzeczywistość unieważnia zarówno jedną jak i drugą sytuując nas w homogenicznym postepistemologicznym porządku, do którego nie ma dostępu nawet przenikliwy umysł poety Rymkiewicza. To „czarna dziura” rzeczywistości, kres możliwości poznawczych.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Zostawmy jednak Rymkiewiczowi nieco rzeczywistości; niedużo, ot tyle, by mógł sformułować swoją konkluzję. Otóż zapytany o cel tworzenia tak wyrafinowanej symulacji rzeczywistości, poeta zdradza: „tworzona jest ona po to, żeby zasłonić (a najlepiej – całkowicie unicestwić) Polskę rzeczywistą.”. Konkluzja nieco rozczarowuje, Baudrillard przecież już w drugiej dekadzie XX wieku mówił to samo: symulacja jedynie początkowo jest &lt;i&gt;sui generis&lt;/i&gt; kopią rzeczywistości, prędzej czy później zastępuje ją i unieważnia, a następnie zajmuje jej miejsce jako rzeczywistość pierwotna. Po to się przecież tworzy kopie, żeby zastąpić oryginał, po to kłamie, żeby ukryć prawdę, etc. To cel wszelkiej symulacji i zarazem początek metarzeczywistości.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;No dobrze, ale &lt;i&gt;po co&lt;/i&gt;? Po co symulować? Rymkiewicz z właściwym poetom wyczuciem dramatyzmu wpada w apokaliptyczny ton: „tysiące specjalistów od produkowania Wielkiej Ściemy (Wielka Ściema! Może tak powinniśmy na polski tłumaczyć baudrillardowską „hiperrzeczywistość”? J.Z.) ściemniają, żeby nie było widać rzeczywistości, czyli prawdy o Polsce. A prawda jest taka, że rzeczywista Polska jest pełna niepokoju, pełna złych przeczuć, nawet pełna grozy – nie zna swojej przyszłości, nie wie, co się z nią stanie, pyta o to i nie znajduje odpowiedzi. Po to jest Wielka Ściema – żeby to pytanie nie było stawiane, by Polacy o tym nie myśleli. Bo gdyby pomyśleli, to doszliby do wniosku, że kiedy nierzeczywistość pryśnie, to zniknie też nierzeczywisty rząd ze swoją nierzeczywistą Europą, a wtedy oni, Polacy, staną twarzą w twarz z nieznaną i groźną rzeczywistością – i trzeba będzie coś z nią zrobić, trzeba się będzie jakoś uratować, trzeba będzie uratować Polskę – ale nie wiadomo jak.” Ratować nierzeczywistą Polskę? Bo być może stanie ona kiedyś twarzą w twarz z rzeczywistą nie-Polską? Skądinąd przewrotnie życzyłbym tego Polsce: prawdy równie okrutnej, co „nieznana i groźna” rzeczywistość. Ale to się nie zdarzy, należy sumiennie odrobić lekcję Baudrillarda: &lt;i&gt;rzeczywistości nie ma&lt;/i&gt;. Już dawno została zastąpiona swoją hiperrealną symulacją, bardziej rzeczywistą od oryginału. To zła wiadomość dla Rymkiewicza: rzeczywistość została anulowana, a prawdziwej Polski nie ma i nigdy nie było, więc z oczywistych powodów nigdy jej nie odzyskamy. Jedyna dostępna nam Polska to ta, jaką mamy na co dzień. Jaka jest dzień w dzień (re)produkowana przez media, które już od dłuższego czasu są podstawowym dostarczycielem tego artykułu pierwszej potrzeby, jakim jest (nie)rzeczywistość. Szczęśliwie – dla siebie – poeta zdaje sobie poniekąd z tego sprawę. Zapytany, kto rządzi nierzeczywistą Polską, odpowiada: „Tego nie wiem. I chyba nikt dokładnie tego nie wie, może nawet Jarosław Kaczyński tego nie wie. Prof. Andrzej Nowak powiedział kilka miesięcy temu, że Polską rządzą teraz medialni oligarchowie. To jest jako tako widoczne, kto chce, może znaleźć na to dowody, nawet liczne (jeden z dowodów: identyczne elementy Wielkiej Ściemy wytwarzane są równocześnie we wszystkich mediach, niemal o tej samej godzinie), ale to chyba jest tylko jakaś część prawdy”. Rymkiewicz nawet nie wie, jak blisko jest tu prawdy, jakkolwiek by ona była „nierzeczywista”. Nie ma wątpliwości, że media równocześnie wytwarzają nierzeczywistość, ale dlaczego nie pójść o krok do przodu i odważnie nie stwierdzić, że to &lt;i&gt;nierzeczywistość wytwarza samą siebie za pośrednictwem mediów&lt;/i&gt;? Baudrillard pierwszy by na to przystał, ale bodaj w tym właśnie miejscu natrafiamy na kres analogii pomiędzy myślą najbardziej przenikliwego z polskich poetów współczesnych a nie mniej przenikliwym francuskim socjologiem. Dla Baudrillarda bowiem symulacja, &lt;i&gt;resp&lt;/i&gt;. hiperrzeczywistość, &lt;i&gt;resp&lt;/i&gt;. nierzeczywistość, &lt;i&gt;resp&lt;/i&gt;. Wielka Ściema, to efekt &lt;i&gt;pracy samej kultury&lt;/i&gt;, której integracja osiągnęła już taki poziom wyrafinowania, że następuje efekt zwrotny i kultura zaczyna się rozwijać już nie przez wzrost integracji, ale przez reprodukowanie samej siebie. Odpowiedź Rymkiewicza jest prostsza, ale za to stokroć bardziej fascynująca, niż wszystkie diagnozy Baudrillarda razem wzięte: za tym wszystkim, a więc za symulacją, stoi spisek mający na celu kolejny rozbiór Polski. „Uprawniony wydaje się bowiem domysł, że jest ktoś znacznie potężniejszy, kto rządzi tymi medialnymi oligarchami. Ten ktoś (powtarzam: nie wiem, kto) rozmyśla teraz o tym, jaki ma być nasz los – co należy zrobić z Polską. Z Polską rzeczywistą […] Ten nowy rozbiór może już się nawet zaczął, może już trwa.”. Teza zapierająca dech w piersiach: cała współczesna kultura ze wszystkimi swoimi wytworami, wszystko to jest tylko zasłoną dymną mającą na celu kolejny rozbiór Polski! Ciekawe, co na to Baudrillard. Nierzeczywista Europa jako &lt;i&gt;pretekst&lt;/i&gt; do rozbioru Polski, tej najprawdziwszej z prawdziwych! Polska epistemologicznym centrum świata!&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Pocieszające w tym wszystkim jest tylko to, że nawet jeżeli dokona się najgorsze i znowu nas rozbiorą, to i tak nikt nam o tym nie powie. Będziemy żyli w słodkiej nieświadomości. Media przecież już dawno się opowiedziały po stronie nierzeczywistości, a jeden Rymkiewicz to trochę za mało, żeby dotrzeć z prawdą do wszystkich Polaków, jakikolwiek byłby ich status ontyczny.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Może się jednak mylę, może na ratunek nie jest za późno? Może znajdzie się kilku &lt;i&gt;rzeczywistych&lt;/i&gt;, trzeźwych do granic, przenikliwych aż do okrucieństwa poetów, którzy zagrają larum? Którzy nam uświadomią zagrożenie? „Teraz musimy się naradzać, żeby do tego [do likwidacji Polski – J.Z.] nie dopuścić i żeby, kiedy to najgorsze już się (niewidzialnie, niepostrzeżenie) dokona, nie było wielkiego krzyku: ratuj się, kto może! Musimy myśleć o tym, jak wszyscy razem mamy się uratować – jak uratować Polskę, której przyszłość jest zagrożona”&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Oby jednak ratowanie Polski nie oznaczało likwidacji kultury, ponieważ wtedy wybór strony nie będzie dla mnie oczywisty. I oby tej szlachetnej misji nie jął się wprowadzać w życie, &lt;i&gt;resp&lt;/i&gt;. w rzeczywistość, Jarosław Kaczyński – być może ostatni człowiek w Polsce, który wie, jak jest „naprawdę”.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3104947404696430804-4408505183955097975?l=wstepdowatpienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/feeds/4408505183955097975/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2011/09/rymkiewicz-jak-baudrullard.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/4408505183955097975'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/4408505183955097975'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2011/09/rymkiewicz-jak-baudrullard.html' title='Rymkiewicz jak Baudrillard'/><author><name>Jacek Zalewski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16241706285054663748</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TF6APcm8_uI/AAAAAAAAAKw/1FH8VkOl8lk/S220/1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-h5ldmtmPwuE/TmyZLFYeS0I/AAAAAAAAAPA/1xhEooHYpo0/s72-c/1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3104947404696430804.post-8541671005373878920</id><published>2011-06-05T11:02:00.000-07:00</published><updated>2011-06-05T11:04:43.512-07:00</updated><title type='text'>Demokracje i Noc Kultury</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://www.krytykapolityczna.pl/Zaproszenia/Warszawa-Demokracje-Zmijewskiego/menu-id-34.html"&gt;&lt;i&gt;Demokracje&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;&amp;nbsp;Artura Żmijewskiego. Zespół krótkich filmów dokumentalnych pokazujących plemienny charakter demokracji z różnych stron świata. Polska, Niemcy, Palestyna, Izrael – Żmijewski jest tam, gdzie demokrację można zobaczyć jako manifestację stadnych emocji, które domagają się rozładowania, najczęściej w odniesieniu do Innego. Innym jest kościół dla nurtów lewicowych, lewacy dla konserwatystów, wroga drużyna piłkarska dla kibiców, struktury administracji państwowej dla anarchistów, Żydzi dla Palestyńczyków, Palestyńczycy dla Żydów, pacyfiści dla militarystów i militaryści dla pacyfistów. Żmijewski stara się ograniczyć własną interpretację do minimum, jedynie dokumentując wydarzenia, które ogląda. Interpretacja kryje się dopiero w sposobie powiązania ze sobą poszczególnych fragmentów tak, jakby chciał powiedzieć: bez względu na różnice, mamy ze sobą więcej wspólnego, niż jesteśmy skłonni przyznać. I to, co nas łączy, bynajmniej nie przynosi nam chluby!&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://www.facebook.com/pages/Krytyka-Polityczna-Klub-w-Lublinie/133506100050689"&gt;Lubelski Klub Krytyki Politycznej&lt;/a&gt;&amp;nbsp;odtwarzał &lt;i&gt;Demokracje&lt;/i&gt; Żmijewskiego w ramach tegorocznej &lt;a href="http://www.nockultury.pl/Demokracja_w_miescie_ndash_czlowiek_w_przestrzeni_publicznej_-2-468-14.html"&gt;Nocy Kultury&lt;/a&gt;&amp;nbsp;na okrągło, od dwudziestej pierwszej do drugiej w nocy. Nieustanna rotacja wśród widzów sprawiła, że pomimo kameralnego charakteru pokazu zobaczyła go spora grupa osób.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-Eg2WZ4N2lAk/TevCtAE5RxI/AAAAAAAAAOo/EjdqFHLtqIU/s1600/3.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-Eg2WZ4N2lAk/TevCtAE5RxI/AAAAAAAAAOo/EjdqFHLtqIU/s320/3.jpg" width="213" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-d74vXm9Jpr0/TevCxxFac3I/AAAAAAAAAOw/r2e6fnr6M2U/s1600/2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://4.bp.blogspot.com/-d74vXm9Jpr0/TevCxxFac3I/AAAAAAAAAOw/r2e6fnr6M2U/s320/2.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-zIIiT7peS2o/TevC0ofnsMI/AAAAAAAAAO0/q37Nein7oPo/s1600/4.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://4.bp.blogspot.com/-zIIiT7peS2o/TevC0ofnsMI/AAAAAAAAAO0/q37Nein7oPo/s320/4.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-HFV_O0LDGKY/TevC2E6dhCI/AAAAAAAAAO4/MafDj8yL1G4/s1600/5.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-HFV_O0LDGKY/TevC2E6dhCI/AAAAAAAAAO4/MafDj8yL1G4/s320/5.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-y_6KsSOXf6o/TevC4NalaDI/AAAAAAAAAO8/tlKn97Gvm0U/s1600/6.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://3.bp.blogspot.com/-y_6KsSOXf6o/TevC4NalaDI/AAAAAAAAAO8/tlKn97Gvm0U/s320/6.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-8hTkT7-0rFw/TevCvpHgiAI/AAAAAAAAAOs/GpGYN64T17A/s1600/1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://4.bp.blogspot.com/-8hTkT7-0rFw/TevCvpHgiAI/AAAAAAAAAOs/GpGYN64T17A/s320/1.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-8hTkT7-0rFw/TevCvpHgiAI/AAAAAAAAAOs/GpGYN64T17A/s1600/1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;/a&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: xx-small;"&gt;Zdjęcia Anna Przybytniak i Jacek Zalewski&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3104947404696430804-8541671005373878920?l=wstepdowatpienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/feeds/8541671005373878920/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2011/06/demokracje-i-noc-kultury.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/8541671005373878920'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/8541671005373878920'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2011/06/demokracje-i-noc-kultury.html' title='Demokracje i Noc Kultury'/><author><name>Jacek Zalewski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16241706285054663748</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TF6APcm8_uI/AAAAAAAAAKw/1FH8VkOl8lk/S220/1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-Eg2WZ4N2lAk/TevCtAE5RxI/AAAAAAAAAOo/EjdqFHLtqIU/s72-c/3.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3104947404696430804.post-7286150859073279556</id><published>2011-04-22T11:54:00.000-07:00</published><updated>2011-04-22T12:04:55.283-07:00</updated><title type='text'>Spam świąteczny</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="margin-bottom: .0001pt; margin: 0cm;"&gt;Jeżeli nie lubisz życzeń hurtowo składanych za pośrednictwem internetu, ten wpis jest dla ciebie. Jeżeli denerwują cię życzenia od znajomych, które otrzymujesz mailem jako jeden z dziesiątek lub setek adresatów, ten wpis jest dla ciebie. Jeżeli chcesz coś zrobić na rzecz przeciwdziałania tej nowej, na wskroś świeckiej tradycji, ten wpis jest dla ciebie. Jeżeli szukasz sposobu w jaki możesz wyrazić swój sprzeciw, ten wpis jest dla ciebie.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: .0001pt; margin: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-70KbOBA_9D8/TbHObyAI2kI/AAAAAAAAAOk/4voUlIKJEhA/s1600/IMG_4919.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="http://3.bp.blogspot.com/-70KbOBA_9D8/TbHObyAI2kI/AAAAAAAAAOk/4voUlIKJEhA/s640/IMG_4919.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: .0001pt; margin: 0cm;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: .0001pt; margin: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: .0001pt; margin: 0cm;"&gt;Jeżeli zatem nie lubisz świątecznego spamu rozsyłanego przez internet, prześlij link do tego wpisu wszystkim swoim znajomym z książki adresowej, a poczujesz się wolnym, szczęśliwym człowiekiem.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="margin-bottom: .0001pt; margin: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;; font-size: 12.0pt; mso-ansi-language: PL; mso-bidi-language: AR-SA; mso-fareast-font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;; mso-fareast-language: PL;"&gt;Wesołych Świąt!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3104947404696430804-7286150859073279556?l=wstepdowatpienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/feeds/7286150859073279556/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2011/04/spam-swiateczny.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/7286150859073279556'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/7286150859073279556'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2011/04/spam-swiateczny.html' title='Spam świąteczny'/><author><name>Jacek Zalewski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16241706285054663748</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TF6APcm8_uI/AAAAAAAAAKw/1FH8VkOl8lk/S220/1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-70KbOBA_9D8/TbHObyAI2kI/AAAAAAAAAOk/4voUlIKJEhA/s72-c/IMG_4919.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3104947404696430804.post-19301663149905540</id><published>2011-04-11T09:50:00.000-07:00</published><updated>2011-04-11T09:50:20.853-07:00</updated><title type='text'>Krzyż i głupota</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-VkyCW39BeWw/TaMwQ48t4YI/AAAAAAAAAOg/SAbdua9T7Mo/s1600/IMG_9434.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="266" src="http://2.bp.blogspot.com/-VkyCW39BeWw/TaMwQ48t4YI/AAAAAAAAAOg/SAbdua9T7Mo/s400/IMG_9434.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Tischner niegdyś napominał, żeby nie lekceważyć ludowego katolicyzmu. Wiara, mająca bezpośredni kontakt z ziemią, tradycją, a nawet zabobonami, jest być może bardziej szczera, niż wiara oświeconego umysłu, który rozumie historię religii, a mimo to wierzy.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Nie lekceważmy tedy i ludowej polityczności, nawet, jeżeli oświecony umysł buntuje się przeciwko traktowaniu „moherów i innych idiotów” za pełnoprawnych partnerów w dyskursie społecznym. Dlatego mam za złe środowisku lewicowemu, któremu sprzyjam, że w prowadzonym przez niego, racjonalnym dyskursie zabrakło współczucia dla tych, którzy na co dzień wykluczeni, być może po raz pierwszy w życiu poczuli się ważni i jak to w takich sytuacjach bywa, stracili umiar.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Każdy, nawet idiota ma prawo zająć swoje stanowisko w świecie i go bronić. Warunek &lt;i&gt;sine qua non&lt;/i&gt;: nie czynić tego kosztem drugiego człowieka. Że głupota bywa &lt;a href="http://wyborcza.pl/1,75248,9412982.html"&gt;agresywna&lt;/a&gt;? Przyznam, że w tym miejscu moje kompetencje intelektualne mnie zawodzą. Nie znam innego sposobu na zlikwidowanie głupoty jak przemoc, przez co być może sam powiększam szeregi głupców.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3104947404696430804-19301663149905540?l=wstepdowatpienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/feeds/19301663149905540/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2011/04/krzyz-i-gupota.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/19301663149905540'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/19301663149905540'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2011/04/krzyz-i-gupota.html' title='Krzyż i głupota'/><author><name>Jacek Zalewski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16241706285054663748</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TF6APcm8_uI/AAAAAAAAAKw/1FH8VkOl8lk/S220/1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-VkyCW39BeWw/TaMwQ48t4YI/AAAAAAAAAOg/SAbdua9T7Mo/s72-c/IMG_9434.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3104947404696430804.post-8858401658358114704</id><published>2011-04-08T13:15:00.000-07:00</published><updated>2011-04-08T13:17:33.819-07:00</updated><title type='text'>FejsBóg zaprosił cię na Wydarzenie. Kupuję w Biedronce, jestem ubogi</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-oTAfWNVJqTs/TZ9qthDaSpI/AAAAAAAAAOc/DSHUr3EP2NM/s1600/film+1+-+Image0019.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="266" src="http://2.bp.blogspot.com/-oTAfWNVJqTs/TZ9qthDaSpI/AAAAAAAAAOc/DSHUr3EP2NM/s400/film+1+-+Image0019.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;Co za wspaniałych dożyliśmy czasów, kiedy to wydarzenia urągają nie tylko zdrowemu rozsądkowi, ale też logicznemu myśleniu! Oto przez godzinę rozmawiam telefonicznie z przyjaciółką ze Stanów, nie troszcząc się o koszta i w „czasie rzeczywistym” wymieniając pliki komputerowe. Z perspektywy epok, wydarzenie. Kiedy się jednak temu przyjrzymy dokładniej, wydarzeniem jest nie sam fakt rozmowy, nawet nie owo iluzoryczne skrócenie fizycznego dystansu pomiędzy dwoma miejscami, ale &lt;i&gt;zawieszenie&lt;/i&gt; czasu i przestrzeni, uczynienie z nich algorytmu zależnego wyłącznie od prędkości operacyjnej komputerów. Fizyczne staje się algorytmiczne, a czas i przestrzeń jedynie funkcją taktowania wewnętrznych zegarów maszyn liczących. „Czas rzeczywisty: bezpośrednia styczność wydarzenia z jego odbiciem w sferze informacji” (Baudrillard). Funkcją czasu rzeczywistego, a co za tym idzie, samej zasady rzeczywistości jest zatem prędkość. Prędkość w której nie tylko powstaje wydarzenie, replikowane następnie jako swoja informacyjna kopia, ale które w dodatku przezwycięża owo zapośredniczenie wracając do nas &lt;i&gt;już w momencie swojego powstania&lt;/i&gt; tak, jakby żadne zapośredniczenie nie miało miejsca! Jakby cały ten proces wirtualnego podwojenia był retroaktywną abstrakcją konstruowaną w celu zracjonalizowania owego szaleństwa związanego z prędkością przepływu informacji, prędkością, której umysł nie ogarnie inaczej, niż tylko poprzez mnożenie paradoksów. Prędkość… „kiedy się poruszamy po kruchym lodzie, jedynym naszym ratunkiem jest prędkość” (Baudrillard). Kruchym lodem jest tutaj nadmiar wrażeń, które wyłącznie poprzez swoją ilość upewniają nas, że świat w którym żyjemy wciąż jeszcze zachował resztki realności. Zupełnie jakby chwila przerwy, oddech i związana z tym refleksja odsłoniły kruchość całej tej narracji, którą scala jedynie siła bezwładu z jaką jest tworzona. Pauza, odstęp i zawieszenie narracji oznaczałyby zatem załamanie się owej cienkiej warsty iluzji i niemożliwą do ogarnięcia katastrofę, symboliczną apokalipsę w której znika sama zasada rzeczywistości. &lt;i&gt;Szybkie jest realne&lt;/i&gt;, świat zatem musi wyprzedzać sam siebie, proponować rozwiązania jeszcze nie istniejących problemów; tworzyć kopie oryginałów, które jeszcze nie powstały; &lt;i&gt;musi istnieć, zanim się pojawi&lt;/i&gt;. Musi być transmisją ze spektaklu, który się dopiero wydarzy.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Czas w którym się komunikujemy i wymieniamy plikami w świecie wirtualnym, nigdy nie jest rzeczywisty. Albowiem czas rzeczywisty to czas opóźniony, a więc taki w którym jest miejsce na oddech, na refleksję, na dystans (owszem, na bliskość także). „W natychmiastowym odbiciu, skopiowaniu i bezpośrednim przekazie wydarzeń, działań i słów kryje się jednakże coś obscenicznego, opóźnienie, zwłoka i zawieszenie są bowiem niezbywalnym elementem myślenia i mowy” (Baudrillard). Świat obsceniczny, to świat w którym nie ma miejsca na oddech, który permanentnie zapiera dech w piersiach i w którym – z powodów czysto fizjologicznych – oddychać się nie da. Świat duszny, toksyczny i zarazem transrzeczywisty, ultrarealny i co gorsza, w takiej postaci&lt;i&gt; akceptowany&lt;/i&gt;. Daleką przebyliśmy drogę od epok, w których list z drugiego końca świata szedł tygodniami, do epoki w której pokonuje tę trasę w mgnienu oka. Jakie zaślepienie nakazuje nam ten drugi czas nazywać &lt;i&gt;rzeczywistym&lt;/i&gt;?&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Otrzymałem zaproszenie na wydarzenie. Jeszcze kilka lat temu byłbym poruszony. Wydarzenie jest czymś z definicji niezwykłym, wyjątkowym, rozrywa monotonię codzienności i wprowadza nas w stan rozgorączkowania jak z okazji jakiegoś święta lub kataklizmu. Nie ma wydarzenia bez nuty skandalu lub euforii, bez dreszczyku niepewności i pewnej dozy nieumiarkowania. Każde wydarzenie zostawia po sobie niezatarte wrażenie, które się jeszcze długo potem hołubi, co chwila przywołując z pamięci co głębsze ekscytacje. Dlatego też wydarzenie nie może być czymś częstym lub rutynowym, bo stanie się własnym zaprzeczeniem, namiastką, żałosnym ekwiwalentem swojej wcześniejszej świetności. „Częste wydarzenie” to zgoła &lt;i&gt;contradictio in adiecto&lt;/i&gt;, a więc coś niemożliwego, urągającego nie tylko zdrowemu rozsądkowi, ale też logicznemu myśleniu.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Dlaczego &lt;i&gt;to&lt;/i&gt; zaproszenie wydarzenie mnie nie poruszyło? Albo inaczej: dlaczego nie poruszyło mnie to jedno z wielu zaproszeń na wydarzenie, jakie otrzymałem w tym tygodniu? Odpowiedź jest zawarta w pytaniu: ilość dyskwalifikuje wyjątkowość.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Czy wspomniałem, że zaproszenie otrzymałem mailem?&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Jakoż Facebook okazuje się być miejscem „częstych wydarzeń”; owszem, każdy może „wygenerować” dowolne wydarzenie, a następnie mailem zaprosić do uczestnictwa dowolną ilość osób. Zwykle odmawiam uczestnictwa w tych „wydarzeniach”, większość mailów kasując bez czytania. Odmawiam uczestnictwa w owym zbiorowym &lt;i&gt;acting out&lt;/i&gt; bez wnikania, czy mamy do czynienia z wydarzeniem, jego symulacją czy zgoła wydarzeniem jest symulacja jako taka.&lt;i&gt; &lt;/i&gt;Czasy, kiedy wydarzenie staje się spamem! (Ale nadmiar spamu nie jest dla nas żadnym wydarzeniem, nawet negatywnym – dlaczego?)&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Nadmiar sprawia, że nie tylko pośród istotnie ważkich wydarzeń przenikają do naszego światoobrazu „wydarzenia banalne” (pojęcie równie pozbawione sensu, co „częste wydarzenia”), lecz że wydarzenia, bez względu na swoją rangę, ulegają zdegradowaniu do rangi banału. I na odwrót, tam, gdzie wydarzeniem stają się sprawy banalne, także banał urasta do rangi wydarzenia.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Rzeczywistość już dawno stała się niemożliwa, a mimo to, mocą niepojętego paradoksu, wciąż się nie zapada pod naporem własnej kontradykcji. Przeciwnie! Świat, wskutek słabości człowieka, jego ułomności, niedoskonałości i popełnianych błędów, wydaje się być w wyśmienitej formie. I jest w tym coś swoiście szatańskiego, że pomyślność świata jest gwarantowana przez to, co w człowieku najgorsze.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;(Być może Hegel miał rację, kiedy widział w sprzeczności nie tylko obiektywizację Ducha, ale także zasadę trwania świata. Ale dopiero dzisiaj widzimy, jakim skandalem jest prawdziwość jego triady dialektycznej)&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Zostałem zaproszony na zakupy. W Biedronce. Oto… wydarzenie. (Tu powinien być stosowny link, ale nie ma tak łatwo. Na FB wstęp na wydarzenia jest tylko na zaproszenia). Poświęćmy mu zatem nieco uwagi. Jarosław Kaczyński powiedział, że w Biedronce robią zakupy najbiedniejsi. Natychmiast za pośrednictwem internetu powołano inicjatywę społeczną, która sobie postawiła za zadanie udowodnić szefowi PiS, że się pomylił. Aktualnie ofiarnych wolontariuszy pragnących wytknąć Kaczyńskiemuć błąd jest ponad dziewięćdziesiąt tysięcy. Deklarują się zarazem jako konsumenci Biedronki.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Po co to wszystko? Zapytałem o to internautów. Najinteligentniejsze odpowiedzi: żeby terroryści nie wysadzili Biedronki; żebyś się pytał. Dziesiątki tysięcy ludzi chwali się zakupami w sieci, w której udowodniono istnienie wyzysku pracowników.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Jak to? Zakupy w sieci handlowej znanej z tego, że &lt;a href="http://www.polskieradio.pl/42/273/Artykul/340290,Wyzysk-w-Biedronce-zwiazkowcy-uswiadamiaja-klientow"&gt;łamie prawa pracowników&lt;/a&gt;&amp;nbsp;przedmiotem dumy dziesiątków tysięcy młodych, wykształconych, „rozumnych” ludzi? A może w akcji biorą udział idioci, którym bardziej zależy na utarciu nosa prezesowi Kaczyńskiemu, niż na świadomym uczestnictwie w życiu społecznym?&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;„Niemal każda publiczna debata polityków w ostanim dziesięcioleciu podlega analizie z puktu widzenia PR i marketingu politycznego. Polityk może być naiwny jak dzieckko, prostoduszny albo po prostu tak głupi, że nie stać go na używanie jakichkolwiek metod PR-owych, ale i tak w telewizji pojawi się jakiś spec od marketingu, a najlepiej trzech, którzy będą omawiali złozoność intencji oraz wyrafinowane narzędzia retoryczne i perswazyjne, którymi się posługuje. Pomijając treść.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Szczerość w świecie politycznego marketingu jest niemożliwa. Nie ma w nim miejsca na polityków, którzy mówią, co myślą, zachowują się spontanicznie lub mówią, by coś powiedzieć. Być może takich polityków w ogóle nie ma, ale nawet gdyby byli, polityczny marketing natychmiast by ich unieważnił, dopatrując się w szczerości i prostolinijności nowej metody uwodzenia tłumów” (&lt;a href="http://wyborcza.pl/1,80322,9342690,Zasada_ogolnej_podejrzliwosci.html"&gt;Magdalena Środa&lt;/a&gt;)&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Daleki jestem od tego, by uważać Jarosława Kaczyńskiego za „szczerego”, „prostolinijnego”, „naiwnego jak dziecko”, czy też „głupiego”. Jednak niepodobna zaprzeczyć, że jego fachowcy od kształtowania relacji z innymi ludźmi (PR, &lt;i&gt;resp.&lt;/i&gt; pijar to jednak okropne „spolszczenie”) nie potrafią okiełznać charyzmy swojego szefa i ponoszą na tym polu porażkę za porażką. Choćby się nie wiem jak starali, w najbardziej nieoczekiwanych momentach z zimnego i wyrafinowanego technokraty wychynie &lt;i&gt;człowiek&lt;/i&gt;. I palnie coś, czego mu nie darują wszyscy ci, którzy go serdecznie nienawidząc, dalej chcieliby w nim widzieć jedynie zimnego i wyrafinowanego technokratę.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Popełnił niewybaczalny w tej branży błąd, wyraził &lt;i&gt;opinię&lt;/i&gt;. A pijarowska paranoja nauczyła nas z uwagą się pochylać nad wyważonymi, politycznie poprawnymi do granic komunałami wygłaszanymi przez polityków z okazji oficjalnych przemówień, a znęcać się nad ich wpadkami. Mamy więcej zaufania do „oficjalnych wypowiedzi” podczas których polityk „zajmuje stanowisko w kwestii”, niż do tych nieszczęśliwych potknięć, kiedy polityk mówi, co myśli, &lt;i&gt;nie kontroluje się&lt;/i&gt;. Innymi słowy, bardziej ufamy politykowi, kiedy kłamie, niż kiedy powie, choćby przez przypadek, co myśli naprawdę.. W gruncie rzeczy za to właśnie „kochamy” polityków, miłością trudną, niejednoznaczną i pełną konfliktów, ale zawsze jednak miłością: kochamy ich za to, że mówią nam to, co chcemy usłyszeć. I to bez względu na to, czy ich popieramy czy nie.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Kaczyński palnął głupotę (ale przynajmniej szczerze) i został za to ukarany zmasowaną kampanią internetową. Teraz możemy być pewni, że kolejny raz takiego błędu nie popełni. Wspaniała internetowa akcja, dzięki niej w życiu społecznym będziemy mieli jeszcze więcej fikcji.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: 'Times New Roman'; font-size: 12pt;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: 'Times New Roman'; font-size: 12pt;"&gt;Gdy napisałem ten tekst, było już po wszystkim. Mobilizacja przeciwko wrogowi, który nie raczył wykazać dalszej aktywności, szybko przekształciła się we własną karykaturę. Bojownicy o prawa wykluczonych zamienili się w bandę kretynów z sentymentem wspominających Frugo lub deklarujących miłość do weekendu. Ot, wydarzenie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3104947404696430804-8858401658358114704?l=wstepdowatpienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/feeds/8858401658358114704/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2011/04/wydarzenie-kupuje-w-biedronce-jestem.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/8858401658358114704'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/8858401658358114704'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2011/04/wydarzenie-kupuje-w-biedronce-jestem.html' title='FejsBóg zaprosił cię na Wydarzenie. Kupuję w Biedronce, jestem ubogi'/><author><name>Jacek Zalewski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16241706285054663748</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TF6APcm8_uI/AAAAAAAAAKw/1FH8VkOl8lk/S220/1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-oTAfWNVJqTs/TZ9qthDaSpI/AAAAAAAAAOc/DSHUr3EP2NM/s72-c/film+1+-+Image0019.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3104947404696430804.post-3271112131538252554</id><published>2011-03-31T11:17:00.000-07:00</published><updated>2011-03-31T11:23:08.269-07:00</updated><title type='text'>Drugi spacer Szalonego Kapelusznika</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Owa przygoda Cezarego Wodzińskiego, który na widok sadzawki, a może fontanny umieszczonej w restauracji stanął jak wryty. Nie mogło się pomieścić w jego profesorskiej, filozoficznej głowie, że w miejscu, które służy do spożywania posiłków ktoś w najzupełniej irracjonalny sposób zaprojektował ściek wodny. "Świat mnie zadziwia" - miał wtedy powiedzieć.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Być może był pierwszym gościem owego przybytku, który w sposób &lt;i&gt;substancjalny&lt;/i&gt;&amp;nbsp;odczuwał nieoczywistość świata.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W sposób substancjalny odczuwam zmienność świata... to dlatego nie mogę się przyzwyczaić do dat, terminów, lat, &lt;i&gt;etc&lt;/i&gt;. Zapytany, w jakim jestem wieku, muszę najpierw &lt;i&gt;policzyć&lt;/i&gt;.&amp;nbsp;Dlatego też wszelką formę przyzwyczajenia traktuję jako poddanie się, zdradzenie zbawiennego krytycyzmu na rzecz bezmyślności. Owszem, również &amp;nbsp;dostrzegam zbawienne aspekty przyzwyczajenia. Być może już tylko ono sprawia, że co rano wstaję z łóżka nie widząc powodu, żeby otworzyć oczy.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zmienność świata mnie zadziwia...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-p6hGFN9JlSM/TZTDznQua7I/AAAAAAAAAOA/WE__vTGaN7g/s1600/1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://4.bp.blogspot.com/-p6hGFN9JlSM/TZTDznQua7I/AAAAAAAAAOA/WE__vTGaN7g/s320/1.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-M8GKj64CiNk/TZTD3_zgUGI/AAAAAAAAAOE/m9_shZ5xK6c/s1600/2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://4.bp.blogspot.com/-M8GKj64CiNk/TZTD3_zgUGI/AAAAAAAAAOE/m9_shZ5xK6c/s320/2.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-1I5T1DrLjdM/TZTD8EP6dgI/AAAAAAAAAOI/ZHBpoUQmwIk/s1600/3.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-1I5T1DrLjdM/TZTD8EP6dgI/AAAAAAAAAOI/ZHBpoUQmwIk/s320/3.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-p1_ja4V6-kU/TZTEBW0HSPI/AAAAAAAAAOM/-TJ38HbcBLw/s1600/4.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-p1_ja4V6-kU/TZTEBW0HSPI/AAAAAAAAAOM/-TJ38HbcBLw/s320/4.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-0QdOLbT26NA/TZTEE-d_3iI/AAAAAAAAAOQ/wvywlbmfZ_Q/s1600/5.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-0QdOLbT26NA/TZTEE-d_3iI/AAAAAAAAAOQ/wvywlbmfZ_Q/s320/5.jpg" width="213" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3104947404696430804-3271112131538252554?l=wstepdowatpienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/feeds/3271112131538252554/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2011/03/drugi-spacer-szalonego-kapelusznika.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/3271112131538252554'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/3271112131538252554'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2011/03/drugi-spacer-szalonego-kapelusznika.html' title='Drugi spacer Szalonego Kapelusznika'/><author><name>Jacek Zalewski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16241706285054663748</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TF6APcm8_uI/AAAAAAAAAKw/1FH8VkOl8lk/S220/1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-p6hGFN9JlSM/TZTDznQua7I/AAAAAAAAAOA/WE__vTGaN7g/s72-c/1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3104947404696430804.post-6963719045962425811</id><published>2011-03-26T13:12:00.000-07:00</published><updated>2011-03-26T13:12:55.913-07:00</updated><title type='text'>Szalony Kapelusznik wychodzi na spacer</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Odkąd pamiętam, zmienność świata wprawiała mnie w zakłopotanie. Jaki mamy dzisiaj dzień? Jaki miesiąc? Rok? Ile mam lat? O ile życie byłoby prostsze, gdybyśmy wciąż mieli tyle samo lat, wciąż był ten sam dzień, a my wciąż pilibyśmy tę samą herbatkę u Szalonego Kapelusznika! Nigdy jednak dość przypominania o tym, że ten świat nie powstał po to, żeby nam było na nim dobrze. Cokolwiek się nam tedy zdarzy dobrego na tym świecie, należałoby bić w dzwony – jak ongiś robiono z okazji wielkich świąt albo wielkich kataklizmów. „Dobro” (jeżeli to słowo cokolwiek znaczy), w przeciwieństwie do „Zła”, nie przychodzi samo. A zmiana jest zwykle zmianą na gorsze…&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Niekiedy jednak zmienność świata, na co dzień wprawiająca nas w tęgą konfuzję, bywa także źródłem radości. Dzisiaj rano spadł śnieg. Zapewne ostatni w tym sezonie. Nie dane mu było leżeć zbyt długo, wszelako wystarczająco długo, bym zdążył założyć palto i szalik i wyjść na spacer z aparatem. Owo niezwykłe uczucie, kiedy się już przyzwyczailiśmy do myśli, że oto wreszcie mamy wiosnę… a tu śnieg! Szczęśliwie dla naszego samopoczucia, doskonale wiemy, że to „prowizorka”, że śnieg nie poleży długo, zatem możemy się nim bezkarnie cieszyć do woli. I jakoż rycho się okazuje, że mamy rację, bo ledwie wróciliśmy ze spaceru, a śnieg jął topnieć z niesłychaną szybkością, na koniec zostając już tylko w głębszych rozpadlinach i na naszych fotografiach. Taką zmienność lubimy i takiej życzylibyśmy sobie na co dzień. O ileż bliżej bylibyśmy raju, gdyby rzeczona zmienność nie była elementem nieubłaganej konieczności, ale… kaprysem!&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Co do mnie, nie miałbym nic przeciwko temu, żeby śnieg spadał co jakiś czas na jeden dzień, choćby i w lipcu.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh3.googleusercontent.com/-yLrASlxME-0/TY5Gh8K9omI/AAAAAAAAANo/gPcusQwXwLw/s1600/1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="https://lh3.googleusercontent.com/-yLrASlxME-0/TY5Gh8K9omI/AAAAAAAAANo/gPcusQwXwLw/s320/1.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh5.googleusercontent.com/-QkRIN4ehXIE/TY5GmpOsQFI/AAAAAAAAANs/4zgHTSXDrfI/s1600/2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="https://lh5.googleusercontent.com/-QkRIN4ehXIE/TY5GmpOsQFI/AAAAAAAAANs/4zgHTSXDrfI/s320/2.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh6.googleusercontent.com/-QHHWov0VJoE/TY5GqKNDCMI/AAAAAAAAANw/EQbEkf-jX_Y/s1600/3.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="https://lh6.googleusercontent.com/-QHHWov0VJoE/TY5GqKNDCMI/AAAAAAAAANw/EQbEkf-jX_Y/s320/3.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh3.googleusercontent.com/-ueqyM4P9Dfw/TY5Gsyvd61I/AAAAAAAAAN0/C5ybiEDjfMA/s1600/4.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="https://lh3.googleusercontent.com/-ueqyM4P9Dfw/TY5Gsyvd61I/AAAAAAAAAN0/C5ybiEDjfMA/s320/4.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh6.googleusercontent.com/-P826WleM2uE/TY5GvmGh0pI/AAAAAAAAAN4/Ob98-9wUQ7A/s1600/5.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="https://lh6.googleusercontent.com/-P826WleM2uE/TY5GvmGh0pI/AAAAAAAAAN4/Ob98-9wUQ7A/s320/5.jpg" width="213" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh4.googleusercontent.com/-qo3NvKcRGSY/TY5Gzd8s6gI/AAAAAAAAAN8/oRo58X1uEcE/s1600/6.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="https://lh4.googleusercontent.com/-qo3NvKcRGSY/TY5Gzd8s6gI/AAAAAAAAAN8/oRo58X1uEcE/s320/6.jpg" width="213" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3104947404696430804-6963719045962425811?l=wstepdowatpienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/feeds/6963719045962425811/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2011/03/szalony-kapelusznik-wychodzi-na-spacer.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/6963719045962425811'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/6963719045962425811'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2011/03/szalony-kapelusznik-wychodzi-na-spacer.html' title='Szalony Kapelusznik wychodzi na spacer'/><author><name>Jacek Zalewski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16241706285054663748</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TF6APcm8_uI/AAAAAAAAAKw/1FH8VkOl8lk/S220/1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh3.googleusercontent.com/-yLrASlxME-0/TY5Gh8K9omI/AAAAAAAAANo/gPcusQwXwLw/s72-c/1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3104947404696430804.post-2773158722841937078</id><published>2011-03-16T14:10:00.000-07:00</published><updated>2011-03-16T14:16:20.066-07:00</updated><title type='text'>Erotyk filozoficzny (Erotico filosofico)</title><content type='html'>&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Miło mi, kiedy we śnie&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;jestem w Chinach&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;albo we Włoszech&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;i przeżywam zmysłowe rozkosze,&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;gdy dziewczęta przynoszą mi kosze&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;owoców morza&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Tak, jestem smakoszem,&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;ale także wzrokoszem,&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;słuchoszem,&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;węchoszem,&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;dotykoszem,&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;a przede wszystkim&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;jestem Wielkim Umysłoszem,&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;który czeka na owoce mózgów.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Więc przynoście mi&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Waszych myśli kosze.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Proszę!&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="https://lh6.googleusercontent.com/-dNvfwcWLQCw/TYEjoFcsWqI/AAAAAAAAANk/acebmWYUVcE/s1600/01.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; display: inline !important; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="202" src="https://lh6.googleusercontent.com/-dNvfwcWLQCw/TYEjoFcsWqI/AAAAAAAAANk/acebmWYUVcE/s320/01.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;Erotico filosofico&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;Alle ragazze dei miei sogni&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Mi piace, quando nel sogno&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;mi trovo nella Cina o nell'Italia&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;e godo le delizie sensuiali,&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;quando le ragazze mi regalan le ceste&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;con le frutta di mare.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Si, sono un buongustaio,&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;ed anche un buonvistaio,&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;buonuditaio, buonolfattaio,&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;buontattaio,&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;ma anzitutto sono un Grande Buonspiritaio,&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;ed aspetto le frutta di cervelli.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Regalatemi dunque le ceste di vostri pensieri...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;autor:&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Andrzej_Nowicki_(filozof)"&gt;Andrzej Nowicki&lt;/a&gt;, 11.03.2010&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3104947404696430804-2773158722841937078?l=wstepdowatpienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/feeds/2773158722841937078/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2011/03/erotyk-filozoficzny-erotico-filosofico_6521.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/2773158722841937078'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/2773158722841937078'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2011/03/erotyk-filozoficzny-erotico-filosofico_6521.html' title='Erotyk filozoficzny (Erotico filosofico)'/><author><name>Jacek Zalewski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16241706285054663748</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TF6APcm8_uI/AAAAAAAAAKw/1FH8VkOl8lk/S220/1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh6.googleusercontent.com/-dNvfwcWLQCw/TYEjoFcsWqI/AAAAAAAAANk/acebmWYUVcE/s72-c/01.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3104947404696430804.post-4042744667812507369</id><published>2010-12-15T03:55:00.000-08:00</published><updated>2011-01-16T03:36:34.810-08:00</updated><title type='text'>Pominięta historia opozycji - kobiety</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TQir8a0dvpI/AAAAAAAAANI/60-vIKMABuc/s1600/IMG_4050.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em; text-align: justify;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://4.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TQir8a0dvpI/AAAAAAAAANI/60-vIKMABuc/s320/IMG_4050.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pomysł się urodził po lekturze książki Agnieszki Wiśniewskiej, &lt;i&gt;Duża Solidarność, mała solidarność&lt;/i&gt;, pierwszej biografii Henryki Krzywonos. Kobiety, o której się zrobiło głośno kilka miesięcy temu, kiedy to publicznie utarła nosa pewnemu panu prezesowi. Poza tym, jeżeli ktoś coś o niej wiedział, to niewiele więcej niż to, że kiedyś zatrzymała jakiś tramwaj.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;"Elektrownia. Atomowa" - napisze o niej Krystyna Janda. Jak to, i nikt nic o niej nie wie? Koniecznie trzeba porozmawiać o kobietach, które w czasie Solidarności były aktywne, działały nie mniej i nie gorzej, niż mężczyźni, a które z różnych powodów, są dzisiaj zupełnie zapoznane. To Agnieszka Wiśniewska zasugerowała mi, że z tych rozmów można zrobić cały cykl. Doskonały pomysł!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jest takie stare zdjęcie. Grupa opozycjonistów w lokalu konspiracyjnym. Poważne, skupione twarze. Panowie bez wątpienia o czymś radzą. Panie donoszą kanapki. To symptomatyczne zdjęcie. Nie kwestionuje udziału kobiet w przemianach społeczno-politycznych, ale zarazem pokazuje, że podział ról został zdefiniowany wcześniej.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czyżby?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Odwoływanie się do statystyk nie ma najmniejszego sensu, bo nawet, jeżeli się okaże, że kobiet w opozycji było &lt;i&gt;ilościowo &lt;/i&gt;mniej, niż mężczyzn, to i tak nie tłumaczy to pisania historii z męskiego punktu widzenia. Bo historia, to przede wszystkim historia mężczyzn, &lt;i&gt;męska &lt;/i&gt;historia, przez nich opowiadana. Co z niej wynika? Że w kluczowych dla przemian momentach liczyli się jedynie mężczyźni. To oni się angażowali, decydowali, podpisywali, &lt;i&gt;etc&lt;/i&gt;. Kobiety? Użyteczny &lt;i&gt;support&lt;/i&gt;, wiadomo, że bez nich mężczyźni nic by nie zdziałali, bo ktoś przecież musi im te kanapki zrobić.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Henryka Krzywonos nie tylko i nie przede wszystkim zajmowała się wspieraniem "prawdziwych" opozycjonistów. "Najpierw zatrzymała tramwaj, a kilka dni później Lecha Wałęsę z tłumem stoczniowców kończących "swój" zwycięski strajk. Wszystko to w odruchu solidarności z tymi, którzy latem 1980 roku rzucili wyzwanie całemu systemowi. Henryka Krzywonos, nikomu nie znana motornicza z gdańskiego WPK, tymi gestami sprzeciwu pod gdańską operą i pod stoczniową bramą sprawiła, że sierpniowy protest mógł się przerodzić w wielki ruch na rzecz społecznej zmiany"&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;13 grudnia, w samą rocznicę stanu wojennego, mieliśmy w Lublinie okazję porozmawiać o Henryce Krzywonos z Agnieszką Wiśniewską. To było pierwsze &lt;a href="http://www.krytykapolityczna.pl/Fotorelacje/FotorelacjaOKrzywonoswLublinie/menuid-85.html"&gt;spotkanie&lt;/a&gt;&amp;nbsp;z cyklu "&lt;a href="http://www.lsi.lublin.pl/tnn/tnn13.12.10.htm"&gt;Pominięta historia opozycji - kobiety&lt;/a&gt;". Następne po nowym roku. Po cichu liczę, że się uda zaprosić Danutę Kuroń.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TQisLOXiowI/AAAAAAAAANM/zLPJVz8eyhE/s1600/IMG_4089.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TQisLOXiowI/AAAAAAAAANM/zLPJVz8eyhE/s320/IMG_4089.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TQisSetk_DI/AAAAAAAAANU/V3UF_i3zVI0/s1600/IMG_4119.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TQisSetk_DI/AAAAAAAAANU/V3UF_i3zVI0/s320/IMG_4119.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TQisVsrrQ9I/AAAAAAAAANY/U1Jd2_VuY8s/s1600/IMG_4134.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TQisVsrrQ9I/AAAAAAAAANY/U1Jd2_VuY8s/s320/IMG_4134.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3104947404696430804-4042744667812507369?l=wstepdowatpienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/feeds/4042744667812507369/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2010/12/pominieta-historia-opozycji-kobiety.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/4042744667812507369'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/4042744667812507369'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2010/12/pominieta-historia-opozycji-kobiety.html' title='Pominięta historia opozycji - kobiety'/><author><name>Jacek Zalewski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16241706285054663748</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TF6APcm8_uI/AAAAAAAAAKw/1FH8VkOl8lk/S220/1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TQir8a0dvpI/AAAAAAAAANI/60-vIKMABuc/s72-c/IMG_4050.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3104947404696430804.post-6753180869590315967</id><published>2010-11-03T23:59:00.000-07:00</published><updated>2010-11-04T02:08:32.360-07:00</updated><title type='text'>Dopalacze, środki psychoaktywne i redukcja szkód</title><content type='html'>&lt;div align="right" class="MsoNormal" style="text-align: right;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: 14pt;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;To &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;uzależnienie jest problemem, a nie narkotyki.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right" class="MsoNormal" style="text-align: right;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;i&gt;Nie usuwa się wiejskich bijatyk, likwidując sztachety.&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right" class="MsoNormal" style="text-align: right;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;Tomasz Piątek&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TNJY8ybWByI/AAAAAAAAANE/_w8GQovGEnw/s1600/IMG_3918.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="266" src="http://3.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TNJY8ybWByI/AAAAAAAAANE/_w8GQovGEnw/s400/IMG_3918.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Nasz wspaniały rząd, który w pamiętnym czasie obiecywał cuda (przed wyborami, bo potem już nie musiał), jakiś czas temu uczynił dopalacze nielegalnymi. I pozamykał sklepy, w których najzupełniej legalnie można było nabyć toksyczny syf niewiadomego pochodzenia. Syf, który wprawdzie działał jak narkotyk, ale jako że to był „produkt kolekcjonerski, nie do spożycia”, to można go było bezkarnie „kolekcjonować”. Jak kto chce: doustnie, przez nos, za pomocą strzykawki… jak narkotyk.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Raz i ja miałem okazję odwiedzić sklep dla koneserów kolekcji wszelakich, a następnie wejść w bliższą styczność z jednym z takich kolekcjonerskich produktów. Bodaj najciekawszym (a właściwie jedynym) doznaniem związanym z rzeczonym produktem, był żart mojego towarzysza, mówiącego do sprzedawcy, że mu się te produkty „słabo kolekcjonują”. Poza tym żartem, który mnie onegdaj, w sklepie, ubawił setnie, żadnych innych doznań związanych z kolekcją nie miałem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; (Ważne dla wszelkiej maści zboczonych kronikarzy: to, że coś się koledze „słabo kolekcjonowało” nie oznaczało, że tak powiem, szybkiego ukolekcjennienia się dopalacza. Oznaczało po prostu, że intensywność wrażeń związanych z kolekcjonowaniem, była mizerna).&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Niewykluczone, że mieliśmy do czynienia ze „słabą” kolekcją. Niewykluczone, że kolekcjonowanie dopalaczy wcale nie jest mocną przygodą.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Właściwie, to należałoby tylko przyklasnąć rządowi. Oto wreszcie zakończył tę jawną i bezczelną hipokryzję. Nikt już nie robi z nas idiotów wmawiając, że narkotyczne specyfiki to produkty kolekcjonerskie, nie do spożycia. Koniec z legalnym obrotem środkami, których składu nie znamy, a które niczym, albo niewiele się różnią od słusznie zakazanych narkotyków.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Słusznie? Akurat. Koniec? Bzdura i hipokryzji ciąg dalszy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Zwykły kiosk z gazetami. Biletami autobusowymi, krzyżówkami, gumami do żucia i oczywiście, papierosami. Na opakowaniu każdej paczki papierosów widnieje olbrzymi, zajmujący jedną trzecią powierzchni napis: PALENIE ZABIJA. Jakże to? Oto mogę legalnie kupić trującą substancję, która może mnie zabić, mogę kupić papierosy, a w sąsiednim sklepie alkohol, a nie mogę legalnie kupić grama trawki, która, poza krótkotrwałym i przyjemnym rozmiękczeniem myśli nie niesie ze sobą większych szkód? Oczywiście: długotrwałe palenie trawki zwiększa ryzyko raka krtani (ale nie dlatego, że narkotyk, ale że dym); oczywiście: po jakimś czasie robią się „dziury” w mózgu i człowiek ma problemy z koncentracją. Ale trawka NIE ZABIJA. Ani nie uzależnia. A fajki i wóda tak. A mimo to za posiadanie grama trawki mogę trafić do ciupy, a za palenie w miejscu publicznym, na przykład na przystanku, nie dostanę nawet mandatu, chociaż przecież śmiertelnie truję nie tylko siebie, ale i innych.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Wielka szkoda, że premier Tusk osobiście nie zamknął jednego ze sklepów z dopalaczami. Sukces byłby wtedy jeszcze większy. Podobnie, jak jeszcze większa byłaby hipokryzja, a ta jest potrzebna jeszcze bardziej, niż sukces w rozwiązaniu problemu narkotykowego. Bo i kogóż obchodzi, co się będzie działo &lt;i&gt;potem&lt;/i&gt;? Ważne, że te okropne miejsca w których sprzedawano te okropne rzeczy niewiadomego pochodzenia są już zamknięte. Nasza młodzież jest bezpieczna.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Jest? Akurat.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Nasze wychowane na hipokryzji, mieszczańskie społeczeństwo dostało swoją daninę praworządności. Nareszcie ktoś zrobił z tym porządek (brawo, panie premierze!). Takich działań nam potrzeba. Zdecydowanych, spektakularnych, pokazujących jednoznacznie, że rząd rozumie porządnych obywateli, którym nie w smak, że młodzi ludzie, zanim pójdą na dyskotekę, obowiązkowo muszą się jeszcze naćpać.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Mnie też to nie w smak. Choć się wcale nie uważam za porządnego obywatela. Rzecz w tym, że zamknięcie sklepów nie rozwiązało problemu. A ich wcześniejsze otwarcie też go nie stworzyło. Problem był, jest i będzie. Jedynie w międzyczasie jedynie grupa ludzi wymyśliła sposób w jaki można na tym legalnie zarobić. Teraz to się skończyło, ale problem pozostał.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Bo przecież klienci, którzy wieczorami, zwłaszcza w weekendy, tworzyli kolejki do sklepów z dopalaczami, nie wzięli się znikąd. Skądś wiedzieli, że zioła i tabletki są extra. Ktoś kiedyś spróbował nielegalnej trawki. Może ecstasy. Może amfetaminy. Nieważne. Potem zupełnie legalnie i za niewielkie pieniądze mógł zakupić zamiennik, który wprawia w podobny stan i daje przyjemne uczucie rozmiękczenia myśli. Że nie wiadomo, co się tak naprawdę bierze? Kogo to obchodzi? Kupując wcześniej nielegalnie stuff u dilera też się nie wiedziało, za co się tak naprawdę płaci i było ok.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Tak więc, co potem? A właściwie, co &lt;i&gt;teraz&lt;/i&gt;? To znaczy w sytuacji, kiedy premier, który ostro się wziął za używki, zamknął sklepy z dopalaczami? Pozbawiona legalnych narkotyków młodzież pokornie wróciła do monopolowych po wódę i fajki, które wprawdzie zabijają, ale są legalne, więc sytuacja stała się na powrót normalna. Problem zniknął z oczu oburzonych mieszczuchów. A, jak wiadomo, problem niewidoczny, to problem nieistniejący.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Tyle o schlebianiu mieszczańskiej moralności.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Trochę faktów. Fakty biorę z prezentacji &lt;a href="http://www.krytykapolityczna.pl/Wywiady/Kasia-Malinowska-Sempruch-A-moze-to-nasz-syn/menu-id-77.html"&gt;Kasi Malinowskiej-Sempruch&lt;/a&gt;, którą przygotowała dla Krytyki Politycznej. Kasia Malinowska-Sempruch, współpracująca z Fundacją Sorosa, jest światową ekspertką od spraw polityki narkotykowej. Rzadko ją można zastać w kraju, więc tym bardziej wypada docenić, że tego upalnego, sierpniowego dnia, zgodziła się poświęcić nam – KP – kilka godzin i przedstawić faktyczne oraz możliwe sposoby rozwiązywania problemu narkotykowego. Zatem fakty. Aktualna polska polityka wobec środków psychoaktywnych (powinniśmy się przyzwyczaić do tego pojęcia, znacznie szerszego, niż narkotyki) wygląda następująco: nadrzędny cel – całkowita abstynencja społeczeństwa. Metody: polityka oparta na strachu oraz przekonaniu, że używanie musi prowadzić do uzależnienia; edukacja społeczeństwa na temat środków psychoaktywnych, której celem jest zapobieganie ich używaniu; traktowanie wszystkich użytkowników jako uzależnionych. Innymi słowy, absolutyzacja zła związanego z używaniem narkotyków i zepchnięcie ich użytkowników na margines „zdrowego” społeczeństwa. Oto używanie konopi w ciągu ostatnich 12 miesięcy wśród osób w wieku 15-34 lat w krajach europejskich (dane z 2006 roku). Na pierwszym miejscu jest Hiszpania (ponad 20% paliło trawę), na drugim Czechy (19%, dane z 2004 roku), na trzecim Francja i Włochy (po 17%). Polska (dane z 2006 roku, teraz mogą się nieznacznie różnić), znajduje się na odległym, 19 miejscu z 5% regularnych użytkowników trawy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Jak wygląda polska polityka narkotykowa? Jest bardzo surowa. Jest jedną z najsurowszych w Europie. Rocznie, za posiadanie narkotyków, skazuje się tu kilkanaście tysięcy ludzi. Wynika to z ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii z roku 2005, która przewiduje za posiadanie nawet najmniejszych ilości narkotyków na własny użytek, karę do 3 lat pozbawienia wolności. Według badań Instytutu Spraw Publicznych, prowadzi to do sytuacji, w której policja podnosi sobie statystyki kosztem użytkowników.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Od narkotyków uzależnia się przeciętnie co dziesiąty użytkownik, czyli 10%. Lub, mówiąc inaczej, 90% użytkowników narkotyków NIE UZALEŻNIA SIĘ.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;I teraz coś naprawdę ciekawego. Na zlecenie HCLU w 6 krajach (w tym w Polsce) przeprowadzono badanie w którym zapytano, dlaczego respondenci nie sięgają po narkotyki. We wszystkich krajach odpowiedzi były niemal identyczne (inne były jedynie proporcje pomiędzy poszczególnymi typami odpowiedzi). I tak, najwięcej osób nie sięga po narkotyki, ponieważ uważa, że jest to szkodliwe dla zdrowia. Na drugim miejscu znalazła się odpowiedź, że narkotyki nic nie dodają do mojego życia. Na trzecim i na czwartym miejscu (w zależności od kraju) były odpowiedzi: nie lubię odczuwać efektów działania narkotyków oraz zażywanie narkotyków jest zabronione przez prawo.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Co wynika z powyższych danych? Przede wszystkim, szalona nieskuteczność polskiej polityki antynarkotykowej. Po pierwsze, termin „narkotyki” uwzględnia tylko część niebezpiecznych środków psychoaktywnych (np. pomija specyfiki ogólnie dostępne w aptekach lub odurzające środki chemiczne, takie jak klej), przez co przeciwdziałanie narkomanii jest sztucznie zawężane i uwzględnia – także w oficjalnych statystykach – tylko niektóre aspekty zagrożeń. Po drugie, przeciwdziałanie oparte na zakazie i zastraszeniu w ogóle nie spełnia swojej roli. Nie istnieje związek pomiędzy surowością prawa, a ilością spożywanych narkotyków. Ludzie rezygnują z sięgania po narkotyki nie dlatego, że są zakazane, ale że cenią swoje zdrowie lub jest to sprzeczne z ich stylem życia. A ci, którzy chcą po nie sięgnąć, i tak to zrobią, bez względu na zakazy. Po trzecie, penalizacja posiadania narkotyków także na własny użytek sprawia, że policja woli zrobić „nalot” na dyskotekę i zwinąć dziesięciu naćpanych małolatów (w ciągu jednego weekendu można tym sposobem zamknąć nawet setkę „przestępców”, niż żmudnie rozpracowywać kilku, względnie kilkunastoosobowy gang wytwarzający i dystrybuujący narkotyk. Statystyki nie czynią pomiędzy nimi rozróżnienia, a to pierwsze jest zdecydowanie łatwiejsze.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;To zresztą element spójnej logiki wychodzącej od aksjomatu, że narkotyki to zło. Zatem ci, którzy po nie sięgają, są także źli. Słusznie się ich tedy zamyka i poddaje ostracyzmowi społecznemu. "Bo to źli ludzie byli". Powtórzmy zatem za Tomaszem Piątkiem: to nie narkotyki są problemem, ale ich nadużywanie. Tomasz Piątek wie co pisze. Jest byłym heroinistą. "Ludzie myślą, że ćpun/pijak sam jest sobie winien, a jego cierpienia będą przykładem dla innych. Najwyraźniej widzą ich los i jego cierpienie jako element pewnego porządku moralnego i społecznego".&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Alternatywą dla strategii penalizującej używanie narkotyków i - w konsekwencji - samych narkomanów, jest strategia przyznająca im takiego samego miejsca w społeczeństwie, jakie ma każdy inny chory. Bo uzależnienie to choroba, nie przestępstwo. Jeszcze raz Piątek: "Uzależnienie to nie jest &lt;i&gt;wina&lt;/i&gt; ani &lt;i&gt;poważny problem społeczny&lt;/i&gt;. To jest problem medyczny. Ani &lt;i&gt;moraliści&lt;/i&gt; ani &lt;i&gt;społecznicy&lt;/i&gt; nie mają racji. Ale uwaga:&lt;i&gt; społecznicy&lt;/i&gt; budzą większe zaufanie". A skoro to problem medyczny, to należy do dziedziny medycyny, a nie moralności.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;(Pamiętny wieczór, kiedy z przyjacielem wzięliśmy grzybki, legalnie zresztą zakupione. Kiedy przyjaciel uległ panice, panice uległem i ja i zadzwoniłem na pogotowie. Kobieta po drugiej stronie drutu - Dyspozytorka? Lekarka? - surowym tonem napomniała nas, że takie są skutki zażywania narkotyków. Nie wspomniała tylko, że rzucenie się na kolana i gorące pacierze będą najlepszym lekarstwem na zło, jakie popełniliśmy)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Alternatywą jest redukcja szkód (&lt;i&gt;harm reduction&lt;/i&gt;). Co to takiego? Myślenie oparte na kalkulacji. Jeżeli moje moralne oburzenie sprawia, że lepiej się czuję ja, a nie narkoman, to należy sprawić, żeby to raczej narkoman się poczuł lepiej, nawet za cenę moralnego dyskomfortu otoczenia. Wygląda to na przykład tak, że jeżeli już narkoman musi ćpać, to dajmy mu czystą strzykawkę, żeby się przy okazji nie zaraził wirusem HIV. Prewencyjnie zaś, zamiast straszyć młodzież degenerującymi skutkami zażywania narkotyków i ciupą (w praktyce się to nie sprawdza), propagujmy zdrowy styl życia, taki, w którym nie ma miejsca na narkotyki.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Jak wygląda program redukcji szkód? Oto jej założenia (znowu Kasia Malinowska-Sempruch): abstynencja może być dla wielu najlepszym efektem leczenia, ale nie jest ani warunkiem wstępnym, ani wymaganiem stawianym pacjentom; filozofia &lt;i&gt;niskiego progu&lt;/i&gt; - rozpoczynanie pracy z ludźmi w miejscu, w którym się akurat znajdują; wyzwanie rzucone stygmatyzacji użytkowników; podbudowywanie uczestników; współpraca z klientem przy doborze sposobu leczenia.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Zatem: nie rzucasz, ale chcesz brać mniej? - Świetnie; nie izolujemy cię w zakładzie o podwyższonym reżimie, ale staramy się pomóc ci w twoim naturalnym środowisku; nie jesteś gorszy, jesteś chory; dasz sobie radę, my ci pomożemy; wspólnie ustalimy najlepszy sposób w jaki cię możemy wyciągnąć z tego bagna.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Proste?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Oczywiście, że nie. Najpierw bowiem trzeba zobaczyć w uzależnionym człowieka, a nie bandytę, złodzieja, degenerata, etc.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Jak wyglądają działania na rzecz redukcji szkód? Program wymiany igieł i strzykawek; pokoje iniekcyjne; leczenie substytucyjne (metadon, buprenofrina); leczenie retrowirusowe; zapobieganie przedawkowaniom.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Pozornie jest to proste: akcja-reakcja. Logiczne, chłodne i skuteczne. Człowiek ma problem, to szukamy sposobu w jaki może się tego problemu pozbyć. Jak to wygląda dzisiaj? Wina-kara. To człowiek jest problemem. A społeczeństwo szuka sposobu w jaki się go pozbyć - problemu, człowieka, na jedno wychodzi. I znowu Piątek (napisał cholernie dobry tekst o uzależnieniu): "Kochany - mówi do Jana Kowalskiego - tym śmieciem akurat nie musisz się przejmować. On ma za swoje. I bardzo dobrze. Jak odmrozi nerki na chodniku, jak porzyga żółcią, jak go wsadzą do więzienia, jak go grypsera zgwałci nogą od taboretu, jak dostanie HIV/HCV/HBS i innych wirusów, jak umrze - to może się w końcu nauczy, że nie wolno ćpać/chlać. A jak nawet się nie nauczy, to jego los będzie przestrogą dla innych. Niech zdycha na ulicy, na oczach wszystkich. Niech media plują na niego i straszą nim dzieci. Niech będzie przykładem".&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Redukcja szkód zostanie zaakceptowana dopiero wtedy, kiedy zobaczymy w uzależnieniu problem medyczny, a nie społeczny lub moralny. Dopiero wtedy zostanie zaakceptowany chłodny, logiczny i skuteczny dyskurs, który można rozwiązać na lini przyczyna-skutek, a nie wina-kara. Jeszcze raz filozofia redukcji szkód w praktyce (Kasia Malinowska-Sempruch): alternatywa dla modelu moralizatorskiego oraz penalizującego, kryminalizującego; akceptacja ryzyka jako elementu życia; przesunięcie akcentu z abstynencji w kierunku redukcji szkód wywołanych przez używanie narkotyków; 80% czegoś jest lepsze, niż 100% niczego.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;To ostatnie jest kluczowe. Lepiej pomóc niektórym rezygując z "czystych" metod, niż czystymi i jedynie słusznymi metodami nie pomóc nikomu. Dyskurs moralizatorski działa na rzecz spokojnego sumienia mieszczan oburzonych degenerującymi skutkami narkomani (trzeba wreszcie coś z nimi zrobić); dyskurs redukcji szkód działa przeciw degenerującym skutkom narkomani (trzeba wreszcie im pomóc). Akceptacja redukcji szkód wtedy odniesie społeczny sukces, kiedy uznamy, że ważniejsze od naszego dobrego samopoczucia jest zdrowie uzależnionych.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Ktoś jednak musi nas, mieszczuchów, tego nauczyć. Rząd zaś wyrwał w asyście kamer telewizyjnych kilka sztachet z płotu i ogłosił, że problem wiejskich bójek został rozwiązany. Tymczasem dopalacze to wierzchołek góry lodowej. Niewielki i widoczny fragment niezgłębionego i ukrytego podziemia narkotykowego. Zapewne dlatego tak łatwo tam było pozamiatać.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3104947404696430804-6753180869590315967?l=wstepdowatpienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/feeds/6753180869590315967/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2010/11/dopalacze-srodki-psychoaktywne-i.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/6753180869590315967'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/6753180869590315967'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2010/11/dopalacze-srodki-psychoaktywne-i.html' title='Dopalacze, środki psychoaktywne i redukcja szkód'/><author><name>Jacek Zalewski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16241706285054663748</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TF6APcm8_uI/AAAAAAAAAKw/1FH8VkOl8lk/S220/1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TNJY8ybWByI/AAAAAAAAANE/_w8GQovGEnw/s72-c/IMG_3918.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3104947404696430804.post-2459054737710773512</id><published>2010-10-25T08:37:00.000-07:00</published><updated>2010-10-25T08:37:13.465-07:00</updated><title type='text'>Szopen, a sprawa polska</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TMWjwVcWY4I/AAAAAAAAANA/unLRP8AraSs/s1600/IMG_3805.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TMWjwVcWY4I/AAAAAAAAANA/unLRP8AraSs/s320/IMG_3805.jpg" width="213" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Jerzy Waldorff powiedział kiedyś, że jego wolą jest, by go pochowano z małym radyjkiem i słuchawkami, chce bowiem nawet w grobie słuchać konkursów szopenowskich. Czy jego wolę spełniono, nie wiem; wiem jednak bez najmniejszych wątpliwości, że Szopena słuchać warto i słuchać trzeba, a gdyby zdarzyło mi się kiedyś jakieś omroczenie, wstrząs lub szaleństwo i jąłbym wierzyć w życie pozagrobowe, również zażądałbym do trumny słuchawek. Nie tylko po to, żeby słuchać ukochanego Buxtehudego, ale również i transmisji konkursów szopenowskich.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Niedawno, pracując nad pewnym tekstem, natknąłem się na następujący fragment: „Mickiewicz jest geniuszem dlatego, że napisał „Dziady” i „Pana Tadeusza”, dlatego, że odkrył i wyraził Polskę rzeczywistą i Polskę platońską, ale dokonać mógł tego dlatego, że właśnie wiersz jego rodził się nie z jakichś wyrozumowanych zabiegów sztuki, ale jak modlitwa z muzycznego, metafizycznego dna duszy, że z dna tego wytrysnął on rytmem wspólnym narodowemu polskiemu czuciu i że przez to trafiał w samą istotę opisywanych rzeczy i do głębi serc tych, którzy go czytali”. Ktoś powie, że to pisał grafoman? Pierwszy się z nim zgodzę, ale tylko pod warunkiem, że Jana Lechonia, bo to jego wypowiedź, ktoś śmie nazwać grafomanem.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Wiersz Lechonia Pycha, który analizowałem na maturze, porusza mnie do dzisiaj, jak zresztą cała poezja Młodopolska, której jestem w stanie podarować nawet nieznośny i – jak na dzisiejsze czasy – tani sentymentalizm. I chociaż nie potrafię już czytać tej poezji z namiętnością równą tej, jaką żywiłem do niej jeszcze piętnaście lat temu, to wciąż chylę czoła nad wdziękiem i swobodą z jaką owi romantyczni poeci opisywali uczucia, do których obecnie wstydzimy się otwarcie przyznać.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Ale taka pretensjonalna czołobitność, typowa raczej dla trzeciorzędnego krytykarzyny… nic dziwnego, że pojęcie patriotyzmu ulega potem wypaczeniu, a szacunek do kultury polskiej pada pod naporem prymitywnego uwielbienia, które rujnuje literaturę („Mickiewicz wielkim poetą był”), muzykę („Szopen to najwspanialszy polski kompozytor”), malarstwo (wspaniały obraz Matejki…), etc. &lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; O ile zatem Lechoń daje nam przykład szkodliwości w podejściu do tego, co polskie, to konkurs szopenowski wręcz przeciwnie. Pokazuje, że Polska nie tylko posiada kulturę wysoką, ale że jest ona przy tym na tyle subtelna i wyrafinowana, że okazywanie jej niewolniczego uwielbienia byłoby aktem niewybaczalnego prostactwa. Kultura polska, jak zresztą każda kultura głęboka, nie ma nic wspólnego ani z prymitywną indoktrynacją, ani z natrętną pseudopedagogią.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; A Szopen pokazuje, że więcej w tej kulturze rozkoszy, niźli cierpienia, owszem, że cierpienie można przekształcić i wysublimować w sztukę, a nawet w rozkosz.&lt;br /&gt;Subiektywne odczucie wyższości Szopena nad Mozartem. Bezpretensjonalne kwartety zestawione z melancholijnymi mazurkami i etiudami. Salonowa, wydelikacona rozkosz kameralistyki wiedeńczyka i zaangażowana, pełna subtelnych pretensji muzyka kompozytora z Żelazowej Woli.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Szopen nie wahał się być głęboki, co dzisiaj jest uważane za wadę i dowód naiwnego sentymentalizmu. Prawdę mówiąc, dzisiaj głębię w istocie zastępuje naiwny sentymentalizm. Oto cena jaką płacimy za supremację intelektu w dziedzinie sztuki. Przestaliśmy odczuwać sztukę, w zamian za to nauczyliśmy się ją „rozumieć”. Co do mnie, nie mam najmniejszych pretensji ku rozumieniu Szopena. Dość, że smutek, który jednych prowadzi do samobójstwa, a innych do skandalu, jego wiedzie w stronę fortepianu. A mnie w stronę Szopena.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; XVI Konkurs Szopenowski, zasłużenie lub nie, wygrała Julianna Awdiejewa. Nie jest to aż tak istotne zważywszy, że dla melomana konkurs to tylko pretekst do słuchania dobrze znanych utworów w nowych, świeżych i często wybitnych wykonaniach.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Sama muzyka? Jest transnarodowa. I nie posiada innej ojczyzny, niż duchowa.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3104947404696430804-2459054737710773512?l=wstepdowatpienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/feeds/2459054737710773512/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2010/10/szopen-sprawa-polska.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/2459054737710773512'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/2459054737710773512'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2010/10/szopen-sprawa-polska.html' title='Szopen, a sprawa polska'/><author><name>Jacek Zalewski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16241706285054663748</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TF6APcm8_uI/AAAAAAAAAKw/1FH8VkOl8lk/S220/1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TMWjwVcWY4I/AAAAAAAAANA/unLRP8AraSs/s72-c/IMG_3805.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3104947404696430804.post-2360942919435408141</id><published>2010-10-06T08:07:00.000-07:00</published><updated>2010-10-06T08:07:14.372-07:00</updated><title type='text'>Polska Partia Przyjaciół</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TKyQgAii2TI/AAAAAAAAAM8/Y56VXuW0jes/s1600/IMG_3489.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TKyQgAii2TI/AAAAAAAAAM8/Y56VXuW0jes/s320/IMG_3489.jpg" width="213" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; …Zatem więc nasz ulubiony poseł-intelektualista zamierza utworzyć nowa partię? „Nowoczesna Polska” – tak się będzie nazywała partia Janusza Palikota, biznesmena z Biłgoraja, wielbiciela Gombrowicza i – jak na razie – wciąż posła Platformy Obywatelskiej.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Partia, której jeszcze nie ma i o której niewiele wiadomo, już dzisiaj może liczyć na 4% poparcia. Niezły wynik. A w momencie swojego debiutu na giełdzie, wynik będzie zapewne jeszcze lepszy. Polacy bowiem to naród nieuleczalnych optymistów, utopistów i – co tu dużo mówić – naiwniaków, którzy wierzą święcie, że to, co najlepsze, dopiero przed nimi. Nie rozumieją, nie chcą zrozumieć, że najlepsze już było…&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Poseł Palikot z kolei doskonale rozumie Polaków i, jak przystało na troskliwego i odpowiedzialnego przedstawiciela klasy rządzącej, wie, czego im potrzeba. Otóż Polakom potrzeba &lt;i&gt;nadziei&lt;/i&gt;, tego towaru, którego od bez mała dwudziestu lat mamy w Polsce pod dostatkiem, a mimo to wciąż mało, bo wciąż jest na niego zapotrzebowanie. „Nowoczesna Polska”, nazwa-hasło, nazwa-obietnica i zarazem nazwa-deklaracja, mówi nam wiele o Polsce; owszem, tej przyszłej, jeszcze nie istniejącej, Polsce, która już dzisiaj, chociaż jej nie ma, może się poszczycić 4% poparcia społecznego. Niezły wynik. Podejrzewam, że jeżeli plan Palikota się spełni (a dobrych partii nigdy za wiele), to ta Polska, Polska nowoczesna, w momencie swojego debiutu giełdowgo będzie miała poparcie o wiele większe. Bo i któż nie chciałby mieszkać w nowoczesnej Polsce? Będzie pięknie…&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; A jeżeli nie? Jeżeli będzie tak samo, lub, zgodnie z realistycznymi prognozami, &lt;i&gt;gorzej&lt;/i&gt;? Cóż, jeżeli nowa, nowoczesna partia nie spełni pokładanych w niej nadziei? Jeżeli się okaże, że posłowi Palikotowi uda się (bo i dlaczego nie?) stworzyć ze wszech miar nowoczesną, ultraskuteczną i szytą na europejską miarę partię, lecz ów sprawny instrument kształtowania rzeczywistości zawiedzie na całej linii i Polska, zamiast nowoczesną, będzie Polską po prostu?&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Wtedy, zgodnie z najlepszą polską tradycją, założy się kolejną partię. Będzie się nazywała „Jeszcze nowocześniejsza Polska”. I będzie obiecywała jeszcze więcej nadziei.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Odchodzą do lamusa nazwy partii, które brzmiały poważnie, ale w gruncie rzeczy nic nam nie mówiły. Kongres Liberalno-Demokratyczny, Unia Pracy, Unia Wolności, Sojusz Lewicy Demokratycznej… co to w ogóle za nazwy? Kto z kim? Jaka unia, jaki sojusz, co za kongres, o co tu chodzi? Dzisiaj nie tak się nazywa partie. Nowoczesna Polska, to nowoczesna partia, zatem i nazwa partii musi być nowoczesna. I jeszcze raz chylę głowę przed geniuszem Palikota, który wiedział dobrze, jak nazwać partię, żeby ją z góry skazać na suksces.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Nawiasem mówiąc, nie był pierwszy. Prawo i Sprawiedliwość, Samoobrona, Platforma Obywatelska, Nowoczesna Polska – tak się dzisiaj nazywa partie. Nie jakiś suchy, pojęciowy bełkot, ale interesujący, dobrze brzmiący zestaw słów, które łatwo zapamiętać i które się dobrze kojarzą. Niektóre nawet w swojej nazwie zawierają program. Że ubogi? Nieważne. Za to jak się prezentuje!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; W napadach zaćmienia umysłu i mnie nachodzą myśli o założeniu partii. Nawet wiem, jakby się miała nazywać (bo jak wiadomo, nazwa to podstawa). Kiedy jednak pomyślę o jej założeniach programowych, nachodzą mnie wątpliwości: może jednak nie jestem aż tak szalony? Może wręcz przeciwnie, mój pomysł jest trzeźwy i rozumny do granic, wart rozgłaszania go nie tylko w kraju, ale także i na świecie? Może ja jedyny nie zwariowałem? Może rację miał Cioran, kiedy mówił, że nie jest prawdą, że nie pasuje do świata – to świat nie pasuje do niego?&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Polska Partia Przyjaciół – tak nazywałaby się wymyślona przeze mnie partia. Nie „piwa”, „ziemi kujawskiej”, „zabytków”, czy „krasnoludków”, ale po prostu: przyjaciół. Polska Partia Przyjaciół. Partia zajmowałaby się „promocją” (tfu, co za słowo) szeroko rozumianej przyjaźni pomiędzy ludźmi i narodami. Jej członkiem mógłby zostać każdy, kto chciałby być naszym przyjacielem. Nie potrzebne byłyby w tym celu ani składki (przynajmniej na razie), ani legitymacje członkowskie. Wystarczyłaby deklaracja przyjaźni i obietnica pomocy w razie potrzeby. Bo na przyjaciela trzeba móc liczyć. Nikogo by się też z partii nie wyrzucało (bo jak tu wyrzucić przyjaciela?), a członkiem partii automatycznie przestawałby być ten, kto zrezygnowałby z bycia naszym przyjacielem.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Tylko czy taka partia mogłaby w Polsce liczyć na jakieś szersze poparcie społeczne?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3104947404696430804-2360942919435408141?l=wstepdowatpienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/feeds/2360942919435408141/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2010/10/polska-partia-przyjacio.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/2360942919435408141'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/2360942919435408141'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2010/10/polska-partia-przyjacio.html' title='Polska Partia Przyjaciół'/><author><name>Jacek Zalewski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16241706285054663748</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TF6APcm8_uI/AAAAAAAAAKw/1FH8VkOl8lk/S220/1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TKyQgAii2TI/AAAAAAAAAM8/Y56VXuW0jes/s72-c/IMG_3489.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3104947404696430804.post-1799844419472194199</id><published>2010-10-05T07:29:00.000-07:00</published><updated>2010-10-05T07:33:01.697-07:00</updated><title type='text'>Równo, równiej... minister Radziszewska</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TKs2IHlnDCI/AAAAAAAAAM4/-9mO_vdLMn0/s1600/film+9+-+12A.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="266" src="http://4.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TKs2IHlnDCI/AAAAAAAAAM4/-9mO_vdLMn0/s400/film+9+-+12A.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Ileż to razy przywoływałem – zawsze z należytą atencją – owe słowa Marcina Króla, że politykami zostają trzeciorzędne umysłowości, które nie potrafią zrobić kariery w innych dziedzinach. Jakoż polska polityka co rusz dostarcza przykładów na słuszność tej pozornie tylko złośliwej tezy. Właściwie codziennie można by znaleźć przykłady głupstw popełnianych przez polskich polityków; o ile tylko zadalibyśmy sobie masochistyczny trud bieżącego śledzenia wydarzeń politycznych. Znam jednak bardziej szlachetne sposoby utraty równowagi psychicznej, a poza tym uważam, że nie należy na siłę szukać głupców. Wcześniej czy później i tak sami nas znajdą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Przypomina mi się anegdota, że głupców bynajmniej wcale nie jest tak dużo na świecie, jakby się zdawało. Ot, po prostu są tak rozmieszczeni, że co chwila się na nich natykamy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; „Strategicznie” rozmieszczona minister Radziszewska stwierdziła niedawno, że szkoła katolicka ma prawo odmówić przyjęcia do pracy lesbijki. Co więcej, podczas telewizyjnej debaty na ten temat wytknęła rozmówcy, że jest gejem.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; I ja znowu jestem w wielkiej konfuzji. Znowu wątpię w ład i sensowność świata – przynajmniej w jego wymiarze społecznym. Bo co ma sfera seksualna do kompetencji zawodowych? Owszem, istnieje wąski margines rynku pracy, na którym orientacja i sprawność seksualna świadczą zarazem o kompetencjach zawodowych, o ile jednak wiem, szkolnictwo do rzeczonego marginesu nie należy.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Zastanówmy się. Z punktu widzenia kościoła katolickiego, homoseksualizm jest grzechem. Zatem, teoretycznie, nauczyciele geje i lesbijki, nawet, jeżeli są wybitnymi fachowcami w swoich dziedzinach, w szkołach katolickich mają „pozamiatane”. Bo, jak wiadomo, do szkoły katolickiej można przyjąć tylko nauczyciela, który jest bezgrzeszny.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Jawny idiotyzm takiej konkluzji zwalnia nas nie tylko z dalszego jej uzasadniania, ale też miłosiernie powstrzymuje nas przed dalszym znęcaniem się nad nią. Może więc chodzi o to, że tylko określone grzechy uniemożliwiają nauczycielowi pracę w szkole katolickiej? Jeżeli tak, to przypuszczam, że istnieje gdzieś, zatwierdzona przez MEN, lista „grzechów dopuszczalnych”, których popełnianie nie dyskwalifikuje nauczyciela szkoły katolickiej. Ciekawe, co może taki nauczyciel? Nadużywać alkoholu? Bić dzieci? Zdradzać? Mówić fałszywe świadectwo przeciw bliźniemu swemu? Głosować na lewicę?&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; W każdym razie wiemy, że nie może być homoseksualny, a to już coś. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Kościół, zwyczajnie w świecie, w tej sprawie nie ma racji. Bo jeżeli homoseksualizm jest grzechem (a darujemy sobie głupoty typu: „tego” można się nabawić jak choroby lub wyuczyć jak wiersza), to gej i lesbijka rodziliby się od razu z dwoma grzechami: pierworodnym i – nazwijmy go roboczo – płciowym. I nad tym, z racji aż nazbyt rzucającej się w oczy niedorzeczności, nie będziemy się dalej rozwodzić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Wróćmy więc do minister Radziszewskiej. Może jestem wobec niej niesprawiedliwy? Może jej chodziło o to, że osoba homoseksualna będzie „promowała” swoją orientację seksualną wśród młodzieży, bo, jak wiadomo, orientację seksualną można zmieniać tak, jak kolczyki w nosie lub kolor włosów? Młodzież jest przecież taka podatna na wpływy…&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Pamiętacie tę akcję sprzed kilku lat, „Niech nas zobaczą”? Wielkie billboardy, a na nich homoseksualne pary, uśmiechnięte, trzymające się za ręce, najwyraźniej szczęśliwe. Nie wszyscy docenili tak bezczelną „promocję” szczęścia, niemniej jednak, w dyskusji wywołanej akcją Karoliny Breguły pojawiały się również i głosy ze wszech miar rozsądne. Daria (wtedy) 24 lata: „bycie lesbijką, to nie jest mój słaby punkt. Co więcej, bycie lesbijką, to nie jest też mój mocny punkt. Po prostu jestem nią.”&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Pani Radziszewska być może jeszcze o tym nie wie, ale i ona posiada swoją określoną orientację seksualną. Wyobrażam sobie tedy minister Radziszewską, która ubiegając się o stanowisko ministerialne, jest przepytywana na okoliczność swojej orientacji i która się zżyma: bycie heteroseksualną, to nie jest mój słaby punkt. Co więcej, bycie heteroseksualną, to nie jest też mój mocny punkt. Po prostu jestem nią… więc się odczepcie od mojej płciowości. Albo się nadaję na ministra, albo nie”.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Jak to? Nauczycielce lesbijce można odmówić pracy ze względu na ryzyko „promocji” określonej orientacji seksualnej, podczas gdy pani minister, usprawiedliwiając takie zachowanie, czyni dokładnie to samo? Należy tutaj dobitnie wyartykułować obłudę pani Radziszewskiej, która jako minister do spraw równouprawnienia, jawnie promuje określoną, &lt;i&gt;własną &lt;/i&gt;orientację seksualną i zarazem usprawiedliwia odmowę pracy lesbijce, która po prostu chce uczyć swojego przedmiotu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Problem osób homoseksualnych jest bowiem w gruncie rzeczy ontologiczny, a społeczne konsekwencje to jego pochodna. Wróćmy na chwilę do wypowiedzi Darii: bycie lesbijką nie jest ani moim mocnym, ani słabym punktem. Po prostu jestem nią.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Otóż osoby homoseksualne cierpią na niedostatek „bycia”. Jest ich mniej (nie tylko pod względem ilościowym), po prostu &lt;i&gt;mniej są.&lt;/i&gt; W mniejszym stopniu się urzeczywistniają. W mniejszym stopniu mają szansę afirmować swoje bycie. Jeżeli zatem widzimy ich, jak poprzez jakiś desperacki marsz lub happening manifestują swoją obecność, to nie w celu „pomnożenia” swojego bycia i osiągnięcia w ten sposób jakiejś przewagi nad osobami heteroseksualnymi, ale żeby, mówiąc wprost, osiągnąć wreszcie ten sam status bycia, jaki mają hetero.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Dla homofoba o równości społecznej świadczy sam fakt, że gej i lesbijka mogą po prostu egzystować w społeczeństwie bez obawy o swoje życie i zdrowie. Zgodnie z etymologicznym pojęciem tolerancji jako niechętnej akceptacji Innego. Zatem gej i lesbijka mają te same prawa, co inni obywatele, bo się ich toleruje na marginesie życia społecznego? Zanim jednak powiemy, że tylko idiota nie dostrzeże absurdu takiego rozumowania, musimy sobie uświadomić, że owszem, w pierwszym rzędzie nie dostrzeże go homofob.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Wracając znowu do „naszej” minister, ja również jestem za odwołaniem jej ze stanowiska. Ale nie dlatego, że jej homofobiczne wypowiedzi budzą we mnie niesmak. Odebrałem porządne, filozoficzne wykształcenie, które nauczyło mnie myśleć nie tylko racjonalnie, ale także krytycznie. Nauczyło mnie cenić paradoks i wychwytywać sprzeczności, a nade wszystko uczuliło na głupotę (ale nie nauczyło, niestety, walczyć z nią). Otóż panią minister Radziszewską należy wywalić z roboty, ponieważ utrzymuje, że orientacja seksualna może być przeszkodą w wykonywaniu obowiązków służbowych. Jako, że pani Radziszewska również takową posiada, &lt;i&gt;ergo&lt;/i&gt;…&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Właściwie, stosując kryterium minister Radziszewskiej, należałoby wywalić z roboty wszystkich, albo prawie wszystkich. Lecz skoro nie postuluję czegoś równie głupiego, to tylko z powodu mojej niezgody na nielogikę myślenia pani minister. Jeżeli ktoś ma paść ofiarą takiego myślenia, to niechże będzie to ona sama. Wywalona z roboty „za heteroseksualność”.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3104947404696430804-1799844419472194199?l=wstepdowatpienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/feeds/1799844419472194199/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2010/10/rowno-rowniej-minister-radziszewska.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/1799844419472194199'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/1799844419472194199'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2010/10/rowno-rowniej-minister-radziszewska.html' title='Równo, równiej... minister Radziszewska'/><author><name>Jacek Zalewski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16241706285054663748</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TF6APcm8_uI/AAAAAAAAAKw/1FH8VkOl8lk/S220/1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TKs2IHlnDCI/AAAAAAAAAM4/-9mO_vdLMn0/s72-c/film+9+-+12A.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3104947404696430804.post-7823323994280926466</id><published>2010-09-24T13:01:00.000-07:00</published><updated>2010-09-24T13:03:23.303-07:00</updated><title type='text'>Zrób sobie Wszechświat</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Przeczytany dzisiaj&amp;nbsp;&lt;a href="http://portalwiedzy.onet.pl/4868,16925,1625444,1,czasopisma.html"&gt;artykuł&lt;/a&gt;&amp;nbsp;Johna Gribbina (tak, tak, tego samego, co ma kota...&amp;nbsp;&lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/In_Search_of_Schr%C3%B6dinger's_Cat"&gt;Schrodingera&lt;/a&gt;), że Wszechświat mógłby być dziełem nie Boga, ale inżynierów; owszem, ledwie tylko bardziej zaawansowanych technologicznie od nas, Ziemian. Koncepcja wariacka, ale podpisuję się pod nią rękami, nogami i czym tam jeszcze zdołam. Czyż bowiem nie tłumaczy ona w sposób kapitalny i wyczerpujący wszystkich ułomności Stworzenia?&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TJ0DX2WsrxI/AAAAAAAAAMg/gC-nYNkYoyE/s1600/IMG_1795.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TJ0DX2WsrxI/AAAAAAAAAMg/gC-nYNkYoyE/s320/IMG_1795.jpg" width="213" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Wkrótce, Gribbin jest o tym przekonany, i my posiądziemy wiedzę odpowiednią do (s)tworzenia nowych Wszechświatów. A istoty inteligentne, jeżeli się w nich kiedyś wykształcą, dociekając swoich początków, sformułują zapewne i tę hipotezę, że w ich powstaniu musiało maczać palce jakieś poślednie bóstwo, bez kompetencji, za to z aspiracjami; partacz po prostu.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3104947404696430804-7823323994280926466?l=wstepdowatpienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/feeds/7823323994280926466/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2010/09/zrob-sobie-wszechswiat.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/7823323994280926466'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/7823323994280926466'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2010/09/zrob-sobie-wszechswiat.html' title='Zrób sobie Wszechświat'/><author><name>Jacek Zalewski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16241706285054663748</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TF6APcm8_uI/AAAAAAAAAKw/1FH8VkOl8lk/S220/1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TJ0DX2WsrxI/AAAAAAAAAMg/gC-nYNkYoyE/s72-c/IMG_1795.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3104947404696430804.post-1035860465463435434</id><published>2010-09-17T11:50:00.000-07:00</published><updated>2010-09-17T11:56:52.347-07:00</updated><title type='text'>Tak?</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;„Heidegger popełnił podstawowy błąd sądząc, że nazistowskie Niemcy potrzebują kolejnego mesjasza, tak? Heidegger sądził, że będzie dostarczał Niemcom użytecznych idei, tak? Że powie im przy okazji, tak, jak umierać na wojnie. Tymczasem był, że użyję tutaj leninowskiego pono określenia, jedynie użytecznym idiotą, tak? Koniec końców, kto z partyjnych dygnitarzy czytał, a tym bardziej czytał ze zrozumieniem, tak, pisma Heideggera? Nie były ważne, tak, ważne było, żeby Heidegger wiernie służył partii i jej tysiącletnim planom. Tak?”&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Nie.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Powyższa fraza to efekt mojej spontanicznej aktywności intelektualnej. Nie została (prawdopodobnie) nigdy i przez nikogo wypowiedziana w tej formie, choć przecież mogłaby. Problem znany, konkluzje również, niezliczona ilość dyskusji z niezbadanego powodu orbituje ku zaangażowaniu jednej z najsubtelniejszych umysłowości XX wieku w nazim. Tylko co ma do tego zaśmiecające wypowiedź, delikatne jak maczuga jaskiniowca, słówko „tak”?&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Jest ono wszechobecne w teraźniejszym dyskursie intelektualisty, niekoniecznie filozofa. Co za obłęd, co za retoryczna trucizna nakazuje w dyskursie poświęconym dowolnej idei, co chwila wtrącać owo irytujące „tak”? Ileż się tego nasłuchałem w ciągu całego Festiwalu Filozofii! Słówko to jest tak powszechne, że doprawdy, posługują się nim w ten niski sposób umysłowości na wskroś wyrafinowane, intrygujące, zagadkowe. Doszło do tego, że rozmawiając z tym lub owym filozofem, drżałem na samą myśl, że za chwilę usłyszę w trakcie natchnionego wywodu owo nienawistne, zohydzone wskutek prostackiej multiplikacji i zgoła niepotrzebne, słówko-śmieć. Żeby sobie uprzytomnić skalę zagrożenia, &lt;i&gt;per analogiam&lt;/i&gt;, przywołajmy inne słowa zaśmiecające nasze dyskursy: „nie”, „prawda?”, „właściwie” (&lt;i&gt;etc&lt;/i&gt;.).&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;I tu dokonajmy roboczej transformacji źródłowego cytatu:&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; „Heidegger popełnił podstawowy błąd sądząc, że nazistowskie Niemcy potrzebują kolejnego mesjasza, nie? Heidegger sądził, że będzie dostarczał Niemcom użytecznych idei, nie? Że powie im przy okazji, nie, jak umierać na wojnie. Tymczasem był, że użyję tutaj leninowskiego pono określenia, jedynie użytecznym idiotą, nie? Koniec końców, kto z partyjnych dygnitarzy czytał, a tym bardziej czytał ze zrozumieniem, nie, pisma Heideggera? Nie były ważne, nie, ważne było, żeby Heidegger wiernie służył partii i jej tysiącletnim planom. Nie?”&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;i&gt;Etc.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyText"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Nieprawdaż, że tekst po transformacji brzmi prostacko? My tego jeszcze, być może, nie widzimy, ale nowa moda językowa zmierza ku takiej właśnie, jaskiniowej manierze mówienia. Ja już czuję solidne uderzenia owej nowej maczugi językowej, którą zastąpiliśmy stare i spowszedniałe pałki. Jednak jest rzeczą najzupełniej dla mnie niepojętą, że najprzedniejsi intelektualiści przechodzą nad tym problemem do porządku dziennego. Ba, tworzą go!&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Może się jednak mylę? Może problem już rozpoznano i jęto mu przeciwdziałać? Nie wydaje mi się. Festiwal Filozofii, to pięć dni intensywnych dyskusji, zwłaszcza kuluarowych, gdzie napięcie językowe ulega rozluźnieniu i z języka wychodzi to, co najgorsze. Tak? – Tak. Lecz pomimo całego związanego z doborowym towarzystwem i równie doborowym alkoholem odprężenia, nie zdarzyło mi się słyszeć mowy (za jednym wyjątkiem, ale to nie był filozof, ale przybłęda z „obcej” konferencji), która poza omawianym tu wyjątkiem, raniłaby moje poczucie językowego smaku. Filozof, koniec końców, jest osobą potrafiącą dobrze mówić. Filozof bowiem uważa na słowa jeszcze bardziej niż bandyta, niż prokurator i dyplomata razem wzięci. Dla tamtych kontrola nad językiem jest zaledwie sprawą być albo nie być, podczas gdy dla filozofa zręczne posługiwanie się językiem jest sprawą nieporównywalnie ważniejszą: chodzi bowiem o jego honor – jak to? Filozof nie ma honoru i pozwala, żeby jego wyrafinowany dyskurs szpeciły językowe chwasty?&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Wątpię, żeby był możliwy jakiś ratunek dla tego skądinąd godnego szacunku słówka (o ile jest dobrze użyte). Podejrzewam, że „tak”, pomimo swojej szlachetnej genealogii w którą jest wpisana afirmacja najszczytniejszych wartości, podobnie jak inne „słowa przestankowe”, rychło skończy w językowym rynsztoku, dzieląc los swojego antynomicznego brata „nie”.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &amp;nbsp;Owa świadomość wyrodnienia języka, której się przyglądamy i której nie potrafimy przeciwdziałać. Pal licho motłoch, on się zawsze posługiwał i będzie posługiwał plugawym językiem. Żeby w tym względzie zostać pesymistą, wystarczy posłuchać jak mówi sąsiad za ścianą lub polityk w telewizorze. Ale intelektualita? Filozof? Osoba myśląca? I jeszcze ta świadomość, że nasz prostest jest całkowicie bezużyteczny, żałosny, a kto wie, czy i nie bezzasadny; owszem – z całą powagą użyjemy go do wzmocnienia swojego resentymentu. Chcąc zatem przeciwdziałać budzącemu się w nas resentymentowi, zakończmy nie dramatycznie, ale zgoła anegdotycznie. – To bodaj &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Jadwiga_Mizi%C5%84ska"&gt;prof. Mizińska&lt;/a&gt;&amp;nbsp;przytoczyła mi kiedyś jako przykład ów arcyciekawy i – o ile dobrze użyty – skuteczny sposób protestu: „nie, nie i jeszcze raz nie”. Doskonale powiedziane! Nie znam lepszego użycia tego równie godnego szacunku i równie sponiewieranego słówka. Nie!&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Nie!&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TJO3MGNBqbI/AAAAAAAAAMY/-V6UDR95toY/s1600/film+7+-+19.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="265" src="http://3.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TJO3MGNBqbI/AAAAAAAAAMY/-V6UDR95toY/s400/film+7+-+19.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3104947404696430804-1035860465463435434?l=wstepdowatpienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/feeds/1035860465463435434/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2010/09/tak.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/1035860465463435434'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/1035860465463435434'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2010/09/tak.html' title='Tak?'/><author><name>Jacek Zalewski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16241706285054663748</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TF6APcm8_uI/AAAAAAAAAKw/1FH8VkOl8lk/S220/1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TJO3MGNBqbI/AAAAAAAAAMY/-V6UDR95toY/s72-c/film+7+-+19.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3104947404696430804.post-1228498784416949328</id><published>2010-09-13T23:50:00.000-07:00</published><updated>2010-09-14T00:04:58.493-07:00</updated><title type='text'>Festiwal Filozofii</title><content type='html'>&lt;div class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TI8aIxOw4CI/AAAAAAAAAL4/OKkvXpxg9_g/s1600/IMG_3080.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TI8aIxOw4CI/AAAAAAAAAL4/OKkvXpxg9_g/s320/IMG_3080.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;&amp;nbsp;Trzecia edycja &lt;a href="http://festiwal.ph-f.org/"&gt;Festiwalu Filozofii&lt;/a&gt;, być może najbardziej intensywnych spotkań filozoficznych w kraju, skończyła się w sobotę wieczorem recitalem pieśni greckich Iliasa Wrazasa. Dlaczego intensywnych? A bo filozofia i alkohol lały się strumieniami. Przez pięć dni z rzędu. I doprawdy, jest to powód do dumy, nawet, jeżeli jest to duma &lt;i&gt;à rebours&lt;/i&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Zresztą, filozofia bardziej uderza do głowy, niż alkohol.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; To był mój drugi FF. Na ubiegłoroczny trafiłem na zaproszenie &lt;a href="http://bb.ph-f.org/"&gt;Bogdana Banasiaka&lt;/a&gt;, naczelnego sadysty RP, na bieżący zresztą również. Tym razem bez referatu, jako że filozofię francuską, zawłaszczającą mnie jeszcze kilka lat temu, zdradzam teraz z literaturą. Owszem, filozofia francuska to także namysł nad literaturą, szerzej, nad dyskursem; ale z dwojga dobrego, zamiast namyślać się nad dyskursem, wolę uprawiać dyskurs. Własny. Zamiast metajęzyka – język. Własny. Co za upadek…&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Za rok znowu przemówię na FF własnym – mam nadzieję – językiem. Bo jak upadać – to, według interpretacji poety&amp;nbsp;–&amp;nbsp;„we wszystkich kierunkach”. Zgodnie z duchem współczesności. Tak czujnie interpretowanej przez Francuzów. Będę mówił o tolerancji. Ja, być może najbardziej nietolerancyjny obywatel &lt;i&gt;polis&lt;/i&gt;, który, tak jak Cioran, nie mogąc się przy tym powołać na żaden dogmat, skończę jako teoretyk nietolerancji.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Forsowny plan referatów i wykładów nie przeszkodził mi wybrać się do miasta z aparatem. Mam słabość do podglądania ulicy, zwłaszcza, jeżeli jest to ulica innego miasta. Tej krótkiej notatce towarzyszą zdjęcia zrobione na ulicach Olsztyna.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TI8aa-dNX-I/AAAAAAAAAMA/AQgFJcohYUk/s1600/IMG_3085.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TI8aa-dNX-I/AAAAAAAAAMA/AQgFJcohYUk/s320/IMG_3085.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TI8aj8Hs9sI/AAAAAAAAAMI/HIshkSvbgj0/s1600/IMG_3095.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TI8aj8Hs9sI/AAAAAAAAAMI/HIshkSvbgj0/s320/IMG_3095.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TI8atzAZtmI/AAAAAAAAAMQ/U9dqYh6UEnc/s1600/IMG_3099.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TI8atzAZtmI/AAAAAAAAAMQ/U9dqYh6UEnc/s320/IMG_3099.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3104947404696430804-1228498784416949328?l=wstepdowatpienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/feeds/1228498784416949328/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2010/09/festiwal-filozofii-2010.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/1228498784416949328'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/1228498784416949328'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2010/09/festiwal-filozofii-2010.html' title='Festiwal Filozofii'/><author><name>Jacek Zalewski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16241706285054663748</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TF6APcm8_uI/AAAAAAAAAKw/1FH8VkOl8lk/S220/1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TI8aIxOw4CI/AAAAAAAAAL4/OKkvXpxg9_g/s72-c/IMG_3080.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3104947404696430804.post-7084736850789414197</id><published>2010-08-23T03:17:00.000-07:00</published><updated>2010-08-23T03:21:00.948-07:00</updated><title type='text'>Wielkość symbolu, wielkość desygnatu</title><content type='html'>&lt;div class="MsoBodyText"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/THJKplL3IoI/AAAAAAAAALo/eKQE-cQDZCI/s1600/IMG_2869.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/THJKplL3IoI/AAAAAAAAALo/eKQE-cQDZCI/s400/IMG_2869.jpg" width="266" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;Okazja – zlot KP – sprawił, że znalazłem się w Warszawie. Korzystając z okazji, postanowiłem i ja zobaczyć ów najsłynniejszy w Polsce krzyż, do którego stosunek określa dzisiaj tożsamość narodową Polaków. Nie będę ukrywał, że idąc na miejsce, spodziewałem się fajerwerków, chociaż mój towarzysz lojalnie mnie uprzedził, że „najlepsze” już było. Jakoż w istocie, zaaresztowany krzyż stał sobie spokojnie za barierkami, pilnowany przez dwoje policjantów. Po drugiej stronie ulicy, za kolejnymi barierkami, może ze trzy bojowniczki-emerytki i pokaźny tłumek gapiów. – To wszystko? Obok pod ścianą siedziało kilku nieogolonych panów, chyba myślących inaczej i najwyraźniej zadowolonych z uwagi, jaka, niesprawiedliwie moim zdaniem, skupiała się na ich osobach. Chcąc ją podtrzymać i być może nawet w jakiś sposób uzasadnić swoją groteskową straż, nieudolnie prowokowali akty wrogości wobec siebie, na szczęście tylko werbalnej. W tym celu postawili tablicę, na której mazakiem spisywali obelgi, jakie bezbożny tłum miał rzucać w ich stronę. Na własne oczy tedy widziałem, jak jeden z nich, wielce zadowolony ze skierowanych na siebie obiektywów, z namaszczeniem dopisywał do listy kolejną obelgę: „cyrkowe małpy”. Była to wszelako już tylko desperacka konfabulacja, bo doprawdy, nikt z gapiów niczego takiego nie powiedział. Najwyraźniej panowie, nie mogąc się doczekać obelg, zmuszeni byli sami je pracowicie produkować.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Krzyż? Gdyby nie tłum gapiów snujących się tam i spowrotem w nadziei na jakiś happening, łatwo byłoby go przegapić. Przypomina mi się dowcip o owym angielskim dżentelmenie, który pierwszy raz w życiu zobaczył ocean. Zdjął buty, wszedł do wody, rozejrzał się i powiedział: myślałem, że jest większy.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3104947404696430804-7084736850789414197?l=wstepdowatpienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/feeds/7084736850789414197/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2010/08/wielkosc-symbolu-wielkosc-desygnatu.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/7084736850789414197'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/7084736850789414197'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2010/08/wielkosc-symbolu-wielkosc-desygnatu.html' title='Wielkość symbolu, wielkość desygnatu'/><author><name>Jacek Zalewski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16241706285054663748</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TF6APcm8_uI/AAAAAAAAAKw/1FH8VkOl8lk/S220/1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/THJKplL3IoI/AAAAAAAAALo/eKQE-cQDZCI/s72-c/IMG_2869.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3104947404696430804.post-463540021223917251</id><published>2010-08-16T11:48:00.000-07:00</published><updated>2010-08-16T11:48:17.787-07:00</updated><title type='text'>Przed końcem świata</title><content type='html'>&amp;nbsp;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;Upiorne, przeraźliwie duszne popołudnie. Otępiały tłum snuje się po ulicach jak w malignie. Atmosfera jak przed końcem świata albo zbiorowym samobójstwem. W samym centrum jest awaria wodociągów. Zalane ulice, objazdy, opóźnienia autobusów, ale nikt nie ma siły, żeby protestować. Ci ludzie, myślę sobie, przegapiliby nawet apokalipsę. Może nawet przeczytaliby potem o niej w gazecie, i jak zwykle, nic z tego nie zrozumieli.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TGmH09YqkWI/AAAAAAAAALg/Svcd7iShvcg/s1600/zdj%C4%99cie.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TGmH09YqkWI/AAAAAAAAALg/Svcd7iShvcg/s320/zdj%C4%99cie.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3104947404696430804-463540021223917251?l=wstepdowatpienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/feeds/463540021223917251/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2010/08/przed-koncem-swiata.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/463540021223917251'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/463540021223917251'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2010/08/przed-koncem-swiata.html' title='Przed końcem świata'/><author><name>Jacek Zalewski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16241706285054663748</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TF6APcm8_uI/AAAAAAAAAKw/1FH8VkOl8lk/S220/1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TGmH09YqkWI/AAAAAAAAALg/Svcd7iShvcg/s72-c/zdj%C4%99cie.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3104947404696430804.post-1214217622604212605</id><published>2010-08-15T04:26:00.000-07:00</published><updated>2010-08-15T04:29:45.013-07:00</updated><title type='text'>Magma i paradoksy kobiety</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TGfO1ftKT-I/AAAAAAAAALY/BDOHMQ33TBw/s1600/Agnieszka+Graff.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TGfO1ftKT-I/AAAAAAAAALY/BDOHMQ33TBw/s320/Agnieszka+Graff.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;&amp;nbsp;Agnieszka Graff nie ma o kształcie współczesnego społeczeństwa zbyt dobrej opinii. Prawdopodobnie go nawet nie ceni. W przeciwnym razie nie nazwałaby swojej książki &lt;a href="http://www.krytykapolityczna.pl/SeriaPublicystyczna/Magma/menuid-115.html"&gt;&lt;i&gt;Magma&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;, którym to tytułem bądź co bądź, nie schlebia społeczeństwu. Czym jest magma? „Magma, w której żyjemy, to stop upolitycznionego katolicyzmu z tożsamością narodową, dodajmy, &lt;i style="mso-bidi-font-style: normal;"&gt;a priori&lt;/i&gt; uznaną za jednorodną, niezmienną w czasie”. Książka – zbiór tekstów opublikowanych przez Agnieszkę Graff w ciągu ostatnich dwóch lat, to nic innego jak brodzenie w rzeczonej magmie i analiza wyizolowanych jej składników. Seksizm, nietolerancja, religijne i polityczne uzurpacje – przez całą książkę parada aktualnych problemów z którym i zmaga się nie tylko kobieta, lecz, patrząc na to pod nieco innym kątem, które dostrzega każdy myślący człowiek.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Lektura przygnębiająca, wynika z niej bowiem, że albo wszyscy z entuzjazmem współtworzymy ową magmę, uważając ją za swoje środowisko naturalne, albo myśląca większość z jakiegoś powodu daje się podporządkować cynicznej, posiadającej władzę mniejszości, która magmy używa jako instrumentu manipulacji. W pierwszym przypadku, może nawet na nic lepszego nie zasługujemy; w drugim – jesteśmy niczym więcej, jak zniewolonym społeczeństwem.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;i&gt;Magma&lt;/i&gt; to książka, która w dobitny sposób pokazuje, że kobieta jest problemem; dla siebie samej, dla mężczyzny, zaś przede wszystkim jest problemem społecznym. Pokazuje też, w jak niezrównany sposób kobieta potrafi problematyzować swoją kondycję i kto wie – podnieść ją tym samym na wyższy poziom? Jakże góruje w tym nad mężczyzną, którego stopień dominacji nad światem, i co za tym idzie, samozadowolenia, rzadko go motywuje do postawienia pytania o własne założenia. Samoświadomość? Kobieta osiąga ją szybciej, ale też jest prawdą, że mężczyzna nie potrzebuje jej w takiej dawce, co kobieta. Bo i po cóż marnować siły na jałowe rekapitulacje, skoro można &lt;span style="letter-spacing: 1pt;"&gt;działać&lt;/span&gt;?&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Przyjdzie czas, że i kobieta zacznie działać; owszem: wolniej, rozważniej i z pewnością dokładniej. Mylę się: już działa!&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Książkę inauguruje mocne uderzenie intelektualne, tekst: &lt;i&gt;20 lat minęło, a patriarchat ciągle się trzyma. Wspomnienia nieco zgorzkniałej intelektualistki&lt;/i&gt;. Ten długi tytuł wyznaczy jednak obowiązującą do końca książki figurę retoryczną: emocjonalne zaangażowanie i zarazem intelektualny dystans, ugruntowana w doświadczeniu determinacja i trzeźwość spojrzenia, bezkompromisowość i merytoryczna rzetelność. Z kolei tytułowe zgorzknienie brzmi jak komunikat: mam rację, ale nie mam poczucia humoru. W związku z tym nie rozmieniam się na drobne i mówię wyłącznie o rzeczach ważnych. Co jest ważne? To, co wyraża owa brutalna diagnoza: 20 lat (współczesnego feminizmu) minęło, a patriarchat wciąż się trzyma.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Mocne uderzenie…&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; „…A my nadal jesteśmy raczej środowiskiem, niż ruchem społecznym[…] Nasze środowisko nie jest&amp;nbsp; i nigdy nie było zorganizowane. Nie ma przywódców (ani przywódczyń), choć dałoby się wymienić kilka autorytetów. Nie ma dużych organizacji członkowskich ani wielkich list adresowych. Gdyby ktoś chciał nas poznać, podpowiem metodę: nasze nazwiska powtarzają się wśród sygnatariuszy rozmaitych słusznych (i zwykle bezskutecznych) protestów, petycji oraz listów otwartych”. 20 lat i ani jedneg sukcesu? Jeżeli przyjmiemy &lt;span style="letter-spacing: 1pt;"&gt;męskie&lt;/span&gt; kryteria sukcesu, z diagnozą wypada się już tylko zgodzić. To mężczyzna dzisiaj nadaje kształt Polsce, kobieta jest tylko użytecznym suplementem, alibi dla mężczyzny proklamującego równość i demokrację. Wszelako kobieta ma tego pełną świadomość. I to z tej świadomości narodził się pomysł na parytety: rozpaczliwa próba zmobilizowania kobiety i przełamania supremacji mężczyzny na płaszczyźnie społeczno-politycznej. Z tej świadomości narodziła się też Partia Kobiet, która po spektakularnym debiucie została zmuszona skonsumować własną porażkę i zmarginalizowana, funkcjonuje już tylko jako anegdota.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Kiedy sobie jednak przypomnę, co sam pisałem o kobietach jeszcze pięć lat temu, rumienię się ze wstydu. I doprawdy, to, że jestem zdolny się rumienić na myśl o przezwyciężonych lub przezwyciężanych przywarach wynika nie tylko z mojej osobistej potrzeby zgłębiania zjawisk. Dyskretnie, acz nieubłaganie, wzrasta również społeczna świadomość, że kobieta nie dekoruje społeczeństwa, ale jest jego pełnoprawnym uczestnikiem, &lt;i&gt;resp&lt;/i&gt;. pełnoprawną uczestniczką. Więc jednak jest jest jakiś postęp. Bo przecież nie roszczę sobie prawa do bycia tym wyróżnionym, jedynym, który „przejrzał na oczy”. Świadomość osobowej i społecznej ważności kobiety bez wątpienia dzielę z wieloma anonimowymi osobami, często niewidocznymi ani w mediach, ani w działaniach. Z kolei z Agnieszką Graff dzielę świadomość, jak bardzo są niewidoczni ci, którzy przejrzeli na oczy lub zgoła mieli je otwarte od początku.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; A jednak rozczarowanie, i co za tym idzie, niewątpliwy sceptycyzm Agnieszki Graff jest w jakiejś mierze uzasadniony. Współczesna Polka, zanim będzie jej dozwolone uczestnictwo w życiu społecznym, musi wpierw wypełnić swój aksjomatyczny (i przez to nie podlegający dyskusji) obowiązek wniesienia w społeczeństwo określonej aksjologii. Cóż to za aksjologia, której depozytariuszką jest kobieta i bez której Polak nie będzie w pełni Polakiem? „Jak mówiła wczoraj prof. Janion, polska wspólnota narodowa to w wymiarze symbolicznym męska wspólnota uświęcona przez pewien uwznioślony obraz kobiety – matki panów braci. Nie dla niej nowoczesna medycyna. Nie dla niej prawo wyboru. Ona jest świętością obdarzoną prawem do cierpienia”.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Bez kobiety, tak jak bez Maryi Dziewicy i bez Historii, nie byłoby ani Polski, ani prawdziwego Polaka. Można się tedy dziwić, że prawdziwy Polak, zawsze gotów do poświęceń i obrony jedynego słusznego kształu polskości, jest gotów poświęcić nie tylko własne życie, ale także prawa kobiet? Zdumiewająca i wzruszająca ofiara, której kobieta nie rozumie i którą, poprzeż żądanie równouprawnienia, w sposób oburzający kwestionuje. Nie dziwmy się tedy, że prawdziwy Polak żadną miarą nie pozwoli kobiecie zejść z piedestału i bezkarnie stać się jej człowiekiem, takim jak inni.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Współczesna Polka, jeżeli chce w społeczeństwie osiągnąć taki sam status jak mężczyzna (niekoniecznie prawdziwy Polak), musi wpierw przestać być paradoksem. Polka jest paradoksem, bo jest kimś, &lt;i&gt;resp&lt;/i&gt;. czymś więcej, i zarazem mniej, niż człowiekiem; przysługują jej prawa boskie lub zgoła nie przysługuję jej żadne prawa, choć przecież poczułaby się wreszcie usatysfakcjonowana, gdyby tylko pozwolono jej w pełni być po prostu – człowiekiem…&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Wyjście kobiety poza ten paradoks jest naczelnym zadaniem feminizmu, a niemożność wyjścia z niego przyczyną zgorzknienia Agnieszki Graff.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Gdyby nie mężczyzna, feminizm nigdy by się nie narodził. To trywialne stwierdzenie może się wydać nadużyciem, lecz nie należy zapominać, że gdyby nie mężczyzna w swoim obecnym kształcie, ze swoim temperamentem i swoją potrzebą dominowania, kobieta nie byłaby zmuszona walczyć o emancypację. Bez wahania nazwijmy tedy mężczyznę kulturowym &lt;span style="letter-spacing: 1pt;"&gt;wrogiem&lt;/span&gt; kobiety, licząc po cichu, że nasza niesubtelność skłoni mężczyznę do choćby częściowego wycowania się, uznania w kobiecie partnerki, także specyficznie pojętej rywalki, ale żadną miarą potencjalnej zdobyczy. Kobieta jako &lt;span style="letter-spacing: 1pt;"&gt;łup&lt;/span&gt;, może nie wojenny, ale bez wątpienia symboliczny…&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Gdyby zrobić listę wrogów kobiety, niepoślednie miejsce zająłby na niej Kościół, struktura &lt;i&gt;par excellence&lt;/i&gt; patriarchalna. Agnieszka Graff nie ma litości dla Kościoła, który, rozumiany nie jako depozytariusz Objawienia, ale instytucja społeczna, być może w pełni sobie na to zasłużył. „Kościół interesuje się seksem i rozrodczością bardziej niż innymi sferami życia, co z perspektywy feministycznej oznacza po prostu, że interesuje go kontrolowanie kobiet. Władza Kościoła w tej sferze – w której, dodajmy, duchowni z definicji niejako nie mogą mieć żadnych doświadczeń życiowych – jest ogromna”. Można sobie wyobrazić takie słowa wypowiedziane w mainstreamowych mediach? Szkoda tylko, że po tej porażającej swoją precyzją diagnozie nie idzie analiza i przynajmniej próba odpowiedzi na od razu narzucające się pytanie: jakim cudem zdarzają się zatem feministki-katoliczki i dlaczego u licha, kobieta mimo to idzie co niedziela do domu swego Pana – jako niewolnica?&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Niepodobna odmówić Agnieszce Graff intelektualnego temperamentu. Zdeterminowana w swoich przekonaniach i zarazem chłodna w analizach, kiedy indziej namiętna, ale jednocześnie konsekwentna, uparcie broni sprawy, która – w co niezachwianie wierzy – odniesie w końcu sukces. Możemy jedynie domniemywać w obronę jakich spraw, a więc w jakie intelektualne przygody by się wdała, gdyby nie była kobietą lub gdyby feminizm zrealizował swoje fundamentalne założenia. Jedno jest pewne. Umysłowość tak ruchliwa i tak bogata, rychło wynalazłaby sobie jakąś przegraną sprawę, jakiś powód, żeby &lt;span style="letter-spacing: 1pt;"&gt;myśleć&lt;/span&gt;. Świat, w którym nie ma nic do załatwienia, wcześniej czy później „załatwiłby” samą Agnieszkę Graff, dla której rzeczywistość bez problemów, a więc coś na kształt &lt;i&gt;sui generis&lt;/i&gt; raju, byłby jedynie wyrafinowaną odmianą piekła.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Jakże się czuje zagrożony mężczyzna – dziennikarz, czytelnik, rozmówca, kiedy ma do czynienia z umysłowościa równie zaangażowaną i apodyktyczną, subtelną i jednocześnie bezwzględną, pewną swoich racji do tego stopnia, że nawet przyznanie się do błędu lub słabości, brzmi dla mężczyzny jak wymówka, bez mała jak zarzut… Widać to doskonale w wywiadach, których Agnieszka Graff od czasu do czasu udziela. Dla dziennikarza-mężczyzny sformułowanie sensownego pytania i zarazem uniknięcie &lt;i&gt;faux pass&lt;/i&gt; jest wysiłkiem na miarę opracowania strategii wojennej, choć przecież w gruncie rzeczy chodzi o dialog, a więc wymianę myśli.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Gdyby waga książki zależała od jej tematu, teologowie byliby poza konkurencją. Agnieszka Graff napisała ksiażkę, której tematem jest przede wszystkim kobieta, ale też relacja myślącej, zaangażowanej, a niekiedy wykluczonej lub umniejszonej części społeczeństwa do władzy. Czy to oznacza, że książka jest „ważna”? Przypomnijmy: książka nie przynosi przemyślanej, spójnej i opracowanej od podstaw koncepcji, lecz jest wyborem tekstów. I w gruncie rzeczy tak ją należy traktować. Jako przypominajkę o bieżących problemach. Jest to jedna z tych książek, które żyją, o ile się rozmawia nie tyle o niej, co o poruszonych w niej zagadnieniach. Książka okaże się ważna, jeżeli się umiejętnie włączy w debatę o kondycji i kształcie współczesnego społeczeństwa z perspektywy feministycznej i lewicowej i spotęguje jej energię. Ta książka to w gruncie rzeczy szansa nadania rzeczonej debacie nowego impetu.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3104947404696430804-1214217622604212605?l=wstepdowatpienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/feeds/1214217622604212605/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2010/08/magma-i-paradoksy-kobiety.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/1214217622604212605'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/1214217622604212605'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2010/08/magma-i-paradoksy-kobiety.html' title='Magma i paradoksy kobiety'/><author><name>Jacek Zalewski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16241706285054663748</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TF6APcm8_uI/AAAAAAAAAKw/1FH8VkOl8lk/S220/1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TGfO1ftKT-I/AAAAAAAAALY/BDOHMQ33TBw/s72-c/Agnieszka+Graff.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3104947404696430804.post-1787262501547153645</id><published>2010-08-10T12:01:00.000-07:00</published><updated>2010-08-10T12:10:56.737-07:00</updated><title type='text'>Słoń a sprawa polska</title><content type='html'>&lt;div class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;Kolejna posłanka PiS w akcji. Anna Sobecka sprzeciwiła się &lt;a href="http://www.tvn24.pl/0,1666190,0,1,uczcza-wieszcza-bez-sobeckiej,wiadomosc.html"&gt;uroczystym obchodom 100-lecia urodzin Czesława Miłosza&lt;/a&gt;&amp;nbsp;rezolutnie wyjaśniając, że sześć lat od śmierci poety to zbyt krótki okres czasu, żeby ocenić jego dorobek.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TGGh9ChK5xI/AAAAAAAAALQ/UkojiSVTzoI/s1600/film+1+-+Image0020.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TGGh9ChK5xI/AAAAAAAAALQ/UkojiSVTzoI/s320/film+1+-+Image0020.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Przy całej mojej sympatii i bezkrytycznej akceptacji poczynań członków&amp;nbsp;–&amp;nbsp;a zwłaszcza członkiń&amp;nbsp;–&amp;nbsp;tej światłej partii, mam jednak niejaki problem ze zrozumieniem toku rozumowania posłanki Sobeckiej. Niewątpliwie wina jest po mojej stronie, a konkretnie upatrywałbym jej w brzydkiej skłonności do analizowania, której to cechy niepomiernie się wstydzę i nijak nie umiem się z niej wyleczyć. Bardzo bym chciał przyklasnąć pani Sobeckiej, pogratulować trzeźwości spojrzenia i merytorycznej uczciwości. Oto zimna kobieta, chłodno patrząca na świat, odporna na nowinki i nie ulegająca bieżącym emocjom. Cóż znaczy sześć lat? Literatura jest wieczna i w tej optyce winniśmy ją oglądać. A teksty, które nie przetrwają przynajmniej pięciuset lat, są bezwartościowe.&amp;nbsp; Okażmy więc nieco rozwagi i cierpliwości. Fetować Miłosza zawsze zdążymy, zwłaszcza że – jak nam obwieszcza nasza posłanka – wkrótce za sprawą zdumiewających osiągnięć współczesnej medycyny, będziemy bez problemu dociągać nawet do sto dwudziestki. Czymże jest zatem marne dziewięćdziesiąt trzy lata życia poety, którego wielkość jest w dodatku nader problematyczna? Jakaż byłaby konfuzja, jakiż niesmak i wstyd po całym świecie, gdybyśmy wskutek własnej nierozwagi jęli świętować urodziny poety, a tymczasem mozolne badania kompetentnego gremium uczonych wykazałyby, iż rzeczony poeta najzupełniej nie jest tego warty? Skutki takiej lekkomyślności, takiego pośpiechu i rozgorączkowania ciągnęłyby się za nami długie lata. Kto wie, ilu znakomitych i czysto polskich poetów wzdragalibyśmy się potem czcić w obawie, że cześć oddalibyśmy im – niewczesną? Miałoby to druzgocący wpływ na kształt polskiej kultury i naszego młodzieży chowania. Bo i jakiż dalibyśmy jej przykład organizując uroczyste akademie, debaty, koncerty i spotkania oddając w ten sposób honory komuś, kto z jakiegoś powodu na to nie zasługuje? Pamiętacie to opowiadanie Mrożka? Dyrektor zoo okazał się karierowiczem. Zamiast kupić prawdziwego słonia, z powodów oszczędnościowych kupił gumową atrapę i kazał ją nadmuchać. Kiedy przyszedł silny wiatr, słoń uniósł się w powietrze i odleciał. Miało to fatalny wpływ na młodzież, która akurat odwiedzała zoo. Nie tylko opuściła się w nauce, ale także zaczęła pić i palić. A najgorsze było to, że przestała wierzyć w słonie. Całkowicie i nieodwołalnie.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Pojmujecie tedy, jaka ciąży na nas, dorosłych, odpowiedzialność za młodzieży chowanie i z jaką ostrożnością należy dobierać i hołubić autorytety? Doprawdy, sześć lat na ocenę dorobku poety to jak mgnienie oka. Któż w mgnieniu oka jest w stanie ocenić dorobek kogoś tak płodnego, jak Czesław Miłosz?&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; No dobrze. Skoro jednak z takim entuzjazmem odnoszę się do roztropności posłanki Sobeckiej, to skąd moje wątpliwości? Dlaczego nie stanę się orędownikiem zdrowego rozsądku i dlaczego nie będę za posłanką mojej ulubionej partii nawoływał do powstrzymania się od zbyt pochopnych działań? Winny jak zwykle jest mój krytycyzm i słabość do myślenia. Doprawdy, gdyby nie to, że potrafię myśleć, i to w dodatku myśleć krytycznie, już dawno bym się zapisał do PiS-u. Przyjdzie jednak czas, że się pozbędę tej okropnej, wstydliwej przywary i już nic nie przeszkodzi mi zostać członkiem tej zasłużenie silnej i godnej najwyższego szacunku partii. Jakiż to będzie dla mnie zaszczyt! Jaka radość!&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Do rzeczy. Jako człowiek niedoskonały (ale wytrwale pracujący nad sobą), niestety, myślę. I myślę sobie, że skoro sześć lat to za mało, żeby ocenić, czy człowiek jest godny szacunku czy nie, to ja w takim razie nie wiem już nic. O posłance Sobeckiej usłyszałem po raz pierwszy przed kilkoma dniami. To zbyt krótki okres czasu, żeby ocenić jej dorobek. A może się myli? Wierzę, że nie, ale skoro można przestać wierzyć w słonie, to znaczy, że można przestać wierzyć we wszystko, a więc także i w Sobecką. Jakże to – miałbym zostać bez autorytetu tylko dlatego, że posłanka Sobecka żyje? Z najwyższym trudem przychodzi mi sformułowanie poniższej myśli, ale skoro myślę – choć nie chcę – to muszę myśleć uczciwie. Posłanka Sobecka, jeżeli ma mieć rację, musi umrzeć. I to umrzeć dawno temu. Przynajmniej pięćset lat temu. Tylko to dałoby kompetentnemu gremium uczonych czas na mozolne zbadanie, czy myśl rzeczonej posłanki jest cokolwiek warta. Bo jeżeli nie, zmarnujemy kapitalną okazję, żeby „siedzieć głośno”, to znaczy mówić głośno o człowieku, którego dorobek jest nie do przecenienia, zwłaszcza co się tyczy chowania młodzieży.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Oby się jednak nie okazało, że człowiek, żeby ocenić jego rozumność, wcale nie musi umierać. Wyjaśniłoby to przy okazji zagadkę, dlaczego niektórzy stają się uznanymi autorytetami (albo uznanymi kretynami) już za życia. I doprawdy, nie chciałbym, żeby najbliższa okazja do debaty nad Miłoszem pojawiła się dopiero za lat dwadzieścia, to znaczy w sto dwudziestą rocznicę jego urodzin tylko dlatego, że ktoś się okazał kretynem.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3104947404696430804-1787262501547153645?l=wstepdowatpienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/feeds/1787262501547153645/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2010/08/son-sprawa-polska.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/1787262501547153645'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/1787262501547153645'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2010/08/son-sprawa-polska.html' title='Słoń a sprawa polska'/><author><name>Jacek Zalewski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16241706285054663748</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TF6APcm8_uI/AAAAAAAAAKw/1FH8VkOl8lk/S220/1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TGGh9ChK5xI/AAAAAAAAALQ/UkojiSVTzoI/s72-c/film+1+-+Image0020.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3104947404696430804.post-5305132680633731488</id><published>2010-08-05T12:18:00.000-07:00</published><updated>2010-08-05T12:20:00.564-07:00</updated><title type='text'>Crossgate</title><content type='html'>&lt;div class="MsoBodyText"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TFsORbo14PI/AAAAAAAAAHU/LFAR3TQ8-ps/s1600/film+13+-+11.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TFsORbo14PI/AAAAAAAAAHU/LFAR3TQ8-ps/s320/film+13+-+11.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;Przed pałacem prezydenckim stanął krzyż. Postawili go harcerze, chcąc w ten sposób uczcić zmarłego w kastrofie lotniczej prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Władze, w porozumieniu z kościołem, postanowiły przenieść krzyż do jednego z kościołów. Nie przewidziano jednak fanatycznego oporu obrońców krzyża, którzy inwektywą, modlitwą i ordynardną przemocą wymogli pozostawienie krzyża na miejscu, dostawiając do niego pomniejsze krzyże, często klecone z byle patyków.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Nikt, wliczając w to zagranicznych korespondentów, nie ma wątpliwości, że za intrygą stoi partia brata zmarłego prezydenta, bez najmniejszych skrupułów zagrzewającego obrońców do wytrwałości. Sprawy już bowiem zaszły tak daleko, że dzisiaj niepodobna określić swojej religijno-narodowej tożsamości, bez uwzględnienia afery krzyżowej, owej żałosnej, idiotycznej &lt;i&gt;crossgate&lt;/i&gt;. Zarządzanie naszym stosunkiem do afer to aktualnie najskuteczniejsza metoda na podporządkowanie sobie polskiego społeczeństwa, które jest, pora to powiedzieć wprost, nadzwyczaj głupie. Wyjaśnia to przy okazji, dlaczego afery w Polsce wybuchają, dlaczego muszą wybuchać. Nie dorobiliśmy się bowiem jeszcze elity, która potrafiłaby przejąć w Polsce władzę bez pasożytowania na naszej głupocie.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Oto postpolityka w najczystszej postaci. To już nie jest polityka prowadzona innymi środkami. To inne środki zamiast polityki.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3104947404696430804-5305132680633731488?l=wstepdowatpienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/feeds/5305132680633731488/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2010/08/crossgate.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/5305132680633731488'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/5305132680633731488'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2010/08/crossgate.html' title='Crossgate'/><author><name>Jacek Zalewski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16241706285054663748</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TF6APcm8_uI/AAAAAAAAAKw/1FH8VkOl8lk/S220/1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TFsORbo14PI/AAAAAAAAAHU/LFAR3TQ8-ps/s72-c/film+13+-+11.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3104947404696430804.post-1316406133376087402</id><published>2010-07-13T12:13:00.000-07:00</published><updated>2010-07-13T12:13:41.989-07:00</updated><title type='text'>Natchnienie</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TDy6jB2fNfI/AAAAAAAAAHM/8Uek2zj-bWY/s1600/IMG_6523.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="265" src="http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TDy6jB2fNfI/AAAAAAAAAHM/8Uek2zj-bWY/s400/IMG_6523.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Tylu, tylu ludzi, których jedyny związek z literaturą jest taki, że ich pospolitość stanowi natchnienie dla naszych tekstów!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3104947404696430804-1316406133376087402?l=wstepdowatpienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/feeds/1316406133376087402/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2010/07/natchnienie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/1316406133376087402'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/1316406133376087402'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2010/07/natchnienie.html' title='Natchnienie'/><author><name>Jacek Zalewski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16241706285054663748</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TF6APcm8_uI/AAAAAAAAAKw/1FH8VkOl8lk/S220/1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TDy6jB2fNfI/AAAAAAAAAHM/8Uek2zj-bWY/s72-c/IMG_6523.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3104947404696430804.post-2040391124981508097</id><published>2010-07-11T04:42:00.000-07:00</published><updated>2010-07-11T04:51:23.843-07:00</updated><title type='text'>Wybory w kratkę</title><content type='html'>&lt;div class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;Sprawa jest &lt;a href="http://poznan.naszemiasto.pl/artykul/486490,wybory-wiceprezes-pis-nie-wierzy-w-za-duza-kratke,id,t.html?kategoria=687"&gt;poważna&lt;/a&gt;. Jak alarmuje szefowa poznańskiego klubu PiS Małgorzata Stryjska, kratka przy nazwisku Jarosława Kaczyńskiego na karcie do głosowania była o dwa milimetry mniejsza od kratki przy nazwisku Bronisława Komorowskiego. Wskutek tego osiemdziesięcioletnia ciocia szefowej musiała podrzeć swoją kartę, bo omyłkowo zagłosowała na Komorowskiego. W dodatku kratka Kaczyńskiego była narysowana cieńszą linią, co – jak zauważa Stryjska – „działało na podświadomość głosujących”&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TDmtp6VDg2I/AAAAAAAAAHE/r4yBmkV2neY/s1600/film+4+-+30.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TDmtp6VDg2I/AAAAAAAAAHE/r4yBmkV2neY/s320/film+4+-+30.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Teraz już wiemy, w jaki sposób zdobywa się w Polsce władzę. Nie potrzeba do tego ani sensownych, merytorycznych programów wyborczych, ani szlachetnej przeszłości i imponujących kompetencji, niepotrzebne są kosztowne kampanie wyborcze, nieomal niepotrzebni są nawet wyborcy. Wystarczy odrobina tuszu i wyborcy jak automaty, „omyłkowo” zagłosują na tego, kogo trzeba.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; I ten genialny (i tani) sposób na zwycięstwo wynaleziono właśnie u nas, w kraju nad Wisłą. Polska znowu zadziwiła świat.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Zanim jednak otrąbimy zwycięstwo i opatentujemy prosty i efektywny sposób na wygraną w wyborach musimy, jak to bywa w przypadku każdego wynalazku, wpierw rozwiązać pewne trudności natury technicznej. Pierwsza trudność wiąże się z koniecznością posiadania w danym kraju określonej ilości starszych pań ze skłonnościami do stawiania krzyżyków w małych kratkach. Bądźmy bowiem wyrozumiali dla pani Stryjskiej i nie traktujmy jej jak histeryczki, która bez powodu wszczyna alarm. Jest rzeczą oczywistą, że gdyby to był jednostkowy przypadek, sprawa nie warta byłaby wzmianki. Skoro jednak pani Stryjska „zachęca” dziennikarzy do „zbadania sprawy”, wniosek nasuwa się jeden. W Polsce władza zależy od starszych pań. Bo są główną siłą wyborczą. Bo jest ich wystarczająco dużo, żeby swoją liczebnością (choć niekoniecznie wolnym wyborem) ustalić &lt;i&gt;status quo&lt;/i&gt; w państwie. Zatem: kto sobie podporządkuje starsze panie, ten sobie podporządkuje państwo. Nie wiem wprawdzie, kto i na podstawie jakich badań doszedł do takich wniosków, ale najwyraźniej uznał je za niepodważalne i w oparciu o nie skonstruował szatański plan, który jak wiemy zakończył się sukcesem. Bo starsze panie jak jeden mąż (właściwie jak jedna żona, babcia, kochanka, wdowa, &lt;i&gt;etc&lt;/i&gt;.) zagłosowały na Komorowskiego. Nie przewidziano tylko jednego. Że ciocia pani Stryjskiej wykaże się niespotykaną u starszych pań przenikliwością i w porę dostrzeże oszustwo (podarła kartę!). Brawa dla cioci! Być może ten drobny incydent przy urnie będzie na miarę owego drobnego incydentu w hotelu Watergate. Incydent uruchomił efekt lawiny, która jak pamiętamy z historii, skutecznie zmiotła z urzędu prezydenta USA, Richarda Nixona.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Są już pierwsze efekty lawiny. Pani Stryjska otrzymała „dwa maile i trzy telefony” w tej sprawie. To wyraźny sygnał, że społeczeństwo zauważyło manipulację.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Kolejna trudność również nie jest błaha i bez wątpienia również się wiąże z tymi samymi tajemniczymi badaniami w których meandry pani Stryjska jakimś sposobem została wprowadzona. Bo nie sądzę, żeby wskutek własnego widzimisię twierdziła, że wyborca o ugruntowanych poglądach, zdecydowany na kogo oddać głos, jak tylko zobaczył kartę do głosowania z wybrakowaną kratką przy nazwisku Kaczyńskiego, otrzymał podświadomy imperatyw: głosuj na Komorowskiego! Jednak najwyraźniej tak było i znaczna część społeczeństwa uległa podprogowej manipulacji. Doprawdy, rad bym poznać owe badania, na których oparła się pani Stryjska. Rad bym poznać zależność pomiędzy wielkością kratki a nazwiskiem kandydata. Dlaczego akurat grubsza kratka jest lepsza od cieńszej? Czy cieńsze kratki działały wyłącznie na podświadomość starszych pań, czy całego społczeństwa? Czy te wybory były eksperymentem społecznym, czy już gdzieś wcześniej działanie kratek zostało przetestowane? Pytań jest bez liku i kiedy otrzeźwione społeczeństwo słusznie wymusi powołanie speckomisji, sprawa owych badań będzie musiała zostać wyjaśniona w pierwszej kolejności. Kto i gdzie je przeprowadził i skąd pani Stryjska miała do nich dostęp?&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Żeby była jasność. Nie jestem paranoikiem i nie dopatruję się wszędzie układu, spisku, &lt;i&gt;etc&lt;/i&gt;. Ale przecież jakieś badania musiały istnieć i na nich oparła swoje wnioski pani Stryjska. W przeciwnym razie rzeczona pani nie wie co mówi, a zarzuty o manipulację są jedynie desperacką próbą siania zamętu. Bo albo była manipulacja i Komorowskiego (lub przynajmniej ludzi odpowiedzialnych za jego kampanię) należy wsadzić do ciupy, albo pani Stryjska postanowiła zasłużyć sobie na trwałe miejsce w Polskiej Anegdocie Politycznej (jeżeli jeszcze nie ma takiego pojęcia, to je właśnie wymyśliłem), tuż obok Ewy Sowińskiej, która odkryła, że&amp;nbsp; jeden z Teletubisiów, Tinky Winky, jest gejem, bo nosi torebkę, a nie jest dziewczynką.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Napisałem „wsadzić do ciupy”? Oczywiście, że za kratki! Najlepiej grube. Jednak prywatnie jestem za tym, żeby sprawę wyciszyć, pozbyć się komplikacji, a osobom domagającym się wyjaśnienia „jak jest naprawdę”, zatkać usta. Bo nade wszystko zależy mi na patencie. Chcę usłyszeć i zobaczyć, jak światowe serwisy informacyjne jednym głosem mówią: Polska znów zadziwiła świat! Pięknie będzie…&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TDmtieTwglI/AAAAAAAAAG8/isJ9gIJZdzg/s1600/film+4+-+5.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TDmtieTwglI/AAAAAAAAAG8/isJ9gIJZdzg/s320/film+4+-+5.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3104947404696430804-2040391124981508097?l=wstepdowatpienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/feeds/2040391124981508097/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2010/07/wybory-w-kratke.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/2040391124981508097'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/2040391124981508097'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2010/07/wybory-w-kratke.html' title='Wybory w kratkę'/><author><name>Jacek Zalewski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16241706285054663748</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TF6APcm8_uI/AAAAAAAAAKw/1FH8VkOl8lk/S220/1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TDmtp6VDg2I/AAAAAAAAAHE/r4yBmkV2neY/s72-c/film+4+-+30.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3104947404696430804.post-8747783180158182573</id><published>2010-07-05T12:23:00.000-07:00</published><updated>2010-07-05T12:23:43.107-07:00</updated><title type='text'>Silna Polska</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.krytykapolityczna.pl/Opinie/SilnaPolskato1procentnakulture/menuid-34.html"&gt;...jako projekt, albo nawet marzenie.&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TDIxBBQ0AsI/AAAAAAAAAG0/lK9f4dhFtNQ/s1600/IMG_2467.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TDIxBBQ0AsI/AAAAAAAAAG0/lK9f4dhFtNQ/s320/IMG_2467.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3104947404696430804-8747783180158182573?l=wstepdowatpienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/feeds/8747783180158182573/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2010/07/silna-polska.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/8747783180158182573'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/8747783180158182573'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2010/07/silna-polska.html' title='Silna Polska'/><author><name>Jacek Zalewski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16241706285054663748</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TF6APcm8_uI/AAAAAAAAAKw/1FH8VkOl8lk/S220/1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TDIxBBQ0AsI/AAAAAAAAAG0/lK9f4dhFtNQ/s72-c/IMG_2467.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3104947404696430804.post-1453261223825735321</id><published>2010-06-21T09:52:00.000-07:00</published><updated>2010-06-21T09:52:06.263-07:00</updated><title type='text'>Zły obywatel</title><content type='html'>&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial; font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: 13px;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;Dojść do takiego stanu skupienia wewnętrznego, że się nie pamięta nawet nazwiska aktualnie panującego władcy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TB-U6Ng1qII/AAAAAAAAAGU/0xsWERsOip0/s1600/film+1+-+Image0001.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TB-U6Ng1qII/AAAAAAAAAGU/0xsWERsOip0/s320/film+1+-+Image0001.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space: pre;"&gt; &lt;/span&gt;Ów zachwyt na twarzy mojej znajomej, kiedy w początkach prezydentury Lecha Kaczyńskiego pomyliłem się i powiedziałem „prezydent Kaczkowski”. Znajoma, wróciwszy właśnie z wielomiesięcznego pobytu w Ameryce Południowej, dopiero po powrocie dowiedziała się, że w Polsce nastąpiła zmiana władzy i z najwyższym trudem znosiła wszechobecne „nowinki” polityczne. Powód? Wróciła nie do swojego świata i tylko na chwilę. Jej własny świat pochłaniał ją do tego stopnia, że wszystko inne było niuansem.&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space: pre;"&gt; &lt;/span&gt;Istnieje wcale liczna i najczęściej niedoceniana grupa ludzi, którzy zaabsorbowani sprawami ducha, kultury lub nauki, odnajdą się w dowolnym niereżimowym systemie bez potrzeby włączania w jego afirmację lub negację. Inteligentni i przenikliwi, czują potrzebę zmiany świata, owszem, ale własnego. Subtelny badacz Heideggera i błyskotliwy politolog niekoniecznie żyją w tym samym świecie, choć mają te same uprawnienia wyborcze. Dla pierwszego sprawą kapitalnej wagi będzie kwestia przezwyciężenia metafizyki na gruncie rozumu zachodnioeuropejskiego; drugi nie spocznie, dopóki kraj nie pozna jego komentarza do aktualnych wydarzeń politycznych. Kupują książki w tych samych księgarniach, ale lektury pierwszego nigdy się nie pokryją z lekturami drugiego.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; To nieprawda, że świat zmieniają nieliczni i wyłącznie wskutek inicjatyw odgórnych. To rzadkość, prawda, że nad wyraz chętnie podkreślana w podręcznikach historii. Wszelako większość ważnych zmian w świecie dokonała się powoli, niezauważenie i najczęściej przy dużej dozie nieświadomości bohaterów tych zmian. Ludzi, którym dość było pragnąć uporządkować swój własny świat, żeby, niejako przy okazji, porządkować świat innych. Którzy mierzyli się ze strukturalnymi dolegliwościami porządku społecznego wyłącznie jako osobistymi wyzwaniami. Brakuje przedszkoli? Nie walcząc z tym brakiem, zrobią wszystko, żeby dla swojego dziecka znaleźć miejsce w którejś z tych deficytowych placówek. Jako kobiety zarabiają mniej? No to poszukają pracy, w której zarobią więcej. Z jakiegoś powodu doświadczają wykluczenia społecznego? Więc napiszą książkę o szacunku dla Innego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; Tak rzadko doceniane inicjatywy oddolne, podejmowane przez ludzi, którzy pozornie „nie robią nic”. Owszem, poza tym, że zmieniają świat, w pierwszym rzędzie własny. Profesor Cezary Wodziński, zapytany w którymś z wywiadów o poglądy polityczne powiedział: „Nie jestem ani z lewa, ani z prawa. Jestem z Ublika”. (Ublik – wieś na Mazurach). I oto w Lublinie na wykłady profesora Wodzińskiego z cyklu „Jak żyć”, każdorazowo przybywają tłumy zainteresowanych. I to pomimo (a może właśnie dlatego), że Wodziński ani słowem się nie zająknie o polityce – jak to? Można żyć bez polityki? Nietzsche: „Oto artysta, jakiego lubię, dwóch tylko pragnie rzeczy: swego chleba i swej sztuki”… kapitalna charakterystyka inicjatyw oddolnych. Tak budują świat ludzie, którzy pozornie nie robią „nic”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; Nie dajmy się zwieść bałamutnym twierdzeniom, że głosowanie to nasz obowiązek, bez mała święty. Że nie po to mamy demokrację, żeby teraz lekkomyślnie ignorować jej zdobycze. Rzeczona bałamutność ma przynajmniej podwójny charakter. Po pierwsze, dochodzi tu do radykalnego pomieszania praw i obowiązków obywateli. Prawo do głosowania gwarantuje nam Konstytucja, ale bynajmniej do tego nie zmusza. Ładnie by wyglądało nasze społeczeństwo, gdyby ludzi wsadzano do ciupy lub przynajmniej karano grzywną za złamanie Konstytucji poprzez odmowę skorzystania z jakiegoś prawa (gwarantowanego zresztą przez tęże Konstytucję). A przecież prawo tym się różni od obowiązku, że daje możliwość wyboru; zatem prawo do głosowania jest równo-prawne z prawem do niegłosowania. Doprawdy, nie można mieć nikomu za złe, że skorzystał ze swojego prawa, jakiekolwiek by ono było.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; Bałamutność drugiego rodzaju jest bardziej subtelna i wyrafinowana. Najczęściej też umyka umysłowości poddanej ideologicznemu i moralnemu szantażowi: nie podoba ci się demokratycznie wybrany rząd? A głosowałeś? Nie? To do kogo masz pretensje? Intelektualna miałkość takiej argumentacji nie jest łatwa do dostrzeżenia. Wsparta moralnym tuningiem, z całą impertynencją wynikającą z przekonania o własnej słuszności, natychmiast zaczyna sobie rościć prawo do rozstrzygania o słuszności danych postaw społecznych. I ofiara, przygnieciona zręcznie narzuconym poczuciem winy za aktualny porządek społeczny (trzeba było głosować!) ma, mówiąc kolokwialnie, „pozamiatane”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; Bez względu na niewygodę z tym związaną, spróbujmy się jednak zmierzyć z poczuciem winy za bycie „złym obywatelem” i kto wie, może w konsekwencji odrzucić je? Co do mnie, wizyty przy urnie wyborczej poniechałem, ponieważ żaden z liczących się kandydatów nie reprezentuje moich poglądów na świat, społeczeństwo, Boga, policję, etc. Że ewentualnie może moje poglądy reprezentować któryś z nieliczących się kandydatów? – Jakież, u licha, ma to znaczenie? Niedzielę wyborczą znacznie pożyteczniej spędziłem na lekturze, aniżeli tracąc czas na jałową wyprawę do punktu wyborczego, umieszczonego w pobliskim klasztorze.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; Konsekwencje? Pospekulujmy. Prezydentem zostaje K., zgodnie zresztą z przewidywaniami. Prezydent K., także zgodnie z przewidywaniami, nie spełnia większości swoich obietnic wyborczych. Nie zajmuje się również sprawami, wprawdzie istotnymi, którymi nie obiecywał się zająć, ale to mu akurat w tym kontekście można „wybaczyć”. Rychło, i zresztą także zgodnie z przewidywaniami, rozczarowuje sporą część swojego elektoratu, nie mówiąc już o pozostałych.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; I czyja to wina?&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; Moja, bo nie głosowałem. Czyżby? A gdybym na niego zagłosował, to przez to zmieniłby się w męża opatrznościowego Polski? Czy byłby nim nawet wtedy, gdybym głosował na któregoś z jego konkurentów? Oddanie przeze mnie głosu, obojętnie jakiego, zbawiłoby Polskę? Należy to powiedzieć wprost: nie istnieje żadna zależność pomiędzy aktem głosowania, a jakością wybranej władzy. Wciąż twierdzicie, że przez to, że nie głosowałem, mamy teraz marnego prezydenta? Sąsiad głosował. Jego głos przecież niegorszy od mojego. Zatem ma prawo czuć się oszukany: głosował, a prezydent jaki jest, taki jest.&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TB-W3kojNZI/AAAAAAAAAGk/_3ICEc9LcNo/s1600/film+4+-+6A.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TB-W3kojNZI/AAAAAAAAAGk/_3ICEc9LcNo/s320/film+4+-+6A.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; Co innego, gdybym ja głosował. Polska byłaby wspaniałym miejscem rządzonym przez wspaniałego człowieka. Czyżby?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; Odróżnijmy na zawsze wartość arytmetyczną głosu wyborczego do wartości symbolicznej. Albowiem to właśnie pomieszanie tych dwóch wartości zmusza osoby odmawiajace głosowania do wzięcia na siebie spreparowanej winy i odpowiedzialności za ewentualny fatalny stan rządzenia państwem. Arytmetycznie jest różnica, czy się głosuje na kandydata mającego 43% czy 0,3% poparcia, bo to właśnie preferencje osób upoważnionych do głosowania pozwoliły na uzyskanie takiego wyniku. I dlatego głos głosowi nierówny, albowiem tylko określona pula głosów przełoży się na zadowalający wyborców (i wybranego, rzecz jasna) wynik. Jakiż tedy – z arytmetycznego punktu widzenia – jest sens oddawania głosu, o którym z góry wiadomo, że pójdzie na marne? Doprawdy, zamiast tego lepiej się oddać pouczającej lekturze.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; Wartość symboliczna? Jest rzeczą cholernie istotną, że mamy prawo głosować, zarówno na jednego jak i na drugiego kandydata. Symboliczny charakter uczestnictwa w akcie głosowania w jakiś sposób unieważnia słupki sondażowe i zrównuje ze sobą wszystkich kandydatów, niezależnie od poparcia. Zrównuje także, w co trudno uwierzyć, tych, którzy w tym symbolicznym akcie uczestniczą z tymi, którzy uczestnictwa odmawiają. Uczestnictwo w głosowaniu to żadne kryterium zaangażowania społecznego. Zwłaszcza, gdy ma charakter tylko symboliczny. O wiele istotniejsze jest to, co się czyni oprócz, albo wręcz zamiast tego: oddaje lekturze, pisze książkę lub przygotowuje dziecko do przedszkola.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3104947404696430804-1453261223825735321?l=wstepdowatpienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/feeds/1453261223825735321/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2010/06/zy-obywatel.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/1453261223825735321'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/1453261223825735321'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2010/06/zy-obywatel.html' title='Zły obywatel'/><author><name>Jacek Zalewski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16241706285054663748</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TF6APcm8_uI/AAAAAAAAAKw/1FH8VkOl8lk/S220/1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TB-U6Ng1qII/AAAAAAAAAGU/0xsWERsOip0/s72-c/film+1+-+Image0001.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3104947404696430804.post-1147370881171501768</id><published>2010-05-24T03:42:00.000-07:00</published><updated>2010-05-24T03:42:43.047-07:00</updated><title type='text'>Alternatywa</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.krytykapolityczna.pl/Lublin/Marsz-ONR-w-Lublinie-i-kontrdemonstracja/menu-id-257.html"&gt;Świat&lt;/a&gt;&amp;nbsp;czarno-biały:&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S_pXZL441EI/AAAAAAAAAFg/NiKWiac8x94/s1600/IMG_2357.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S_pXZL441EI/AAAAAAAAAFg/NiKWiac8x94/s320/IMG_2357.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;czy tęczowy?&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S_pXTNyaumI/AAAAAAAAAFY/6y4j_hUxgNo/s1600/IMG_2350.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S_pXTNyaumI/AAAAAAAAAFY/6y4j_hUxgNo/s320/IMG_2350.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3104947404696430804-1147370881171501768?l=wstepdowatpienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/feeds/1147370881171501768/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2010/05/alternatywa.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/1147370881171501768'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/1147370881171501768'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2010/05/alternatywa.html' title='Alternatywa'/><author><name>Jacek Zalewski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16241706285054663748</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TF6APcm8_uI/AAAAAAAAAKw/1FH8VkOl8lk/S220/1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S_pXZL441EI/AAAAAAAAAFg/NiKWiac8x94/s72-c/IMG_2357.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3104947404696430804.post-185416031569464037</id><published>2010-04-12T11:34:00.000-07:00</published><updated>2010-04-12T11:34:10.238-07:00</updated><title type='text'>Pogrzeb zaimka</title><content type='html'>&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Ilekroć mam jakiś problem, moje pierwsze myśli zawsze kieruję ku cmentarzowi lub, jeżeli okoliczności pozwalają, wybieram się tam na spacer. To właśnie medytacja wśród kamieni pod którymi spoczywają kości pozwala mi znaleźć nie tyle rozwiązanie problemów, lecz przede wszystkim, właściwą dlań perspektywę. Nasze codzienne spojrzenie jest bowiem kompromitująco &lt;i&gt;krótkie&lt;/i&gt;: odbija się od najmniejszej przeciwności i wraca z powrotem, jedynie potęgując wrażenie nieszczęścia, jakie nas spotkało. Nieszczęście… cóż my możemy o nim wiedzieć, skoro &lt;i&gt;żyjemy&lt;/i&gt;? Jedynie zajęcie nieskończonej perspektywy jakiegoś upadłego boga lub wywyższonego proroka pozwala nam dojrzeć rzeczy we właściwej im optyce jako przypadkowe i nietrwałe, a zatem niewarte większej uwagi. Czymże zatem może być nieszczęście oglądane z perspektywy wieczności, jeżeli nie ulotnym epizodem, niefortunną dygresją lub niedyskrecją czasu, który wskutek jakiegoś nieporozumienia zmuszeni jesteśmy spędzać tu, na ziemi?&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Bo i czym jest nieszczęście, jeżeli nie &lt;i&gt;skróceniem perspektywy&lt;/i&gt;, epistemologiczną deformacją poznawczą nakazującą nam widzieć bóstwo w czymś, co jest zaledwie &lt;i&gt;raną&lt;/i&gt;, a więc otwarciem? Ile trzeba mądrości, żeby zrozumieć, iż rana to dopiero początek?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Już choćby sama pobieżna lektura dat na nagrobkach pokazuje w jak nieubłagany sposób wieczność zrównuje wszystkie nieszczęścia, czyniąc z nich niestosowną anegdotę. „Ironia losu”, „chichot historii” – te idiotyczne i całkiem zasłużenie zbanalizowane powiedzonka, w tej optyce wyjątkowo odsłaniają jednak głębszy sens, nakazując się domyślać, że początek świata być może został opowiedziany jako dowcip. Stwórca z poczuciem humoru? Dlaczego nie? I doprawdy, bez względu na to, czy owym żartownisiem jest Bóg czy Demon, naszą jedyną puentą może być śmierć. Niestety, nie od nas zależy, czy spuentujemy ów żart z klasą…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Cmentarz to jeden z najlepszych wynalazków człowieka. Gdyby nie cmentarz, inny genialny wynalazek, jakim jest Bóg, okazałby się niepełny, zawodny, i w konsekwencji chybiony. No bo i jak długo idea Boga utrzymałaby się w świecie pozbawionym cmentarzy? Jedynie ich nagromadzenie &lt;i&gt;sui generis &lt;/i&gt;jako &lt;i&gt;kapsułek wieczności&lt;/i&gt; zapewnia idei bóstwa ciągłość trwania. Bez cmentarzy Bóg sam stałby się anegdotą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; A może pozbawić nagrobki informacji o „lokatorach”, zamiast imion i nazwisk, a przede wszystkim dat, jeno puste płyty? Czyż owe chłodne, anonimowe i w jakiś sposób złowieszcze nagromadzenie kości &lt;i&gt;poza czasem&lt;/i&gt; nie byłoby bardziej adekwatne dla kontemplacji wieczności? Być może. Wtedy jednak wieczność miałaby charakter &lt;i&gt;par excellence&lt;/i&gt; transcendentalny, to znaczy wydarzałaby się poza człowiekiem, poza jego świadomością. Napawałaby chwilowym dreszczem (jak stary nieznany dom w którym czai się &lt;i&gt;coś&lt;/i&gt;, nie wiemy co) i pozostawiwszy nieokreślone uczucie niesamowitości, rozpłynęłaby się we wrażeniach. Nagrobne napisy dają nam coś więcej; dają nie tylko do myślenia, ale i do wyobraźni. Wieczność bowiem pojąć możemy wyłącznie przez negację czasu, a więc przez &lt;i&gt;konkret&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; (Owa stara chińska przypowieść o małym ptaszku, który raz na milion lat przylatuje na szczyt góry, żeby potrzeć dziobkiem o jej wierzchołek. Otóż wtedy, kiedy ptaszek zetrze górę do samej podstawy, minie jedno mgnienie oka w wieczności).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Konkret uświadamia nam, że to, co robimy i czy w ogóle coś robimy, nie ma żadnego znaczenia. I tak skończym jako nagrobek. Oto, co zostawimy po sobie. Po cóż tedy się trudzić? Jaką wartość mają nasze ambicje. &lt;i&gt;Nic nie ma znaczenia&lt;/i&gt;. Jakże stąd blisko do owego buddyjskiego zalecenia nakazującego nie działać, nie stawiać oporu przepływającym wydarzeniom, zachowując przy tym pełną integralność świadomości przygotowującej się na swój rozpad. Gdyby nie moje neurozy, już dawno bym został buddystą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Zawsze miałem wrażenie, ba, pewność, że Herbert pomylił się straszliwie mówiąc, że należy płynąć pod prąd, albowiem z prądem płyną tylko śmieci. Fatalna pomyłka! Z prądem płynie przede wszystkim &lt;i&gt;woda&lt;/i&gt; i to woda jest figurą tao, ważną o tyle, że naśladując wodę, stajemy się harmonijną częścią środowiska. Płynąc pod prąd, nie zyskamy spokoju, owszem, zyskamy jeszcze więcej neuroz, ale tak właśnie jest zaprogramowana nasza śródziemnomorska umysłowość. Gdyby nie to, że czuję się intelektualnym spadkobiercą śródziemnomorskiej tradycji, natychmiast bym zawrócił, pozwalając wodzie unosić moją świadomość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Jakże iść pod prąd na &lt;i&gt;cmentarzu&lt;/i&gt;? Tam stawianie jakiegokolwiek oporu środowisku, próba przechytrzenia absolutu, okazania mu swojej wyższości albo tylko odrębności, oznacza pychę graniczącą z obłędem. Pokora i myślenie wykluczają się, a cmentarz dobitnie nam uświadamia, że świat doskonale sobie radzi bez produkowanych przez nasz umysł idei i nowinek. Skoro tak, po cóż zaznaczać swoją obecność, po cóż &lt;i&gt;pisać&lt;/i&gt;? Ja jednak muszę pisać. To mój los.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Swoją drogą, cmentarz to miejsce, gdzie słówko „ja” powinno być zakazane. Prawdę mówiąc, powinno być zakazane w ogóle. Tyle razy sam siebie napominałem, by dochować wierności owej koreańskiej tradycji i tak konstruować swoje myślenie, żeby „ja” całkowicie wyeliminować z języka. A mimo to, po gombrowiczowsku, cały czas przeklęte „ja, ja, ja”. Mojej osobowości wciąż brakuje hartu ducha, brakuje &lt;i&gt;klasy&lt;/i&gt;, żeby założyć sobie wewnętrzny cmentarz i już na zawsze pogrzebać owo nieszczęsne słówko. A jednak, z desperacją potępieńca, wciąż mam nadzieję na pogrzeb zaimka, wciąż mam nadzieję, że jakiś cud lub kataklizm pozwolą mi się go pozbyć.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Pogrzeb. Patrząc dzisiaj na trumnę stojącą na katafalku w tej cmentarnej kaplicy, myślałem o tym, że prawdopodobnie i ja się tam kiedyś znajdę. W sposób najzupełniej dosłowny: w tej kaplicy, na tym katafalku. Wyobrazić sobie, że nie dzieje się nic nadzwyczajnego, że jedynie grzebiemy zaimek!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S8NnZfkLbGI/AAAAAAAAAFQ/vRiYF32k2S0/s1600/5A.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S8NnZfkLbGI/AAAAAAAAAFQ/vRiYF32k2S0/s320/5A.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Miał rację Amiel pisząc, że wszystkie nasze odpowiedzi znajdują się na cmentarzu. Dlatego nie pytajcie mnie o sprawy doczesne. Nie znam się na nich. Nie znam się też na sprawach wieczności. O ile jednak wrodzone przywary i neurozy, tłumiona agresja i nędze z których sobie nawet nie zdaję sprawy pozwoliły mi szczęśliwie uniknąć katastrofy mądrości, to – darujcie tę odrobinę nieskromoności – pochlebiam sobie, że przynajmniej znam kierunek w którym wszyscy powinniśmy zwracać swój wzrok. Szukasz odpowiedzi? Oto cmentarz. Medytowanie o nim nie sprawi co prawda, że się staniesz mądrzejszy, ale pozwoli ci mniej dotkliwie odczuwać metafizyczną nędzę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3104947404696430804-185416031569464037?l=wstepdowatpienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/feeds/185416031569464037/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2010/04/pogrzeb-zaimka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/185416031569464037'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/185416031569464037'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2010/04/pogrzeb-zaimka.html' title='Pogrzeb zaimka'/><author><name>Jacek Zalewski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16241706285054663748</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TF6APcm8_uI/AAAAAAAAAKw/1FH8VkOl8lk/S220/1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S8NnZfkLbGI/AAAAAAAAAFQ/vRiYF32k2S0/s72-c/5A.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3104947404696430804.post-1975869913303669406</id><published>2010-03-30T13:17:00.000-07:00</published><updated>2010-03-30T13:23:06.736-07:00</updated><title type='text'>Misteria Paschalia</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S7JbhacKDiI/AAAAAAAAAE4/VFEeYUKO1Kc/s1600/10.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S7JbhacKDiI/AAAAAAAAAE4/VFEeYUKO1Kc/s320/10.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Misteria Paschalia, siódmy&amp;nbsp;&lt;a href="http://www.misteriapaschalia.pl/pl/1/0/2/strona-glowna"&gt;festiwal&lt;/a&gt; muzyki pasyjnej, dedykowany Bogu: istocie, która jeszcze do niedawna, poza mną samym, zdawała mi się jedyną istotną treścią wartą zgłębiania. A jednak porzuciłem Boga na rzecz bogów pomniejszej próby, rozczarowawszy się Absolutem, jąłem się zmagać z &lt;i&gt;językiem&lt;/i&gt;, z jakiegoś powodu uważając, że osiągnięcie doskonałości w tej dziedzinie uczyni mnie… równym Bogu? W ten sposób prokurowałem sobie swoją porażkę, czyniłem przygotowania do własnego, uczciwie wypracowanego upadku, jako że to, co istotne, tak czy owak wydarza się poza językiem, poza jakąkolwiek możliwością wypowiedzi.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Z Bogiem zawsze miałem zwadę z której niekoniecznie wychodziłem przegrany; owszem, zdarzało mi się formułować zarzuty wobec których nawet On był bezradny. Produktem ubocznym tego &lt;i&gt;sui generis&lt;/i&gt; przewodu sądowego był esej &lt;i&gt;Kulisy afery applegate&lt;/i&gt;, który otworzył mi niejedne filozoficzne drzwi i książka &lt;i&gt;Wstęp do wątpienia&lt;/i&gt;, która wypaliwszy mnie wewnętrznie, pozostawiła chłodnym i obojętnym. Bodaj, gdyby odrobina tego żaru przeszła w książkę, rozsadzając stronice i trawiąc umysły czytelników, gdyby się okazała dynamitem… Porażka. Zadaniem książki jest demoralizować czytelnika, siać w nim spustoszenie, usuwać mu grunt spod nóg; książka powinna być z założenia &lt;i&gt;niebezpieczna&lt;/i&gt;. Książki, które pozostawiają nas takimi, jakimi byliśmy wprzódy nie są wiele warte.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Z drugiej strony tym, komu książka czyni niewybaczalną krzywdę, niszcząc jego osobowość, wcale nie musi być czytelnik. Niekiedy piszemy książki jedynie po to, by nas samych zdemolowały wewnętrznie. Napisawszy taką, z czystym sumieniem możemy sobie rościć prawo do bycia istotami spełnionymi.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S7JbrVPlDSI/AAAAAAAAAFA/Y21qGtXWLRg/s1600/14.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S7JbrVPlDSI/AAAAAAAAAFA/Y21qGtXWLRg/s320/14.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Wróćmy do muzyki. Dla Emila Ciorana, osoby religijnej do granic, i zarazem niewierzącej do bólu, tylko muzyka zaświadczała o istnieniu Transcendencji. Gdyby nie było Boga, należałoby go wymyślić – wszyscy znamy ową oświeceniową maksymę autorstwa Woltera. Należałoby Go wymyślić, bo bez Boga nie byłoby muzyki – dopowiedzmy z pozycji całkiem współczesnych. Bo też z Bogiem wszyscy mamy swoje sprawy – i to bez względu na to, czyśmy wierzący, czy nie. Wystarczy być muzykalnym, wystarczy posłuchać dowolnej kantaty – i już mamy kontakt z Bogiem; zaś to, czy w niego wierzymy, jest sprawą najzupełniej drugorzędną. Ilekroć słucham Buxtehudego albo Bacha aż nadto rozumiem, że mogę się obyć bez innych form wiary; co więcej, nabieram żywego przekonania, że obcowanie z muzyką jest bodaj najwyższą formą obcowania z Transcendencją, bez względu na jej formalną lub teologiczną kwalifikację. I jeżeli nie potrafię tego świata zdyskwalifikować do końca, to wyłącznie ze względu na muzykę, która sugeruje, ba, daje mi pewność, że ten przeklęty już od początku (&lt;i&gt;afera applegate&lt;/i&gt;) świat, ma jednak jakąś nadzieję; że istnieje nadzieja na zbawienie; zbawienie – przez muzykę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Co roku, &lt;i&gt;z nabożeństwem&lt;/i&gt; wysłuchuję owych koncertów, które w Wielki Tydzień czynią z Krakowa duchową stolicę świata. Każdego wieczoru – nowy koncert. Bach, Buxtehude, Pergolesi, Couperin, i nade wszystko Vivaldi; „program obowiązkowy”, czyli Stabat Mater w najrozmaitszych opracowaniach, a do tego goście: nieprawdopodobna Roberta Invernizzi, i dalej: Sonia Prina, Sara Mingardo, Jordi Saval, Concerto Italiano, La Poeme Harmonique, Il Giardino Harmonico, Europa Galante i inni, którzy raz przyjechawszy do Krakowa, nie potrafią już do niego niewracać.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Nie podejmuję się opisać tej muzyki słowami, gdyż, jak powiedziałem, Misteria się wydarzają poza słowami. Na początku było Słowo… Jakiż to był upadek rzeczonego Słowa, kiedy tylko pozwoliło się wypowiedzieć! Muzyka przywraca odwieczny porządek, &lt;i&gt;harmonia praestabilita&lt;/i&gt;, czy też mówiąc dokładniej, przenosi nas przed Słowo, do czasów poprzedzających Boga, czasów doskonałości. Jakżeż umniejszył się Bóg, czyniąc się Słowem! Trudno doprawdy rozstrzygnąć, czy był to wyraz bezbrzeżnej naiwności Boga, czy też zaważyły inne względy. Dość, że od tej pory Bóg zasmakował w umniejszaniu się, kończąc wreszcie na krzyżu jako pospolity śmiertelnik. Muzyka cofa nas do czasów sprzed owego zgubnego nałogu, który okazał się fatalny zarówno dla Boga, jak i dla człowieka. Muzyka cofa nas do czasów, kiedy coś równie niedoskonałego jak Słowo i równie naiwnego jak Bóg, było czymś niesłychanym, nie do pomyślenia; było &lt;i&gt;skandalem&lt;/i&gt;. W związku z tym należałoby się cieszyć z ułomności Boga, któremu zabrakło klasy i który wskutek &lt;i&gt;przyrodzonej &lt;/i&gt;słabości wymusił na gatunku ludzkim wynalezienie jakichś środków zaradczych. I to właśnie Muzyka okazała się najlepszym lekarstwem na niedoskonałość Boga.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3104947404696430804-1975869913303669406?l=wstepdowatpienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/feeds/1975869913303669406/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2010/03/misteria-paschalia-siodmy-festiwal.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/1975869913303669406'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/1975869913303669406'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2010/03/misteria-paschalia-siodmy-festiwal.html' title='Misteria Paschalia'/><author><name>Jacek Zalewski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16241706285054663748</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TF6APcm8_uI/AAAAAAAAAKw/1FH8VkOl8lk/S220/1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S7JbhacKDiI/AAAAAAAAAE4/VFEeYUKO1Kc/s72-c/10.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3104947404696430804.post-1596784782203648408</id><published>2010-03-01T14:13:00.000-08:00</published><updated>2010-03-01T14:19:19.786-08:00</updated><title type='text'>Na kolana, głupcze!</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;Prawo do eliminowania każdego, kto nas drażni, winno figurować na pierwszym miejscu Konstytucji Państwa Idealnego.&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;Emil Cioran&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S4w7RRWi7hI/AAAAAAAAAEA/yME9scBGKog/s1600-h/kubu%C5%9B.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S4w7RRWi7hI/AAAAAAAAAEA/yME9scBGKog/s320/kubu%C5%9B.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Z głupotą zawsze miałem kłopot. Jak do niej podejść? Jak z nią współżyć? Wreszcie – jak ją rozumieć? Wiele czasu upłynęło, zanim zrozumiałem, że stawiam sobie niewłaściwe pytania. A przecież wiadomo, że jakie postawimy pytania, takie otrzymamy odpowiedzi. I próbując sobie na powyższe odpowiedzieć, raz po raz lądowałem na manowcach myśli. Zrezygnowany, jąłem się baczniej przyglądać temu, co &lt;i&gt;czuję,&lt;/i&gt; kiedy mam do czynienia z głupotą. Tym sposobem dotarłem do swoich instynktów, do atawistycznej agresji z jaką mam chęć mam chęć rzucić się na głupca i sprać go po pysku. To przynajmniej jest szczere i tu gdzieś, jak się domyślam, tkwi klucz do rozwiązania mojego problemu z głupcami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Kim jest głupiec, jeżeli nie owym mitycznym Innym, który nawiedza nasz swojski świat, niepokoi go, a bywa, że i niszczy? Stąd nasza naturalna skłonność do przemocy wobec Innego; przemocy, którą z takim trudem musimy się nauczyć hamować. Jednak w tym jedynym przypadku jestem skłonny sądzić, że naszej naturalnej niechęci wobec Innego (zapseudonimowanego pod postacią głupca) nie tylko nie powinniśmy powstrzymywać, ale wręcz hołubić ją i czynić coraz mocniejszą. To właśnie zrozumiałem, kiedy tylko przyznałem, że głupiec budzi we mnie agresję. Toż to najzdrowszy odruch!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Głupota, najogólniej rzecz biorąc, jest odmową wiedzy. Głupiec to nie ten, kto nie wie, ale ten, kto nie wie i &lt;i&gt;nie chce&lt;/i&gt; widzieć. W związku z tym niemożliwy jest dialog z głupcem. Głupca niepodobna oswoić. Przekonać. Zaprzyjaźnić się z nim. Najchętniej zeszlibyśmy głupcowi z drogi, ale on podąża za nami, narzuca się nam jak ostatni natręt, z&amp;nbsp; jakiegoś powodu sądząc, że jest nam &lt;i&gt;potrzebny&lt;/i&gt;. Stop! To nie on jest nam potrzebny, ale my jemu jesteśmy potrzebni w celu potwierdzenia własnego, wyimaginowanego statusu lub po prostu w celu zaspokojenia swoich egoistycznych potrzeb. Klasyczna heglowska dialektyka pana i niewolnika. Niewolnik podlega panu, ale przecież pan bez niewolnika byłby nikim. Pan potrzebuje niewolnika, żeby być panem, jest od niego &lt;i&gt;zależny&lt;/i&gt;, zatem, w sensie dialektycznym, pan jest niewolnikiem swojego niewolnika.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Dlatego mylimy się, sądząc naiwnie, że głupiec nam odpuści i pozwoli iść własną drogą. Skoro za naszą sprawą potwierdza swoją tożsamość, zrobi wszystko, żeby jak najdłużej przebywać w naszym towarzystwie, pasożytując na naszej cierpliwości lub zgoła niepotrzebnych skrupułach. Coż tedy możemy zrobić? Jak się przeciwstawić głupcowi? Jak uniknąć jego towarzystwa? – Raczej nie przekonamy go, żeby z własnej woli zostawił nas w spokoju. Owszem, możemy go wziąć i mechanicznie przesunąć jak przedmiot, który stoi na niewłaściwym miejscu, ale głupiec powróci. Co nam pozostaje? Strzelać?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Na głupotę najlepszym, jeżeli nie jedynym lekarstwem jest przemoc. Głupota jest niereformowalna, niezmienna w swojej esencji i może być tylko coraz głębsza. Próżne są nadzieje, że sama z siebie zechce cokolwiek zrozumieć. Głupotę należy niszczyć u źródła, to jedyny sposób na to, by się nie rozprzestrzeniała i nie zatruwała środowiska. A głupcy? Jak niszczyć głupotę nie czyniąc przy okazji szkody głupcom? – Ależ się nie da, bo przecież każdy głupiec będzie bronił swojej głupoty jak siebie samego. A że jest szkodnikiem, to w imię wyższych, szlachetnych wartości należy wykluczyć lub zmarginalizować jego udział w życiu społecznym, a co za tym idzie, pogodzić się, że będzie cierpiał.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Nie jest-że to jednak wylewanie dziecka z kąpielą? – Nie. To jest wylewanie wody razem z brudami, a sposób eksterminacji w sposób instruktywny pokazano nam &amp;nbsp;&lt;a href="http://wyborcza.pl/3292000,75478,7607854.html?back=/gazetawyborcza/1,75478,7607517,na_kolana__psie___.html"&gt;niedawno&lt;/a&gt; w młodzieżowym piśmie na zdjęciu reklamującym ubrania dla deskorolkowców.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Prawie nie czytam gazet, a już w szczególności kolorowych nawet, jeżeli są „na poziomie”. „Polityka”? „Wprost”? „Newsweek”? Nie widzę różnicy, a niuansów nie chce mi się szukać (przyjmuję, że są). W każdej bowiem ta sama formuła. Jednakowo sformatowane teksty w postaci niewielkich i strawnych kapsułek informacji dla osób, które chcą sobie wyrobić ogólne pojęcie w temacie, ale są zbyt zajęci lub leniwi, żeby przeczytać coś dłuższego.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Nie oglądam też telewizji. Nie oglądam nie tylko dlatego, że nie mam telewizora, ale że jest to mój świadomy wybór. Odmawiam oglądania czegoś równie żenującego, ogłupiającego… Nieliczne wartościowe programy, jakie – zapewne – jeszcze emituje telewizja publiczna potrafię sobie zastąpić wartościową książką i spotkaniami z wartościowymi ludźmi. A kiedy przypadkowo zajrzę do telewizora, nie rozumiem przekazu. Nie rozumiem reklam, o co chodzi w najmodniejszych aferach, a gdybym obejrzał wiadomości, prawdopodobnie mój poziom rozumienia rzeczywistości rychło zdemaskowałby mnie jako wtórnego analfabetę.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; (Doprawdy, wszyscy winniśmy zrobić użytek z sugestii Ryszarda Przybylskiego i wyrzucić to „ześcierwione pudło” przez okno. Świat (wewnętrzny) od razu stanie się bogatszy, subtelniejszy.)&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Aż tak daleko oddaliłem się od tzw. „świata”? A może jestem niesprawiedliwy wobec tych wszystkich, których &lt;i&gt;in corpore&lt;/i&gt; oczerniam od początku tego tekstu? Wszak mądrość człowieka mierzy się także umiejętnością rozumienia otaczającego świata, a u mnie ta umiejętność występuje w szczątkowej postaci. Pozwólcie mi jednak przynajmniej się bronić. Może nie rozumiem, jaki mają sens kolejne komisje ds. afery i dlaczego popularny polityk postanowił zrezygnować z kandydowania na prezydenta, ale za to umiem czytać ze zrozumieniem Heideggera. Z zapałem rozprawiam o &lt;i&gt;aletheia &lt;/i&gt;i różnicy pomiędzy &lt;i&gt;episteme &lt;/i&gt;a &lt;i&gt;doxa&lt;/i&gt;. Czytam i szanuję Ryszarda Przybylskiego. Potrafię się wyrazić krytycznie o Ryszardzie Kapuścińskim. Namiętnie słucham koncertów skrzypcowych. Kantat Bacha i Buxtehudego. Jednego tylko nie udało mi się osiągnąć: takiego stanu skupienia wewnętrznego, w którym nie znamy nawet nazwiska aktualnie panującego władcy.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Przywołana reklama ubrań musi wprawiać w zaklopotanie, a potem we wściekłość. – Jak to? Można tak po prostu pokazać małolata, który przykłada policjantowi pistolet do skroni i mówi: „na kolana, psie”? Twórca reklamy mówi, że przecież deskorolkowcy to mądrzy ludzie, z dystansem do świata, zatem przekazu nie potraktują poważnie.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Aha, żart. W dodatku subtelny i wielopoziomowy, bo jak twierdzi dalej pomysłodawca reklamy – marzeniem każdego deskorolkowca jest zabić policjanta. Powszechnie bowiem wiadomo, że deskrolkowcy żywią do policjantów niechęć i najchętniej by ich „odpalili”. No ale to mądrzy ludzie. Narastającą frustrację będą dusić w sobie, a policjantowi krzywdy nie zrobią. Całe szczęście, że są takie reklamy. Sfrustrowany deskorolkowiec może się utożsamić z młodym bohaterem ze zdjęcia i w ten sposób skanalizować swoje napięcie. Klasyczny freudowski mechanizm przeniesienia, który sprawia, że wszyscy znowu są szczęśliwi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Ja nie jestem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Głupota czyni ze mnie sfrustrowanego humanistę, który nie mogąc sobie poradzić z otaczającymi głupcami, najchętniej zamieniłby ołówek na karabin i zaczął strzelać.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Może to nie jest zły pomysł? Bądźmy jednak równie subtelni, co autor reklamy. Wyobraźmy sobie alternatywną fotografię. Pomysłodawca reklamy, przemilczmy nazwisko, klęczy na ziemi. Jakiś sfrustrowany humanista przykłada mu do głowy broń i mówi: „giń, głupcze!”. Jakaż się wtedy otwiera przestrzeń, wreszcie jest gdzie oddychać! Rzeczony fantazmat uwalnia nas od napięcia, bo w każdej chwili możemy sobie zwizualizować dowolnego głupca, którego z największą przyjemnością eksterminujemy z tego świata czyniąc go choć trochę lepszym. Oczywiście to wszystko jest umowne. Nikt nie będzie nikogo namawiał do zabijania idiotów. To tylko żart, nawet, jeżeli opatrzymy go inskrypcją „&lt;i&gt;stupidity is a crime&lt;/i&gt;”. Przecież humaniści są równie mądrzy, co deskorolkowcy i wiedzą, gdzie leży granica. Tak więc, chociaż najchętniej pozabijaliby głupców, to przecież dość im będzie zidentyfikować się z bohaterem fotografii i z miejsca staną się szczęśliwi.&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S4w7fOMd7fI/AAAAAAAAAEI/ebNkRqXLVbY/s1600-h/film+6+-+15.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S4w7fOMd7fI/AAAAAAAAAEI/ebNkRqXLVbY/s320/film+6+-+15.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Obawiam się, że nie mamy dość amunicji, żeby wystrzelać wszystkich głupców tego świata. Podejrzewam, że należy nauczyć się z nimi żyć. Jak? To przedmiot odrębnych rozważań…&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3104947404696430804-1596784782203648408?l=wstepdowatpienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/feeds/1596784782203648408/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2010/03/na-kolana-gupcze.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/1596784782203648408'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/1596784782203648408'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2010/03/na-kolana-gupcze.html' title='Na kolana, głupcze!'/><author><name>Jacek Zalewski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16241706285054663748</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TF6APcm8_uI/AAAAAAAAAKw/1FH8VkOl8lk/S220/1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S4w7RRWi7hI/AAAAAAAAAEA/yME9scBGKog/s72-c/kubu%C5%9B.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3104947404696430804.post-991523217122714969</id><published>2010-02-14T03:18:00.000-08:00</published><updated>2010-02-14T03:41:22.184-08:00</updated><title type='text'>Miłość i ideologia</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S3fbWcaLo5I/AAAAAAAAACw/704SxAOsmDg/s1600-h/film+4+-+15.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S3fbWcaLo5I/AAAAAAAAACw/704SxAOsmDg/s320/film+4+-+15.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;Dopiero zakochując się pojmujemy, jak bardzo jest niedorzeczne, a nawet skandaliczne, że nasze uczucie, które nam się zdaje sprawą prywatną, intymną, może być sądzone przed trybunałami równie sztucznymi i arbitralnymi, co Prawo, Społeczeństwo lub Obyczaj. Kochając zgodnie z ich kodeksem, nawet nie zauważamy problemu – tak jak nie widzi swojej kondycji niewolnik mający dość długi łańcuch. Niechże jednak nasze uczucie wykroczy poza obowiązujące społecznie ramy, rychło przekonamy się, że to, co uważamy za naszą świętą i niezbywalną prywatność, jest publiczną własnością, „dobrem publicznym” – a niekiedy i złem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Paweł Leszkowicz i Tomek Kitliński napisali wspólnie &lt;a href="http://www.aureus.pl/ksiazki.php?ksiazka=34"&gt;książkę&lt;/a&gt; pokazującą, co to znaczy w Polsce kochać „niewłaściwie”. Przewrotny tytuł ich książki, Miłość i demokracja&amp;nbsp; jest nieco kłopotliwy, bo po pierwsze w miłości nie ma demokracji; po drugie miłość – jeżeli dotyczy par jednopłciowych – jest w demokratycznej Polsce czymś w najwyższym stopniu niewłaściwym. Właśnie odyseja „niewłaściwej” miłości w demokratycznej Polsce jest tematem książki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Sztuka, filozofia i religia na świecie otwiera nas na podmiotowość homoseksualistów. Lesbijki i geje to pełnoprawni obywatele świata. A w Polsce? Wstręt do odmieńców łączy się tu z nienawiścią do kobiet, „obcych” i… sztuki, która kultywuje inność” – czytamy w résumé książki. Dlatego autorzy interpretują sztukę (Paweł – krytyk sztuki), eksplorują podmiotowość człowieka (Tomek – pisarz, filozof i artysta) starając się pokazać, że nie ma specjalnej różnicy (poza orientacją płciową) pomiędzy osobami homo i heteroseksualnymi. Pokazują też, jak orientacja ta, dla samych zainteresowanych nie warta nawet wzmianki, będąca czymś oczywistym, w społecznym odbiorze urasta do rangi cechy naczelnej będącej podstawą wykluczenia i naznaczenia istot homoseksualnych jako Innych, zatem gorszych.&lt;br /&gt;Pokazują, że w Polsce, w kraju Unii Europejskiej, w kraju wolności słowa i wyznania, demokratycznym i obywatelskim, nadal nie można się bezkarnie zakochać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest jednak jakiś postęp. Dzisiaj gej i lesbijka otwarcie mówią o swojej inności, i o krzywdzie także. Niewiele to, co prawda w ich sytuacji zmienia, jednak w stosunku do wieków poprzednich, są w o tyle korzystnej sytuacji, że mogą swój głos przeciwstawić głosom homofobicznym. Paweł i Tomek nazywają ten stan rzeczy „zerowym dualizmem”, czyli wyrównaniem frontu za i przeciw. Nastąpił on po „etapie nienawiści”, w którym odmieńcy byli bezlitośnie spychani do podziemia, skazywani na kulturową i społeczną afazję, a bywało, że i na śmierć. To jednak nadal chora sytuacja, gdy głosy opowiadające się za tolerancją i nietolerancją ważą (prawie) tyle samo. „Obydwie strony są prawie jednakowo obecne. Plus i minus dają jednak wynik zerowy”, i to właśnie owo „zero” – uważają autorzy – jest prawdopodobnie „najwyższym poziomem sprawiedliwości seksualnej, na jaki polska polityka i społeczeństwo mogą się obecnie wspiąć”.&lt;br /&gt;Gdy jednak uświadomimy sobie poziom dojrzałości polskiego społeczeństwa, uwzględnimy jego specyfikę moralną i mentalną możemy być pewni, że etap trzeci, w którym seksualni odmieńcy płynnie wpiszą się w pluralistyczne społeczeństwo funkcjonujące w oparciu o wzajemne poszanowanie swojej inności, długo będzie jeszcze w Polsce etapem utopii.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S3feuKvew9I/AAAAAAAAADQ/XM34NeEVGck/s1600-h/film+4+-+26.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S3fgL9Eab0I/AAAAAAAAADg/gLjzIsHNJMA/s1600-h/film+4+-+21A.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S3fgL9Eab0I/AAAAAAAAADg/gLjzIsHNJMA/s320/film+4+-+21A.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;Każda idea, która porusza i polaryzuje społeczeństwo, zawiera w sobie polityczny kapitał. Religia, muzyka rockowa, teatr, mniejszości etniczne lub seksualne, jeżeli generują dyskusję publiczną, rychło stają się immanentną częścią sceny politycznej. Prowadzi to w prostej linii do przekształcenia idei w ideologię, co znaczy, że zabranie głosu w dyskusji przestaje być niewinne. Nie trzeba gwałtownie atakować idei lub jej bronić, dość wyrazić swoją opinię, żeby znaleźć się na barykadzie. W ten sposób homofobia przestała być prywatną sprawą jednostki, a my, określając swój stosunek do osób homoseksualnych, zarazem określamy się w relacji do władzy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Łatwo to zrozumieć poprzez inwersję problemu: zadeklarowawszy publicznie swoją niechęć do gejów, jest się homofobem, do Żydów, antysemitą, do dajmy na to Eskimosów, już tylko dziwakiem. Dlaczego? Bo niechęć do Eskimosów &lt;i&gt;nie jest ważna&lt;/i&gt;. Eskimosi nie są ważni. Nie generują idei polaryzujących społeczeństwo. Ot, ideologiczne przeoczenie pozwalające bezkarnie manifestować swoją niechęć do Innego. O ile bowiem można się jeszcze kompromitować prywatnie, to jest już rzeczą niewybaczalną skompromitować się jako podmiot ideologiczny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka Tomka i Pawła nie chce (i rzecz jasna nie może) być neutralna. To heroiczna, prawie samobójcza próba oczyszczenia naszej świadomości z przekonań, że homoseksualizm to choroba (na liście chorób WHO homoseksualizm nie widnieje); oraz pokazania, że nie jest niczym złym posiadanie „orientacji seksualnej” (nikogo nie powinno obchodzić jakiej). Pragnienie likwidacji tych przesądów skorelowali ze wskazaniem pozytywnych przykładów twórczości artystycznej i aktywności społecznej istot homoseksualnych.&lt;br /&gt;Przesądy jednak odporne są na Argument. Dowodem antysemityzm, którym rządzi logika ideologii pozwalająca również argumenty przeciwne wpleść w swoją tkankę i obrócić na swoją korzyść. W tym sensie dla świadomości ideologicznej, jaka charakteryzuje homofoba, nawet aktywność twórcza osoby homoseksualnej nie jest dowodem na jej normalność, wręcz przeciwnie. Jej wytwory z góry uzna ją za chore, bo stworzone zostały przez lesbijkę, geja… Ideologiczne błędne koło dowodzenia zamyka się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S3fgUlj-DsI/AAAAAAAAADo/w5V9hdDYVFM/s1600-h/film+4+-+26.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S3fgUlj-DsI/AAAAAAAAADo/w5V9hdDYVFM/s320/film+4+-+26.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Dwie młode kobiety na Paradzie Równości niosą transparent z hasłem: „zgadnij, która z nas jest lesbijką”. Sugestywne, ale jałowe – i to pomimo, że ich intencja jest oczywista. To, że są nie do odróżnienia, nie znaczy nic, logika ideologii i tak bowiem z góry przesądza o nienormalności tej, która jest lesbijką, brak możliwości jej bezpośredniego zidentyfikowania nie ma tu nic do rzeczy.&lt;br /&gt;Zwłaszcza że „normalny” chuligan nie docieka, rzuca kamieniami w obie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bądźmy przez chwilę adwokatami diabła. „Homofobia jest nielegalna” – twierdzą autorzy, to znaczy nielegalny jest strach przed człowiekiem. Ale czy sama homofobia jest chorobą? Jeżeli tak, byłby to szczególny przypadek sytuacji, w której choroba stawia nas w konflikcie z prawem.&lt;br /&gt;Homofobia może ostatecznie być prywatną sprawą jednostki, nikt nikogo nie powinien rozliczać z jego dolegliwości. Problem pojawia się, kiedy homofobia – tak jak homoseksualizm – podniesiona zostaje do rangi ideologii.&lt;br /&gt;Sytuacja, w której homofob i gej nawzajem oskarżają się o chorobę jest ideologiczna &lt;i&gt;par excellence&lt;/i&gt;. Jak blisko stąd do owej totalitarnej paranoi, która stulecie temu nakazywała hospitalizować ludzi ze względu na przekonania! Taka jest jedna z konsekwencji „zerowego dualizmu”, ekonomia ideologii pozwala gejowi i homofobowi swobodnie wymieniać się miejscami w ramach tego samego konfliktu, dzięki czemu obaj mają do dyspozycji te same argumenty, których i tak nawzajem nie słyszą. „Zerowy dualizm” to także zero dialogu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Paweł i Tomek z uporem przypominają rzecz podstawową: chodzi o miłość. Człowiek kocha człowieka i chce z nim żyć, tworzyć wspólny świat. Co za różnica kogo kocha, nikt nikomu nie powinien wybierać podmiotu miłości. A jednak społeczeństwo nadal uważa, że ma prawo decydować o szczęściu i życiu prywatnym poszczególnych jednostek. I nagle gej dowiaduje się, że jego miłość jest „zła”, „chora” – i że powinien jak najszybciej przestać kochać. To jest dopiero chore! Wyobraźmy sobie my, heteroseksualni, że powinniśmy wyrzec się miłości do swoich najbliższych, ponieważ naszej miłości nie akceptuje Bóg, policjant lub głowa państwa – prawda, że niedorzeczne?&lt;br /&gt;Otóż bowiem nie wystarczy, żebyśmy my, "normalni", kochali słusznie. Ważne jeszcze, żeby sąsiad, w swoim domu, również kochał słusznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S3fgjcZN26I/AAAAAAAAADw/Yhyu54LIUwQ/s1600-h/film+4+-+9.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S3fgjcZN26I/AAAAAAAAADw/Yhyu54LIUwQ/s320/film+4+-+9.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;„Wobec homoseksualizmu odpychanie łączy się z przyciąganiem. Gdyby tego przyciągania nie było, zostawiono by gejów i lesbijki w spokoju”. Prawda, że oczywiste? Cóż mnie obchodzi, co sąsiad z przyjacielem robią w swoim domu? Jeżeli robią coś złego, Bóg ich osądzi, nie muszę ja.&lt;br /&gt;Jednak muszę, to jest nie do zniesienia. „Nie mam niczego, tylko homofobię, i to czyni mnie wartościowym człowiekiem, i to daje mi prawa polityczne, to czyni mnie wyjątkowym krajem. Mnie, Polskę w Europie”. Wypada tedy podziękować Bogu za tych okropnych gejów bez których byłbym nikim – i przy okazji wpaść w teologiczną pułapkę, której charakter celnie oddał F.Barbero, włoski duchowny, który stracił funkcje kościelne za udzielenie błogosławieństwa parze gejów: „geje są gejami, bo takich ich stworzył Bóg. Bóg nie produkuje wadliwych serii. Bóg to nie Fiat”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy można stanąć ponad ideologią, zająć pozycję zewnętrznego obserwatora, być „trzecią stroną” konfliktu? Oczywiście, że nie. Logika ideologii wyklucza niezaangażowanie, „kto nie jest z nami, jest przeciwko nam”. To dlatego logika ta wyklucza sprawiedliwość, strony są zawsze w radykalnej asymetrii, uzgodnienie relacji nie jest możliwe i dlatego przedostatnim (przed całkowitym zniszczeniem przeciwnika) etapem konfliktu jest wojna.&lt;br /&gt;Kamienie, spadające na głowy uczestników Marszów Tolerancji, gejów, lesbijek i osób popierających ich prawo do normalnego życia są zatem zupełnie naturalnym sposobem argumentowania – i już po doborze środków widać, dla której ze stron konflikt jest bardziej ideologiczny.&lt;br /&gt;Pozostaje tylko wierzyć, być może naiwnie, że słowo, w zderzeniu z kamieniem, jednak zwycięży, że w końcu to dialog, a nie prymitywna przemoc zechce rozstrzygać o zasadach życia społecznego. Na razie bowiem bycie gejem w Polsce to ciężki kawałek chleba.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S3fgyDk20KI/AAAAAAAAAD4/47GkJ7smByM/s1600-h/film+6+-+22.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S3fgyDk20KI/AAAAAAAAAD4/47GkJ7smByM/s320/film+6+-+22.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Partie Pawła czyta się jak reportaż, to prawie dokument; partie Tomka są jak poezja. Doskonale się uzupełniają. Obaj włożyli wiele trudu w wykazanie, że gej jest człowiekiem jak wszyscy. Być może ich trud jest próżny – w pierwszym rzędzie dlatego, że po ich książkę nie sięgnie nikt, kto już wcześniej nie jest o tym przekonany. Jest to jednak książka potrzebna – mamy bowiem w Polsce duże zapotrzebowanie na powtarzanie ogłupiałemu społeczeństwu prawd podstawowych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Osobiście mogę się jedynie cieszyć, że nie jestem gejem, Żydem, kosmitą, czy jakimkolwiek niepoprawnym politycznie Innym zamieszkującym ten kraj. W kraju bowiem, w którym nietolerancja jest politycznym kapitałem, jest bardziej niż pewne, że wkrótce przyszłoby mi walczyć o podstawowe prawa, które ze względu na moją problematyczną „normalność” wydają mi się czymś oczywistym.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3104947404696430804-991523217122714969?l=wstepdowatpienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/feeds/991523217122714969/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2010/02/miosc-i-ideologia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/991523217122714969'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/991523217122714969'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2010/02/miosc-i-ideologia.html' title='Miłość i ideologia'/><author><name>Jacek Zalewski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16241706285054663748</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TF6APcm8_uI/AAAAAAAAAKw/1FH8VkOl8lk/S220/1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S3fbWcaLo5I/AAAAAAAAACw/704SxAOsmDg/s72-c/film+4+-+15.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3104947404696430804.post-699578338118967738</id><published>2010-02-03T08:50:00.000-08:00</published><updated>2010-02-03T09:18:45.434-08:00</updated><title type='text'>Meister Diabeł</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;Diabeł &lt;i&gt;sum et humani nil a me alienum puto &lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S2hK9tkMyAI/AAAAAAAAACQ/uCCUFYkITNw/s1600-h/Wodzi%C5%84ski.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S2hK9tkMyAI/AAAAAAAAACQ/uCCUFYkITNw/s320/Wodzi%C5%84ski.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Kolejny wykład Cezarego Wodzińskiego z cyklu "&lt;a href="http://kultura.lublin.eu/wiadomosci,1,3194,Go%C5%9Bcinno%C5%9B%C4%87_czyli_ciekawo%C5%9B%C4%87_innego.html?locale=pl_PL"&gt;Jak żyć&lt;/a&gt;", tym razem poświęcony Dostojewskiemu, tytuł: "&lt;a href="http://ck.lublin.pl/index.php?mod=news&amp;amp;nid=1299"&gt;Rozmowa Iwana z diabłem&lt;/a&gt;". Już prawie od roku Wodziński uczy nas, lubelaków, życia. Lublin do tego stopnia nie potrafi "żyć", że gdy zapowiadano jeden z pierwszych wykładów, prowadzący ogłosił, że będziemy mieli przyjemność usłyszeć wykład "jak żyć z Cezarym Wodzińskim", co ten natychmiast poczuł się zobowiązany sprostować. Prowadzących w ogóle jest dwóch. Jeden z nich (autor wymienionego lapsusu) to Janusz Opryński, dyrektor znakomitego skądinąd teatru Provisorium. Drugi prowadzący to dominikanin o. Tomasz Dostatni, tutejszy celebryta, bez którego nie może się obejść żadna poważna debata w mieście. Wykład? Doskonały, jak zwykle. W dodatku uświetniony obecnością Krzysztofa Majchrzaka, arcybrawurowo interpretującego kluczowy dla wykładu firagment &lt;i&gt;Braci Karamazow&lt;/i&gt;. W ogóle obecność Majchrzaka to jeden z mocnych punktów każdego spotkania. Bo nie dość, że doskonały aktor, ale jeszcze inteligentny człowiek. Majchrzak i Wodziński, obaj majstrowie w swoim fachu - co widać - polubili się serdecznie i doskonale się uzupełniają. Pierwszy wykład, poświęcony bodaj Heideggerowi, ilustrował aktorsko Adam Woronowicz, aktor może i dobry, ale pozbawiony charyzmy meister Majchrzaka, koniec końców musiał mu ustąpić pola.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Wracając do wykładu, można się jedynie przyczepić do samego początku, do bólu historycznego, poświęconego sprawom, które każdy znający dzieje teodycei w myśli europejskiej zna na pamięć. Bo i dla kogóż może być atrakcją kolejne odtworzenie tego starego problematu w ujęciu Leibniza lub Kanta? Wszyscy wiemy, że dobroci Boga i obecności Zła na świecie pogodzić niepodobna, a każda próba "racjonalnej teodycei" to projekt z góry skazany na klęskę. Dlatego Rozum (&lt;i&gt;ratio&lt;/i&gt;) stawia ultimatum: albo Zło albo Bóg - i przegrywa, albowiem człowiek nie potrafi zrezygnować ani z jednego, ani z drugiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Kim jest, proszę państwa diabeł? Wbrew tradycji chrześcijańskiej, która radykalnie zubażając postać diabła, widzi w nim istotę całkowicie złą, należy uznać i pogodzić się z jego aksjologiczno-ontologiczną niejednoznacznością. "Diabeł, nawet jeżeli mówi prawdę, to kłamie" - powiada Kołakowski i tym samym daje próbkę nie tyle przewrotności, co wielowymiarowości postaci diabła, który w zależności od przyjętej perspektywy, może się okazać dobry, bądź zły. Diabeł Dostojewskiego jest - co za afront dla naszej moralności! - dobry. Mało tego, jest w swojej dobroci nadzwyczaj ludzki, jest zgoła bardziej człowiekiem, niźli sam człowiek: "Na Boga, nie mogę sobie wyobrazić, jakim sposobem mogłem być kiedyś aniołem. Jeżeli nawet kiedyś nim byłem, to tak dawno, że nie grzech o tym zapomnieć. Teraz cenię tylko swoją reputację przyzwoitego człowieka i żyję, jak się da, starając się być przyjemnym. Szczerze kocham ludzi, a ileż to razy rzucano na mnie potwarze!" (&lt;i&gt;Bracia Karamazow&lt;/i&gt;). Jak to? - Diabeł, pozwalający sobie posiadać najzupełniej ludzkie słabości; diabeł, który grzeszy kiepską pamięcią i w dodatku cieszy go własna przyzwoitość? Doprawdy, jest czymś niegodnym przyzwoitego człowieka gardzić istotą tak niedoskonałą i zarazem tak pełną miłości, jak diabeł. Może zatem nasze cnoty są przereklamowane? Może &lt;i&gt;w istocie&lt;/i&gt; jesteśmy gorsi od tego, którego z dużą dozą naiwności uważamy za "wcielenie Zła"? Przyjrzyjmy się bliżej &lt;i&gt;własnej &lt;/i&gt;niedoskonałości, własnej naiwnej przewrotności - także po to, by zrozumieć format istoty, której nienawidzimy za jej "zło". Meister Diabeł &lt;i&gt;dicit&lt;/i&gt;: "Jestem chyba jedynym człowiekiem na kuli ziemskiej, który kocha prawdę i szczerze pragnie dobra. Byłem przy tym, kiedy zmarłe na krzyżu Słowo wstępowało do nieba, niosąc na swoich piersiach duszę ukrzyżowanego łotra, słyszałem radosne głosiki cherubinów, śpiewających i wołających &lt;i&gt;hosanna &lt;/i&gt;i grzmiący krzyk zachwytów serafinów, od którego zatrzęsło się niebo i cały wszechświat". Ileż diabelstwa musi być w człowieku nienawidzącym kogoś takiego! Osobliwa inwersja: ruski diabeł jest bardziej człowieczy od człowieka; &lt;i&gt;tego &lt;/i&gt;człowieka, który z nieznanych sobie powodów sam staje po stronie diabelstwa, nienawidząc tego, co dobre i piękne. Innymi słowy, ruski diabeł to dobroć wcielona, który wbrew swojej woli, a głównie za sprawą złego człowieka, czyni zło lub jest o nie posądzany. Dostrzegacie państwo symetrię? Jeżeli nie, proszę zwrócić swoją uwagę w stronę mocy niezgłębionej i tajemniczej, a przy tym nieskończenie złej: w stronę &lt;i&gt;niemieckiego &lt;/i&gt;diabła. Tenże bez ogródek przyznaje:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Jam częścią części, która ongiś wszystkim była,&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Jam częścią tej ciemności, co światło zrodziła&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;(Jam) tej siły cząstka mała, która wciąż złego&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;pragnie, a dobro wciąż działa.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;&amp;nbsp; Faust&lt;/i&gt;, Goethe&lt;i&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt; &lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S2mh0b9eaGI/AAAAAAAAACg/d3BpBz5e7kk/s1600-h/meister+Majchrzak.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S2mh0b9eaGI/AAAAAAAAACg/d3BpBz5e7kk/s320/meister+Majchrzak.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;Goetheański diabeł jest całkowitym przeciwieństwem diabła Dostojewskiego. Jest, zgodnie ze swoją teologiczną funkcją, czystym Złem, wszelako takim, które - wbrew teologii, a przecież wpisane w dzieło stworzenia - realizuje &lt;i&gt;nie swój&lt;/i&gt; scenariusz i czegokolwiek nie dotknie, na dobre to obraca. Ruski diabeł - dobry. Niemiecki - zły. Ruski - czyni zło. Niemiecki - dobro. Eks-kluzywny charakter tej symetrii jest tylko pozorny, albowiem tym, co łączy te wykluczające się elementy jest nadrzędna wola zmuszająca oba diabły do czynienia rzeczy niezgodnych z ich naturą. I tutaj się ujawnia in-kluzywny charakter diabłów: jeden i drugi jest zmuszony działać wbrew sobie. A dobro i zło nie są sobie przeciwne, lecz wymieniają się miejscami - na chwilę tylko - bo zaraz wracają na swoje poprzednie miejsca. Dobro przechodzi w Zło. Zło w Dobro... nie ma końca tej wymianie.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Owo zachwianie związane z brakiem stabilnej podstawy na której moglibyśmy umieścić zasadę Dobra i Zła, samo ma charakter fundamentalny. Zła i Dobra nie należy tu rozumieć w znaczeniu moralnym, lecz &lt;i&gt;par excellence&lt;/i&gt; ontologicznym. Chodzi o to, co &lt;i&gt;jest &lt;/i&gt;i zarazem korelatywnie o to, czego &lt;i&gt;nie ma&lt;/i&gt;. Jeżeli żyjemy na "najlepszym z możliwych światów", wówczas Zło jest zaledwie brakiem Dobra; jest tym, co &lt;i&gt;nic&lt;/i&gt;, zatem niczym... Dlaczego żyjemy na najlepszym z możliwych światów? Bo tylko przyjmując to jako aksjomat teodycea jest w stanie pogodzić nieskończoną dobroć Boga z doświadczeniem Zła, jakie jest naszym udziałem. Zło w tej optyce jawi się jedynie jako puste miejsce, szczelina w bycie, w tym co &lt;i&gt;jest&lt;/i&gt;, a więc - w tym, co dobre. Zło, w sensie metaforycznym i zarazem ściśle ontologicznym, unicestwia byt, czyni go niczym, sprawia, że to, co &lt;i&gt;jest&lt;/i&gt;, przechodzi w &lt;i&gt;nic&lt;/i&gt;. I na odwrót. Jako, że Zło przechodzi w Dobro, Nic staje się Czymś (co &lt;i&gt;jest&lt;/i&gt;), a potem znowu Niczym... I tej wymianie również nie ma końca.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Dobro i Zło są wymienne, zatem nigdy nie wiemy, czy stąpamy po twardym gruncie (tym, co &lt;i&gt;jest&lt;/i&gt;), czy wirujemy w przestrzeni (w ontologicznej pustce powstałej w miejscu niegdysiejszego Dobra)&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Oto fundament ludzkiej egzystencji: brak stabilnego gruntu. Więcej nawet! To przecież byłoby &lt;i&gt;coś&lt;/i&gt;: wiedzieć, czy w danym momencie mamy pod stopami grunt, czy też spadamy. Nawet tego nie wiemy! Kondycję ludzką określa radykalna niepewność: jestem, czy mnie nie ma; jestem dobry, czy zły; diabłem jestem, czy człowiekiem? Odpowiedź może być jedynie prowizoryczna i chwilowa; teraz jestem człowiekiem, ale za chwilę odezwie się we mnie diabelstwo, grunt przejdzie w bez-grunt!&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Nie potępiajmy przeto zbyt pochopnie diabła. Nigdy nie wiemy, czy akurat się nie zmienił; i czy na zasadzie owej ontologicznej wymiany - nie potępiamy właśnie samych siebie! W dodatku niesłusznie!&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Tyle Wodziński, w "telegraficznym skrócie". Konkluzja wykładu była taka, że nie może sobie rościć prawa do miana człowieka nikt, kto nie doświadczył w swoim życiu owego rozchwiania, owej niestabilności, fundamentalnego braku w sobie, mówiąc wprost: diabelstwa... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S2mojUAvPvI/AAAAAAAAACo/xMORtJLzExk/s1600-h/meister+Majchrzak+-+tablica.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S2mojUAvPvI/AAAAAAAAACo/xMORtJLzExk/s320/meister+Majchrzak+-+tablica.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Wykład opóźnił się o prawie kwadrans. Opryński nawet przepraszał, mówiąc, że z drogi "dzwonią ludzie", którzy "właśnie" dojeżdżają. Spojrzałem na pierwszy rząd i faktycznie, nie zobaczyłem Janusza Palikota, który jak dotąd nie opuścił żadnego wykładu. Jakoż wykład rozpoczął się równo w chwili, kiedy Palikot zasiadł na zarezerwowanym dlań miejscu... Gdybym tak ja zadzwonił?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Spotkania z Wodzińskim gromadzą liczną lubelską śmietankę towarzyską. Bywaniem na wykładach lub piątkowych wernisażach drugorzędnych malarzy i fotografików zapewnia sobie ona akces do kultury "wysokiej". Czekając na wykład, który ze względu na nieobecność Palikota opóźniał się, byłem zmuszony biernie uczestniczyć w rozmowie rozbawionego towarzystwa, które siedziało za mną. Od konstatacji, że nic nie rozumieją z metaforycznego języka Wodzińskiego płynnie przeszli do nietrafionych ze względu na kryzys inwestycji. Elita...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Jak wspomniałem, spotkania z Wodzińskim, nie wiedzieć czemu, mają dwóch prowadzących. Jeden (Opryński) na początku wita gości, drugi (o.Dostatni), po wykładzie zadaje "mądre" pytanie. Raz jednak, pod nieobecność Opryńskiego, otworzył wykład, poświęcony bodajże Heideggerowi. Swoim szkolonym, modulowanym głosem duchownego, rozpoczął mniej więcej tak, cytuję z pamięci: "...przypomina mi się przygoda, jaką przeżył kiedyś Antoni Słonimski. Otóż wracając do domu, zobaczył on mężczyznę, który będąc "pod dobrą datą", zmagał się z płaszczem i nijak nie mógł z nim dojść do porozumienia. Płaszcz żadną miarą nie chciał dać się założyć. Wtedy Słonimski sobie uświadomił, że w zmaganiach człowieka z płaszczem, zawsze będzie po stronie człowieka. A wspominam o tym dlatego, że jest z nami profesor Wodziński, zapalony kibic piłkarski, który mając do wyboru dzisiejszy mecz Polska-(nie pamiętam) i nasze spotkanie, wybrał spotkanie". Wodziński, mając już dość tego pieprzenia, mówi tak: "Po pierwsze, jestem po stronie płaszcza. Po drugie - wybieram mecz. Nawet próbowałem interweniować w sprawie zmiany godziny meczu...". "A zna pan profesor kogoś, kto mógłby zmienić godzinę meczu?" - pyta inteligentnie o.Dostatni. "Eee, nawet tutaj na sali są tacy." - pada błyskawiczna odpowiedź. A na sali Palikot, inni celebryci...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Jakoż Lublin nie jest jedynym miejscem w którym miałem okazję słuchać Wodzińskiego. Najciekawszym był Jarocin, wiele lat temu. Ostatnim - &lt;a href="http://festiwal.ph-f.org/?id=2"&gt;Olsztyn&lt;/a&gt;. Wodziński dał wówczas niezwykle emocjonalny wykład o Shoah, który spolaryzował słuchaczy. Rzecz ciekawa, spór dotyczył tego, czy był to wykład filozoficzny, czy nie, zatem sprawy najzupełniej drugorzędnej. Co za różnica, do cholery... Wykład albo jest dobry, albo nie i tylko to się liczy. Był dobry. W pewnym momencie wstaje pewien profesor (bądźmy dokładni: profesor Kościuszko) i zarzucając Wodzińskiemu brak perspektywy filozoficznej, podbija stawkę przywołując Jedwabne, pogromy kieleckie i co tam jeszcze. Następnie, jakby ignorując to, co się właśnie dzieje z Wodzińskim pyta, dlaczego te tematy nie zostały poruszone. Wodziński? - Chodzi tam i z powrotem, coraz bardziej czerwony na twarzy. Wreszcie, wkurwiony do granic, niemalże wyrywa prof. Kościuszce mikrofon i mówi akcentując każde słowo: "To, co pan powiedział, to bełkot, bełkot. Pan nic nie zrozumiał z mojego wykładu...". Działo się...&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Należy przy tym dodać, że Wodziński jest niezwykle kulturalnym człowiekiem, lecz prawdopodobnie z niskim progiem tolerancji na głupotę. Smutna to prawda, ale już dawno przeze mnie odkryta: niejedna profesorska głowa jest pusta w środku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; ...Nader łatwo uznać prawdziwość schematu, &lt;i&gt;resp&lt;/i&gt;. paradygmatu w którym nas wychowywano i uznać Diabła za wcielone Zło. Ale co z człowiekiem? Byłże-by on zatem niewinną ofiarą owego diabelstwa; ofiarą gubioną przez siłę mocniejszą od niego? Wodziński odsłania kłopotliwą alternatywę: nie Diabeł, ale my sami jesteśmy winni Zła wyrządzanego drugiemu człowiekowi. Diabeł? - Istota żadną miarą nie mogąca się w Złu równać z człowiekiem, zbyt słaba i niedoskonała, by wyrządzić &lt;i&gt;rzeczywiste&lt;/i&gt; Zło. Dokonajmy tedy radykalnej transformacji przywołanej przywołanej na początku sentencji i z pełną świadomością własnej kondycji ontologicznej powiedzmy: &lt;i&gt;człowiekiem jestem i nic, co diabelskie, nie jest mi obce&lt;/i&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3104947404696430804-699578338118967738?l=wstepdowatpienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/feeds/699578338118967738/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2010/02/meister-diabe.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/699578338118967738'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/699578338118967738'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2010/02/meister-diabe.html' title='Meister Diabeł'/><author><name>Jacek Zalewski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16241706285054663748</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TF6APcm8_uI/AAAAAAAAAKw/1FH8VkOl8lk/S220/1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S2hK9tkMyAI/AAAAAAAAACQ/uCCUFYkITNw/s72-c/Wodzi%C5%84ski.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3104947404696430804.post-7041360767191780851</id><published>2010-01-28T14:42:00.000-08:00</published><updated>2010-01-28T14:42:54.108-08:00</updated><title type='text'>"Dumna samotność..."</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S2IH8YxqvpI/AAAAAAAAABg/bZGirPdW1v4/s1600-h/25Abc.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="266" src="http://4.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S2IH8YxqvpI/AAAAAAAAABg/bZGirPdW1v4/s400/25Abc.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Ludzie, którzy się bardzo kochają, cierpią później w szczególny sposób: ranią się czystą miłością - wydestylowaną z toksyn, które w homeopatycznych dawkach oczyszczają związek i przywracają spokój.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fakt, że jeszcze jesteśmy zdolni kogoś podziwiać sugeruje, że nasza megalomania nie jest aż tak doskonała, jakbyśmy sobie tego życzyli. Chcąc ją ratować, należy natychmiast uznać, że ten, kogo podziwiamy jest od nas nieskończenie odległy - a więc, że żadną miarą nie zasługuje na miano człowieka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Megalomania może być znakomitą strategią ratującą nas przed męczarnią samowystarczalności. Zamiast cierpienia - niezdrowa satysfakcja, że nie potrzeba nikogo, że ma się dość sił, zawsze i na wszystko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zadawać się z ludźmi i brać udział w ich przedsięwzięciach... są szlachetniejsze odmiany masochizmu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S2IKXnNh6sI/AAAAAAAAABo/LMeZObDcS1s/s1600-h/20Ab.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="266" src="http://4.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S2IKXnNh6sI/AAAAAAAAABo/LMeZObDcS1s/s400/20Ab.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Mieć siebie na własność, oto doskonała zbrodnia posiadania. Ale żeby było jasne: na własność!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obcując z ludźmi, siłą rzeczy koncentrujemy się na ich sprawach, nie myślimy. Dopiero gdy zostaniemy sami, refleksja odsłania przed nami absurd wszelkiego zaangażowania i sprowadza demona pesymizmu.&lt;br /&gt;Samotność jest zgubna dla każdego, a zwłaszcza dla kogoś, kto się czuje do niej powołany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Być swoim panem, to samodzielnie wybierać sobie złudzenia; oto "ostatnie" zdanie wolności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Całkiem nie pojmiemy siebie nigdy, lecz będziemy i możemy siebie znacznie więcej, niż pojmować" (Novalis). Oto słowa niosące otuchę każdemu, kogo porażka w dziedzinie ducha przywiodła do rozpaczy: można ominąć siebie i zająć się czymś "więcej". Mnie jednak cechuje karygodny brak ambicji, moje aspiracje są daleko skromniejsze, aniżeli "więcej, niż pojmować siebie". Zadowolę się całkowitym zrozumieniem siebie i nic ponadto. Ekstrawagancje zostawiam innym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Dumna samotność! Czy współczesny człowiek może być dumny sam wobec siebie? Co innego wobec ludzi, w mowach, w książkach. Ale gdy nikt go nie widzi i nie słyszy, gdy pośród głuchej, nocnej ciszy spowiada się z własnego życia, czy wówczas śmie wypowiedzieć choć jedno wzniosłe słowo?" (Szestow)&lt;br /&gt;Gdy nie ma nikogo, można jeszcze być arystokratą wobec Boga - powołanego do życia tylko na chwilę i być może tylko w tym jednym, terapeutycznym celu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S2IMcvTwLmI/AAAAAAAAACA/qgzRB3daqyw/s1600-h/24Abc.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="212" src="http://3.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S2IMcvTwLmI/AAAAAAAAACA/qgzRB3daqyw/s320/24Abc.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S2IMSweAITI/AAAAAAAAABw/rySp55JvGhM/s1600-h/22Abc.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="212" src="http://4.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S2IMSweAITI/AAAAAAAAABw/rySp55JvGhM/s320/22Abc.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Odkąd odkryłem własną samowystarczalność, drugi człowiek jawi mi się jako największa tajemnica. Nie mam z nim nic wspólnego i dlatego czuję się z nim wspólnikiem we wszystkim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siedzę i upajam się myślą o tych wszystkich działaniach w które się nie włączyłem, o tych projektach, którym odmówiłem udziału.&lt;br /&gt;(Ta przepełniająca mnie pasja bierności; co ja mówię: eksplozja!)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stany ducha. Mogę na każdej stronie pisać, że tylko jedno się liczy. I za każdym razem będzie to coś innego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy mi proponują udział w jakimś przedsięwzięciu tłumaczę sobie, że wcale nie jestem niewolnikiem przesądu konsekwencji - i że to tylko lenistwo nie pozwala mi się zabrać za robotę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szkoda, że ma się tylko jedno życie do przegrania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S2IMX-6xUvI/AAAAAAAAAB4/asA73xfSvzc/s1600-h/23Ab.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S2IMX-6xUvI/AAAAAAAAAB4/asA73xfSvzc/s320/23Ab.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Szerokość zainteresowań nie jest żadną cnotą, lecz miarą zatracenia swojego "ja" w świecie. Sokrates, odwiedzając raz targ, zakrzyknął: "ileż tu rzeczy, których nie potrzebuję!" - Ja również mogę być dumny z kolekcji spraw, które mnie nie obchodzą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za każdym razem, gdy mam do czynienia z osobą zaangażowaną, niemal fizycznie postrzegam sterujące nią złudzenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dojść do takiego stanu w którym każde uczucie wzniosłości będzie oznaką jakiejś ułomności, karygodnej wręcz naiwności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kontemplując swoją bezradność czujemy, że docieramy do jakiejś ostatecznej granicy, że obcujemy z żywiołem, przed którym niepodobna ustać z wyprostowanym hardo karkiem i przed którym musi skapitulować wszystko, co miałoby czelność się na niego zamierzyć. Kontemplując swoją bezradność czujemy się bez mała równi Bogu - i w końcu zaczynamy się dobierać do tego zamkniętego w nas sekretu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdybym intensywność doznawania siebie umiał przełożyć na słowa, ludzkość już dawno stałaby w obliczu rozwiązanej "prawdy istnienia".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niespełnienie. Tylko ono powstrzymuje mnie przed ogłoszeniem się bogiem. Gdybym umiał wypowiedzieć swoją prawdę, nie byłoby we Wszechświecie siły zdolnej mi się przeciwstawić.&lt;br /&gt;Ale nie umiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdybym swoje stany niespełnienia potrafił wyrazić słowami, niechybnie obwołano by mnie mesjaszem. Gdybym swoje stany wewnętrzne przełożył na słowa, Biblia stałaby się dziełem drugorzędnym. Gdyby każdy z nas potrafił zawrzeć swoją wewnętrzność w odpowiednich słowach, nikt nie czytałby niczego poza własną autobiografią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S2IQukD3aBI/AAAAAAAAACI/DcNHlQvpcv4/s1600-h/29Ab.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="266" src="http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S2IQukD3aBI/AAAAAAAAACI/DcNHlQvpcv4/s400/29Ab.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;"Nie tylko dla innych, ale i dla siebie samego jest się zagadką. Badam siebie, jeżeli mnie to zmęczy, zapalam dla zabicia czasu cygaro i myślę: na Boga, co Stwórca myślał, tworząc mnie, albo czego się po mnie spodziewał?" (Kierkegarard). Siła ironii jest niezrównana. Gdy jest się zmęczonym braniem siebie na poważnie, zawsze można się zdystansować, zapalić cygaro i pomyśleć o Stwórcy jak o stukniętym&amp;nbsp; ekscentryku: na Boga, co też Mu wpadło do głowy, żeby mnie stworzyć? &lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Trudno jest znaleźć wspólny język z drugim człowiekiem komuś, komu brak furii. Tylko ona zmusza do skupienia się na rzeczach ważnych, znosi opór materii i dobiera się wprost do sekretu, jaki każdy nosi w sobie. Wszelka subtelność jest tutaj nie na miejscu; pragnąc zrozumieć drugiego nie należy go oszczędzać (ale i on nie może nas oszczędzać). Dopiero walka ustala porządek rzeczy naprawdę ważnych i umożliwia głębokie zrozumienie (choć też, co prawda, natychmiast je odbiera).&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Zrozumieć drugiego, to posiąść jego tajemnicę, wydrzeć mu ją. Należy jednak mieć do tego niezbędny zapas furii.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3104947404696430804-7041360767191780851?l=wstepdowatpienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/feeds/7041360767191780851/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2010/01/ludzie-ktorzy-sie-bardzo-kochaja.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/7041360767191780851'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/7041360767191780851'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2010/01/ludzie-ktorzy-sie-bardzo-kochaja.html' title='&quot;Dumna samotność...&quot;'/><author><name>Jacek Zalewski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16241706285054663748</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TF6APcm8_uI/AAAAAAAAAKw/1FH8VkOl8lk/S220/1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S2IH8YxqvpI/AAAAAAAAABg/bZGirPdW1v4/s72-c/25Abc.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3104947404696430804.post-1646360022873821091</id><published>2010-01-20T12:29:00.000-08:00</published><updated>2010-01-20T12:37:44.493-08:00</updated><title type='text'>Pióroman</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S1djHC6pqiI/AAAAAAAAABI/u6uCD21fbXM/s1600-h/cytuj%C4%85c+Ciorana.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="444" src="http://3.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S1djHC6pqiI/AAAAAAAAABI/u6uCD21fbXM/s640/cytuj%C4%85c+Ciorana.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S1djLsFAYrI/AAAAAAAAABQ/wHUw-0bGofA/s1600-h/cytuj%C4%85c+Pesso%C4%99.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="448" src="http://4.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S1djLsFAYrI/AAAAAAAAABQ/wHUw-0bGofA/s640/cytuj%C4%85c+Pesso%C4%99.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Pisać przeciwko światu winno się z pasją, z jaką dziecko wygraża szafie, o którą się właśnie rozbiło. Dojrzałość - i związany z nią rachunek serca i rozumu - wyklucza ową szczególną &lt;i&gt;przenikliwość zaślepienia&lt;/i&gt;, z którą wdzieramy się w tkankę świata i bezlitośnie obnażamy toczącego ją raka. Pisanie przeciwko światu musi być maksymalnie dziecinne - inaczej będzie nieskuteczne.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powiada się, że za pióro winien chwytać wyłącznie ten, kto ma coś do powiedzenia. Jakoż pisanie, w stopniu jeszcze większym, niż komunikacja, jest aktem ekspresji. Dzikim, bezładnym, niekiedy niekiedy agresywnym, ale prawie zawsze nieodpowiedzialnym. Pisze się nie po to, żeby coś powiedzieć, lecz żeby się utrzymać w istnieniu jeszcze trochę, o chwilę, o jedno zdanie dłużej. Pisze się, żeby przetrwać, a nie żeby obwieszczać prawdy absolutne - choć skądinąd to drugie niemal zawsze jest konsekwencją tego pierwszego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To, co bierzemy za głębię myśli, często jest jedynie wynikiem zręcznego doboru słów, umiejętnością wyrafinowanego ich formowania. Jest to tak zwodnicze, że nawet autor bierze je za dowód własnej głębi. I szczycąc się nimi, wszędzie obnosząc i powtarzając bez końca, zaczyna - co już jest szczytem wszystkiego - rzeczywiście myśleć i przeżywać głęboko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie ma to jak dobra metafora. Kiedy zawodzą ostatnie argumenty, przekonać może jedynie metafora. Argumenty odwołują się bowiem do rozumu, metafora - do wyobraźni. A człowiek na ogół posiada więcej wyobraźni, niż rozumu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pisanie nie jest jakąś wzniosłą formą ekspresji, lecz prostym odruchem reagującego na cierpienie organizmu. Pisanie jest fizjologiczne aż do obrzydzenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Każdą myśl jej autor powinien wpierw testować na własnym organizmie. Jeżeli nie posiada ona energii równej przynajmniej ładunkowi nuklearnemu, należy ją odrzuć jako nic nie wartą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szacunek zyskamy nie wtedy, gdy będziemy pisać głęboko, lecz gdy zasugerujemy, że myślimy głęboko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Kto nie spodziewa się miliona czytelników, nie powinien napisać ani linijki" - pisze Goethe i ze wszech miar ma prawo tak pisać. Gdybyśmy się wszyscy stosowali do tego wielce pożytecznego zalecenia, oszczędzone nam byłyby owe stosy arcydzieł, budzące nasze zakłopotanie z powodu swojej ilości. Nie zagrażałby nam już żaden geniusz z prowincji i milion jemu podobnych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pisanie wypływa z naszych nędz jak rzeka ze źródła. Potrzeba dalszych oczywistości?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odpowiedź na pytanie z "Ankiety":&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Czy umiesz przestać pisać&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Żeby zacząć czytać?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/i&gt;Twardowski&lt;i&gt; &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;- Nie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miarą naszego intelektu zwykle jest to, ile cudzych myśli zdołaliśmy uczynić własnymi. Oryginalność to mistrzostwo kompozycji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tekst jest najbardziej autentyczny w miejscu w którym styka się z ciałem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aforyzm i jego pretensjonalność. "Strzec się form literackich zasadniczo irracjonalnych, jak aforyzm; lepsza już zwykła, bezpretensjonalna rozprawa" (H. Elzenberg). Tym, co w aforyzmie istotne, to kondensacja treści w określonej formie. Emil Cioran nazywa go "stężoną trucizną"; dla mnie zaś dobry aforyzm musi mieć formę ostrej i dobrze wyprofilowanej strzały. Na tym właśnie polega terapia aforyzmem; oto w jaki sposób ujawniają się jego lecznicze właściwości: aforyzm, żeby u-leczyć, musi wpierw ska-leczyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Każde zdanie, jakie zapisuję, najpierw przepuszczam przez własny organizm. To dla niego najlepszy sprawdzian i jedyne wiarygodne kryterium prawdy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3104947404696430804-1646360022873821091?l=wstepdowatpienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/feeds/1646360022873821091/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2010/01/pioroman.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/1646360022873821091'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3104947404696430804/posts/default/1646360022873821091'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wstepdowatpienia.blogspot.com/2010/01/pioroman.html' title='Pióroman'/><author><name>Jacek Zalewski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16241706285054663748</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/TF6APcm8_uI/AAAAAAAAAKw/1FH8VkOl8lk/S220/1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_5_H57j2cZEg/S1djHC6pqiI/AAAAAAAAABI/u6uCD21fbXM/s72-c/cytuj%C4%85c+Ciorana.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry></feed>
